poniedziałek, 11 lutego 2019
piątek, 1 lutego 2019
Stambulskie fragmenty
Ze Stambułu nigdy nie wraca się w jednym
kawałku. Coś tam zawsze zostaje, niech będzie patetycznie, że kawałek serca
albo duszy. Nie są to, niestety, zbędne kilogramy, których po każdej kulinarnej
uczcie raczej przybywa.
Z łatwością zostawić można portfel,
nie tylko przez roztargnienie i raczej nie fanaberie kieszonkowca (choć
oczywiście i takie przygody się zdarzają). Gdy przybywa zbędnych kilogramów,
wprost proporcjonalnie ubywa jego zawartości, bo najlepsze jedzenie z
najpiękniejszymi widokami ma swoją cenę.
Pieniądze to jednak nie wszystko –
nawet najbogatsi mogą uzależnić się od Stambułu, a wtedy nie pomoże najdroższy
detoks świata. Wszystkie inne miejsca wydają się nie dość ciekawe, niewystarczająco
duże, mało skomplikowane, zbyt przewidywalne. Wszystko jest… niewystarczająco stambulskie.
Wtedy dla Miasta Miast traci się głowę.
Stambuł jest jak fascynujący sen,
którego nie da się wytłumaczyć. Żeby zrozumieć, trzeba go wyśnić: poczuć
wszystkimi zmysłami, a potem bez końca analizować, bo podlega nieskończonej
liczbie interpretacji. Ci na jawie przyglądają się podejrzliwie i z lekkim
współczuciem, węsząc brak logiki i sensu.
Ale na co komu sens, skoro mamy
Bosfor? I trochę bałaganu wokół, którego z każdym rokiem przybywa. Stracona dla
Stambułu głowa jest w stanie ogarnąć i tolerować nawet te niechciane fragmenty.
poniedziałek, 7 stycznia 2019
Zimowa melancholia, letnie sentymenty
Morska woda karmi naszą skórę – składniki mineralne przenikają ją głęboko, działając kojąco i doskonale oczyszczając. Stymulują metabolizm, poprawiając ukrwienie i nawilżenie, stan włókien kolagenu oraz elastyny. Dzięki morzu młodniejemy więc nie tylko psychicznie, wypoczywając, ale też fizycznie – jego słona woda odejmuje lat, wzmacniając elastyczność skóry, wygładzając ją i zwyczajnie lecząc. Ma więc dobroczynny wpływ nie tylko na piękno, ale też zdrowie – zwłaszcza zimna kąpiel o poranku, która dodatkowo przyspiesza i tak już pobudzony pływaniem metabolizm.
Najlepiej poczuć jak ciepłe jest morze skacząc wcześniej do lodowatej rzeki. Gwałtowne zanurzenie się w niej powoduje wręcz fizyczny ból – skóra piecze, ale tylko przez krótki, ostry moment. Po chwili czujemy się sparaliżowani, odczuwając jednocześnie przyjemne mrowienie, które będzie nam towarzyszyć podczas całej wodnej przeprawy.
Płyniemy, a właściwie suniemy z wartkim nurtem, mijając kaczki, żółwie, niekiedy łódki pasażerskie – na te ostatnie lepiej uważać, choć rzeka jest na tyle szeroka, że pomieści wszystkich chętnych. Najlepiej wyjść na brzeg, gdy woda zwalnia na zakręcie, przy kolejnym pomoście. Można oczywiście dopłynąć aż do samego jej ujścia i znaleźć się w ciepłym Morzu Egejskim za jednym porządnym chluśnięciem. Opcja bezpieczniejsza zakłada asekuracyjne zakończenie wodnej zabawy tam, gdzie robią to tubylcy.
Na lądzie czujemy od razu kojące ciepło gorącego powietrza, jakby troskliwa ręka otuliła nas kaszmirowym kocem, chroniąc przed nieubłaganym przeziębieniem. Zanim dotrzemy do punktu wyjścia, czyli kolejnego skoku, skóra zdąży wyschnąć, a my będziemy wręcz marzyć o ponownym zanurzeniu w pozornie tylko wrogim nurcie.
środa, 2 stycznia 2019
Prawdziwe fale
Co zrobili ci przeszczęśliwi ludzie, którzy odważyli się zmienić swoje życie? – zaczynamy myśleć
utartym schematem, obserwując uśmiechniętych plażowiczów. A może wszystko jest
o wiele prostsze, niż nam się wydaje i to turyści, podobnie jak my? Są pewnie wśród
nich urodzeni w nadmorskich miejscowościach, nam kojarzących się z rajem na
ziemi. Inni dostali tu pracę albo pojechali za miłością lub przypadkiem, zwanym
przez niektórych przeznaczeniem. Być może nie rozważali wcale metafizycznej
przemiany, nie podejmowali życiowych decyzji z serii być albo nie być i wszystkie te wielkie słowa są zwyczajnie na
wyrost?
Mam słabość do metropolii, a jednak wizualizując przyszłość widzę w niej zawsze wybrzeże: błękit wody w towarzystwie palm, które rysowałam chętnie jako dziecko. Nie pamiętam, kiedy nauczyłam się pływać, chyba zanim zdążyłam przestraszyć się żywiołu, zwyczajnie uznając go za swoje naturalne środowisko. Każdego roku jeździłam nad Bałtyk. Mieszkałam nad rzeką, ale dopiero Wielka Woda zrobiła na mnie adekwatne Wielkie Wrażenie. Teraz nie wyobrażam sobie takiej kąpieli z uwagi na temperaturę, wtedy rzucałam się na zimne fale nawet w czasie deszczu.
A potem zobaczyłam morza inne, południowe, cieplejsze, coraz bardziej niebieskie. Wracając z wakacji odczuwałam zawsze niemal fizyczny ból, jakby ktoś brutalnie wyrywał mnie z korzeniami i kazał przymusowo emigrować z domu. Nie chodziło wcale o powrót do codzienności, szkołę czy pracę. W takich momentach chętnie zostałabym choćby kelnerką w pierwszej lepszej kawiarni i harowała w pocie czoła za minimalną pensję, byle tylko na greckiej wyspie lub w bardziej egzotycznych okolicznościach przyrody. Randki na tle gorących, pomarańczowych zachodów słońca prezentują się w końcu bardziej wykwintnie i zostają podrasowane przez żądny piękna umysł do wspomnień z serii doskonałych.
A gdyby tak przenieść tą wakacyjną otoczkę i przełożyć ją na całe nasze życie? Może uda się wtedy dokonać pozornie niemożliwego – zakochać w naszej codzienności, której stanie się bliżej do atmosfery letniego romansu? Łatwo mówić, trudniej zrobić, gdy nawet nad Morze Egejskie nadciągają zimowe deszcze, ulewy, zawieje i zamieci... Trzymajmy się ciepło w 2019!
wtorek, 18 grudnia 2018
Daleko od lądu
Dla mnie morze jest jak
osoba – jak dziecko, które znam od dawna. To brzmi jak szaleństwo, wiem, ale
gdy pływam w morzu to z nim rozmawiam. Nigdy nie czuję się tam samotna.
Gertrude Ederle
Mały raj przypomina Grecję swym tawernowym, biało-błękitnym
klimatem. Dociera się do niego drogą morską, co zajmuje zwykle dwie godziny, w
zależności od aury. Jesienno-zimowe sztormy mogą pokrzyżować mieszkańcom plany i na dobre odciąć wyspę od miasta...
Wyspowy sezon to turyści, głównie tureccy, przeważnie
stambulscy. Aby dotrzeć tu z Europy trzeba się nagimnastykować, wielu
podróżników decyduje się więc na sprawdzone, śródziemnomorskie scenariusze
pisane przez biura podróży, wygodniejsze i przede wszystkim dużo tańsze. Na
wyspie słychać zatem turecki oraz... miauczenie uwielbianych tu kotów. W
przeciwieństwie do stambulskich nie tylko dają się głaskać, ale okazywanie
emocji wręcz wymuszają – potrafią biec za ofiarą, miaucząc, dopóki nie dostaną
tego, czego chcą. Mniejsze kociaki mogą posunąć się do najgorszego –
czepiając za nogawkę spodni dyndają na turystycznej nodze... Strzeżcie się, ludzie!
Wakacje to kilkutysięczne oblężenie, które zmienia
zupełnie oblicze wyspy. Wtedy odbywają się słynne festiwale wina i lokalnych,
organicznych produktów oraz chętnie uczęszczane przez stambulczyków festiwal
jazzowy i międzynarodowy przegląd filmów dokumentalnych. W lokalnych meyhane rozsądnie jest robić na wieczór
rezerwacje, a małe hotele i pensjonaty szaleją z cenami noclegów, bo turystów w
czasie letniego prosperity przecież
nie zabraknie. Galerie i atelier miejscowych artystów prezentują swoje dzieła,
a knajpki z wyszukanymi tureckimi przystawkami dostają potężny zastrzyk gotówki
w postaci hojnych napiwków.
W nadmorskiej restauracji wieczorną atmosferę upiększają wrażenia audiowizualne – na prawo podświetlony
zamek, na lewo – koncerty na otwartej
scenie: dźwięki unoszą się na falach, a zapach morza orzeźwia i relaksuje.
Kieliszek zimnego białego trunku z lokalnych winogron oraz deska tureckich
serów i sezonowych owoców – czy można prosić o bardziej doskonały zachód
słońca?
Następnego ranka odwołane promy, a więc odwołane uśmiechy,
co można podsumować jednym słowem: sztorm. Turyści nie wychodzą z hoteli –
musiało ich zaskoczyć nagłe załamanie pogody, z 28 na 18 stopni, z dnia na
dzień. Choć meteorolodzy sumiennie ostrzegali, nikt nie chciał wierzyć w epilog
trwającej od maja pogodowej sielanki. Tak
nie wypada, droga pogodo, nie tak się umawialiśmy, lato miało przecież trwać
wiecznie! Co z tego, że mamy ostatni tydzień września. Dobrze, że nikt nie
nawołuje do pozwu przeciw mieszkańcom wyspy – bezczelni, tak się dorobić na naszej niepogodzie!
Właściciele pensjonatów niewiele mogą zrobić w tej
smutno-deszczowej sytuacji – obdarowują gości zimowymi zestawami pościeli. Surowy klimat i pustki w lokalnych knajpach – tak masowo obleganych latem – powoduje exodus miejscowych, którzy często mają też domy na stałym lądzie. W zielonym raju zostają jego prawdziwi miłośnicy w imponującej liczbie... dwustu osób. Bazar nadal zaprasza wczasowiczów, choć w znacznie
uszczuplonej formie – wystawcy z miasteczka nie dotarli przecież na wyspę, muszą
poczekać na spokojniejsze wiatry.
Poczekają do kwietnia...
środa, 12 grudnia 2018
Witamy w raju
Sobota, dziesiąta rano. W najpopularniejszej studenckiej
knajpie – tanie śniadania z herbatą bez limitu, a jakże – pierwsi goście zamawiają...
piwo. Patrzę na zegarek – nie, nie przewidziało mi się. Jest sporo czasu do
dwunastej, więc pijacka zasada po południu
to nie alkoholizm nie ma jeszcze racji bytu. Szybka analiza: studenci, wczoraj
był piątek. Zerkam znów na telefon – to jednak o wiele za wcześnie! Moja
polska głowa pęka od szoku kulturowego, i to po dwunastu latach życia w kraju
gwiazdy i półksiężyca, gdy kolejna para zamawia lanego Efesa. Proszę o podwójne
espresso.
Piwo serwują typowe herbaciane ogródki, w których zasiadają
chętnie również konserwatywni i wiekowi goście. Trzy najbardziej oblegane
znajdują się nad samym brzegiem morza, dlatego w czasie zachodu słońca można
zapomnieć o wolnym stoliku. Grupa starszych przyjaciółek przyszła tu z planem
doskonałym, bo nawet przesadnie zwykle uprzejmy kelner mruczy pod nosem, że ich
banda siedzi już od południa o jednej szklaneczce czaju. Nic sobie z tego nie
robią, plotkują i śmieją się, nie zwracając uwagi na zazdrosne spojrzenia
rzucane przez przechodniów.
Właściciel innej herbaciarni o nostalgicznej nazwie Istanbul przekonuje, że zdjęcie pobliskiego
meczetu najlepiej zrobić o zmroku, gdy minaret zostanie podświetlony na zielono
– prezentuje się wówczas imponująco na tle przylegającej doń palmy. Biorę sobie
te uwagi do serca.
W kolejnej panowie i panie grają w karty, turecki backgammon i inne aktywności mające na
celu nie tyle rozrywkę czy zabicie czasu, co przede wszystkim wzmocnienie więzi
społecznych. Tu nawet emeryci prowadzą bujne życie towarzyskie: Turcja żyje w
końcu życiem ulicy, bez dyskryminacji w postaci ograniczeń wiekowych.
Na wsiach i w konserwatywnych miasteczkach na południowym
wschodzie świat męski i żeński często są od siebie oddzielone. Panowie
przesiadują w herbaciarniach, przy meczu, nad gazetą, panie – w domach, przy
cieście i kawie. Jednak nad Morzem Egejskim damsko-męskie rytuały mieszają się
ze sobą: kobiety grają w karty razem z mężczyznami – czasem nad piwem, bywa, że
przy herbacie. Wiosenne i letnie miesiące szkoda marnować na domową wegetację,
jeśli można w tym czasie poplotkować z rówieśnikami w lokalnej kawiarni. Co słychać u córek? Wnuk zaczął chodzić?
Kiedy na wczasy do Grecji? Herbata podrożała? Niemożliwe!
środa, 5 grudnia 2018
Stan umysłu H2O
Za każdym razem gdy idziemy
po plaży jakiś pradawny popęd nawiedza nas i zmusza do zrzucenia butów i
odzieży, do broczenia pośród wodorostów i wyblakłych kawałów drewna, do bycia
niczym powracający z długotrwałej wojny uchodźcy, stęsknieni za ojczyzną.
Loren Eiseley
Istnieje wiele atrybutów subiektywnie rozumianego luksusu: drogi
samochód, złoty zegarek, „wyjściowy” partner... Dla mnie jest nim widok na
morze.
Dom może się sypać, ale po rozsunięciu zasłon musi być
słońce i błękit – H2O oraz nieba. Podczas nadmorskich spacerów
pomysły idą razem z nami; bywa, że nas przeganiają. Idealna byłaby praca nad
brzegiem oceanu: stół i krzesło w wodzie, fale uderzają o kolana, a strony
piszą się same.
Życie na łódce musi być podobnie ekstremalne do tego
spakowanego w jeden plecak – dla posiadacza dwustumetrowej rezydencji brzmi to
pewnie jak obłęd. Dla cierpiących na hydrofobię lub chorobę morską – największa
z możliwych kar. Dla tych, którzy w taki sposób żyją – wolność i spokój.
Morze to także siła, przemijanie, tęsknota i wspomnienie.
Jego żywioł jest metaforą naszej egzystencji, całej ludzkiej kondycji. Twórczą
inspiracją, symbolem i odwiecznym motywem: w muzyce, kinie, literaturze.
Kojarzy się z brakiem granic oraz żądzą poznania.
Egejskie równa się stan
umysłu – jest kulturą i stylem, nie tylko kolorową widokówką. To tolerancja
i otwartość na nieoswojone, przekonanie, że jest się we właściwym miejscu, które traktuje nas dobrze – daje słońce, zdrowe jedzenie, głaszcze i dopieszcza. Choć zimą
sadystycznie okłada deszczem i wiatrem, robi to dla naszego dobra. Żebyśmy za
kilka miesięcy docenili w pełni letni raj…
Subskrybuj:
Posty (Atom)