niedziela, 27 czerwca 2021

Bosforskie życie


Bosfor to przestrzeń na głębszy oddech i przestrzeń dla wyobraźni. Trudno o lepszą metaforę wolności, a jednocześnie symbiotycznego związku z Morzem Czarnym i Marmara. Stambulska cieśnina wietrzy głowę z niepotrzebnych myśli, wystarczy się nie wzbraniać. Wówczas półgodzinna trasa promem mija w kilka chwil. Aż trudno uwierzyć, że nie zdążyło się w tym czasie przyczytać ani jednej strony książki, która tak nas niby wciągnęła. Nawet nie najlepsza przecież, serwowana na promie herbata, smakuje wyjątkowo.

Tym, co definiuje Stambuł, jest woda. Otoczone nią z każdej strony miasto siedmiu wzgórz najlepiej podziwiać z perspektywy promu lub nadbosforskiej promenady. Bosfor dzieli Europę i Azję swoją 32 kilometrową obecnością. Trudno wyobrazić sobie lepszą spacerową trasę od właśnie tej.

Nazwa Bosphorus wywodzi się z greckiej mitologii, a w języku tureckim Boğaz to po prostu gardło. Tym wodnym gardłem łączącym Morze Czarne ze Śródziemnym (poprzez morze Marmara) przepływają każdego dnia dziesiątki tysięcy statków. Strategiczne znaczenie Bosforu dostrzegł jako pierwszy Konstantyn Wielki, który ogłosił ówczesne Bizancjum nową stolicą Imperium Rzymskiego. Bosfor stanowił przez wieki największe pragnienie największych tego świata. Dla niektórych jest tym pragnieniem do dziś...



Płynąc lub spacerując wzdłuż Bosforu możemy nadal podziwiać drewniane rezydencje, zwane yalı. Było ich znacznie więcej, ale wiele spłonęło w liczych pożarach – przypadkowych lub zaplanowanych. Pierwsze yalı zaczęły być budowane w XVIII wieku w czasie Ery Tulipanowej, a najwięcej z nich powstało w XIX i na początku XX wieku. Obecnie 366 tego rodzaju rezydencji jest zarejestrowanych jako zabytki pierwszego, drugiego i trzeciego stopnia. 

Nad Bosforem wiszą obecnie trzy mosty. Budowa każdego kolejnego wzbudza oczywiście kontrowersje, bo prowadzi do przyspieszonej rozbudowy rozrastającego się i tak w ekspresowym tempie miasta. Wycinka drzew, kolejne osiedla, korki... Jedna z ostatnich ostoi stambulskiej zieleni, dzielnica Sarıyer, gości od kilku lat najnowszy, trzeci most. Czy ostatni?

  

sobota, 1 maja 2021

Konkurs: Jak wyobrażasz sobie swój wymarzony dzień w Stambule?

Zapraszam Was serdecznie do konkursu na FB klubu Polki na Obczyźnie. Do tej grupy rozsianych po całym świecie polskich blogerek i vlogerek należę już od 8 lat. Możecie wygrać moją książkę „Stambuł. W oparach miejskiego absurdu”, wystarczy odpowiedzieć na pytanie konkursowe, koniecznie na fanpejdżu Polki na Obczyźnie: Jak wyobrażasz sobie swój wymarzony dzień w Stambule? Konkurs trwa od 4 do 10 maja (regulamin poniżej).



*** Regulamin konkursu ***

Wygraj książkę Agaty Wielgołaskiej „Stambuł. W oparach miejskiego absurdu”

Postanowienia ogólne 

  1. Organizatorem konkursu jest portal Polki na Obczyźnie”, dalej zwany organizatorem.
  2. Fundatorem nagrody jest  Agata Wielgołaska.
  3. Konkurs nie jest stworzony, administrowany ani sponsorowany przez Facebook. Facebook jest znakiem towarowym zastrzeżonym przez Facebook, Inc. 
  4. Konkurs jest prowadzony na stronie www.facebook.com/polkinaobczyznie (zwanej dalej “Fanpage”). 

Warunki uczestnictwa 

  1. W konkursie mogą brać udział osoby pełnoletnie, czyli uczestnik powinien mieć ukończone 18 lat. 
  2. Warunkiem udziału w konkursie jest posiadanie zweryfikowanego konta w serwisie Facebook. 
  3. Konkurs trwa od 4 maja do 10 maja 2021 do północy.
  4. Wyniki zostaną ogłoszone za pośrednictwem FanPage 11 maja 2021
  5. Organizator nie ponosi odpowiedzialności za czasowe lub stałe zablokowanie strony lub aplikacji ze strony Facebook’a. 

Zadanie konkursowe 

  1. Zadanie konkursowe polega na odpowiedzi na pytanie konkursowe: („.Jak wyobrażasz sobie swój wymarzony dzień w Stambule?”).
  2. W konkursie zostanie wybrany jeden zwycięzca lub zwyciężczyni. 
  3. Agata Wielgołaska wybierze najciekawszą/najbardziej kreatywną odpowiedź na zadane pytanie, w ten sposób zostanie wyłoniony zwycięzca/zwyciężczyni konkursu. 
  4. Zwyciężczyni/Zwycięzca Konkursu zostanie powiadomiony o wygranej i warunkach odbioru Nagrody za pośrednictwem wiadomości wysłanej na Facebooku. 

Nagroda 

  1. Nagrodą w konkursie jest książka  „Stambuł. W oparach miejskiego absurdu” (wersja papierowa).
  2. Nagroda zostanie przesłana na wskazany przez zwycięzcę adres pocztowy
  3. Po nagrodę należy się zgłosić nie później niż do dnia 14 maja 2021. Po tym terminie nagroda traci ważność. 
  4. Organizator ma prawo podać dane Zwycięzcy na Fanpage. 
  5. Organizator nie ponosi odpowiedzialności za brak możliwości przekazania nagrody z przyczyn leżących po stronie Uczestnika. W takim przypadku nagroda przepada. 
  6. Organizator nie ponosi odpowiedzialności za nieprawidłowe dane podane przy rejestracji, w szczególności za zmianę danych osobowych uniemożliwiającą odszukanie Uczestnika, któremu przyznano nagrodę. 
  7. W przypadkach wykrycia działań niezgodnych z Regulaminem, próby wpływania na wyłonienie Zwycięzcy w sposób niedozwolony, w szczególności poprzez zakładanie fikcyjnych profili prywatnych w serwisie Facebook, dany Uczestnik może zostać wykluczony z Konkursu. 

Reklamacje 

  1. Wszelkie reklamacje dotyczące sposobu przeprowadzania Konkursu, Uczestnicy winni zgłaszać na piśmie w czasie trwania Konkursu, jednak nie później niż w terminie 14 (czternastu) dni od dnia wydania Nagród. 
  2. Reklamacja zgłoszona po wyznaczonym terminie nie wywołuje skutków prawnych. 
  3. Pisemna reklamacja powinna zawierać imię, nazwisko, dokładny adres Uczestnika oraz dokładny opis i uzasadnienie reklamacji. Reklamacja powinna być przesłana listem poleconym na adres Organizatora z dopiskiem “Konkurs na facebooku”. 
  4. Reklamacje rozpatrywane będą pisemnie w terminie 30 dni. Postanowienia końcowe 
  5. W kwestiach nieuregulowanych niniejszym Regulaminem stosuje się przepisy Kodeksu cywilnego i inne przepisy prawa. 
  6. Spory odnoszące się i wynikające z Konkursu będą rozwiązywane przez sąd powszechny właściwy miejscowo dla siedziby Organizatora.
  7. Organizator zastrzega sobie prawo do zmiany zasad Konkursu w trakcie jego trwania. Informacja o zmianach będzie zamieszczona na Fanpage'u.

wtorek, 16 lutego 2021

Okno na Bosfor


Udało się. Udało mi się zamieszkać nad Bosforem.

Była to jedna z tych rzeczy, które zdawały mi się właściwie nieosiągalne. Tak jak moi uczniowie nie mogli czasem uwierzyć, że mieszkam w europejskim Cihangirze albo azjatyckiej Modzie. Oni wracali po kursie do swoich wielkich, nowych bloków, chronionych 24/7, do rodziców, którzy nie pobierali od nich opłat. Za to karmili, i to pewnie nie najgorzej. Zarabiali tyle, co ja, ale wydawali swoje pensje na drogie torebki i markowe okulary. Ale na nazwę mojej dzielnicy reagowali zawsze przeciągłym wooow.

Tyle, że oni nie chcieliby mieszkać na piątym piętrze w budynku bez windy i centralnego ogrzewania (od czego jest klimatyzacja?). W mieszkaniu z ogromnym tarasem i widokiem na wieżę Galata (do którego drzwi kapıcı nie przyniesie jednak rano świeżego chleba). Oni woleli swoje światła halogenowe i osiedlowe baseny, z których prawie nikt nie korzystał. I woleli nie płacić.

*

W taki właśnie sposób myślałam o Bosforze. Wooow. Może nie o jego azjatyckim brzegu, ale na pewno mojej ulubionej spacerowej trasie: Kuruçeşme-Bebek. Tam żyli dla mnie nieosiągalni ludzie o nieosiągalnych dla mnie zarobkach. A raczej urodzeni w czepku, podziwiający Bosfor przez okna odziedziczonych rodzinnych rezydencji, do których tacy jak ja nie mają wstępu. Tacy jak ja zadzierają głowy i próbują dostrzec coś przez zwykle szczelnie zasunięte zasłony. Kulturalni mieszkańcy dzielnicy nie afiszują się swoim bogactwem. Po co sprawiać normalnym ludziom przykrość?

Normalni ludzie spacerują nadbosforską promenadą z kubkami kawy znanej sieciówki i czasem zaglądają im w okna. Kawa może im smakuje. A może piją ją, bo smakuje jak kropelka luksusu? Może luksusem jest widok z kawiarni, do której codziennie ustawia się kolejka? Bo ten z pierwszego piętra na każdym robi wrażenie.

Czy to wrażenie rozmywa się, czy jest takie samo jak za pierwszym razem, nawet po 138 spacerze?

Czy mówiłam już, że cholernie się cieszę?


PS. Nie, nie dostałam niestety w spadku willi nad Bosforem, ale mam talent do wyszukiwania tanich mieszkań w nietanich lokalizacjach. A nad willą trzeba jeszcze będzie popracować... 





niedziela, 27 września 2020

Lato w czasach zarazy

 

Lato kończy się dla mnie kiedy…

...nie mogę już pływać w morzu, a na wyspie zebrano winogrona. Wyjechali turyści, do miasta wrócili studenci, do tego można spacerować w słońcu w samo południe. Wieczorami trzeba narzucić sweter, bo temperatura spada już – o zgrozo! – poniżej 30 stopni. Na wyspie zaczyna się festiwal filmów dokumentalnych, na który trzeba zabrać kurtkę (wiatr!). Znajomi przestali zapowiadać, że wpadną na weekend w odwiedziny...  

Tegoroczne, koronne lato, było inne niż poprzednie…

... że tak uderzę w podobne do wszystkich tony. Tyle, że ja nie marzyłam o ucieczce z miasta na wieś ani nad morze. Nie kusił mnie wypad w góry, nie nęciły natura i cisza. Mnie ciągnęło do... betonu, hałasu i chaosu.

Spakowałam się w siedem pudeł, z którymi przyjechałam do Çanakkale dwa lata wcześniej w poszukiwaniu spokojniejszego, zdrowszego trybu życia. W ciągu tego czasu spacerowałam i pływałam zamiast chodzić do kina i na wernisaże. Jednak ponad trzy miesiące pandemicznej samotności dla mieszczucha, który spędził dekadę w centrum piętnastomilionowego potwora, jakim jest Stambuł, były prawie jak Into the Wild.

Po kilku tygodniach kojący tryb życia na stambulskiej prowincji (jak zwykłam mówić o Çanakkale) zaczął działać mi na nerwy. Znajomi wyjechali do rodzinnych miejscowości, niektórzy wrócili nawet do swoich krajów, a ja w tym czasie... spacerowałam. Plaża, deptak, promenada. I od początku. Miałam wrażenie, że robię to od lat, a nie miesięcy, że opalenizę mam ciemniejszą od trwających na swych posterunkach wędkarzy, że moje nogi poniosłyby mnie chętnie na drugą stronę cieśniny Dardanele, gdybym tylko dała im szansę...

Wyjechałam więc na lato w mieście, czyli coś, od czego każdy szanujący się mieszkaniec Stambułu ucieka...

Jeden plus tego dziwnego lata to…

...powrót do krainy betonu! Ileż to radości sprawiło mi trzykrotne okrążenie budynku, w którym miałam rezydować całe wakacje (gdzie brak miejsca do parkowania, a zatrzymanie się na dwie minuty w celu wyciągnięcia bagażu wiąże się z linczem na miejscu). Jakie natchnienie dały odrapane mury, które zaczęłam fotografować z jeszcze większą pasją niż wzburzone morskie fale i malownicze zachody słońca. Nawet gwar położonej przy głównej ulicy kawiarni i wdychanie spalin z mijających ją samochodów cieszył moje serce.

Równie mocno ucieszył mnie oczywiście widok przyjaciół...

A minus to…

...wymuszone bezrobocie. Pandemia pokrzyżowała plany wszystkim, nie zaliczam się w tej kwestii do wyjątków. W połowie czerwca planowałam wakacje w Polsce. Jeden z lipcowych weekendów chciałam spędzić na wyspie Bozcaada na festiwalu jazzowym. Loty zostały odwołane, festiwal się nie odbył. To jednak drobiazgi w porównaniu z tym, że od marca nie mam lekcji, a więc... pracy.

Lato się kończy, a ja nie mogę doczekać się…

...kolejnego lata. Dla mnie życie toczy się od maja do października, potem jest zimowa wegetacja, podczas której chętniej spędzam czas w domu, oglądam filmy, ba – czasem nawet czytam! Właściwie tylko zimą zdarza mi się przysiąść na dłużej, żeby coś napisać.  

Kończy się wrzesień a wraz z nim trzeci miesiąc moich stambulskich wakacji. Możliwe, że jesień w (tak) wielkim mieście w czasie pandemii jest pomysłem średnio błyskotliwym i czas pomyśleć o kolejnej ewakuacji. Może tym razem... nad Morze Czarne? Jest jeszcze trochę czasu na rozmyślania, bo temperatura powietrza osiąga nadal prawie 30 stopni...    

A na koniec, powiem tylko, że…

...za miesiąc będą moje urodziny i to one tak naprawdę wyznaczają dla mnie początek jesieni – mam to szczęście, że w Stambule zwykle pada wtedy deszcz. Kilka tygodni przed to dla mnie zawsze czas mniej lub bardziej świadomych rozmyślań i podsumowań, nowych pomysłów, a zwykle przyspieszonej realizacji tych poprzednich, odkładanych na przysłowiowe potem. Dziwny rok 2020 w tej akurat kwestii nie różni się niczym od poprzednich...

To co, trzymamy kciuki za lato 2021?

 

Tekst powstał w ramach projektu Klubu Polki na Obczyźnie. Grupa polskich blogerek z całego świata postanowiła podzielić się swoimi przemyśleniami na temat odchodzącego lata, bo tegoroczne było inne niż wszystkie. Covid-19 pokrzyżował wiele planów, ale również otworzył nas na nowe możliwości. Jeśli macie ochotę poczytać o wyjątkowym lecie naszych klubowiczek, zapraszam do śledzenia naszego łańcuszka. Teksty publikowane są na poszczególnych blogach w poniedziałki, środy i piątki. Więcej wiadomości znajdziecie na naszym profilu na FB i na Instagramie.

Poprzedni tekst ukazał się na blogu Dee z Anglii, a kolejny przeczytacie już w środę u mieszkającej we Francji Agnieszki. Po więcej wakacyjnych zdjęć z Turcji zapraszam na swój Instagram.


sobota, 4 stycznia 2020

Lizbona i Stambuł




Lizbona

Dobry wieczór, nadaje dziś dla Was Lizbona, mniejsza siostra Stambułu. Mimo pozornych podobieństw wiele nas różni. Zaraz lecę z turystami na fado, ale zdążę jeszcze wrzucić ze dwa słowa.

Łączą nas podobne traumy: trzęsienia ziemi i niedawna wielkość, do której został nam objawiający się melancholią sentyment – jego hüzün i moje saudade. Nie przestajemy wracać do słodko-gorzkiej przeszłości, zwłaszcza w długie, zimowe wieczory. Radzimy sobie z nią duble rakı i porto, przy dźwiękach muzyki, które docenią tylko nasze nostalgiczne dusze.

Autentyczność, do której ciągną masy – z jednej strony chcemy się jej pozbyć, żeby nie zadeptały niknącej na naszych oczach magii dawnych epok, z drugiej – schlebia nam ich uwaga, więc kokietujemy jeszcze bardziej. Bo kto zabroni takim eks-imperiom?

Jesteśmy położeni na siedmiu wzgórzach – już to świadczy o tym, jak wyjątkowy scenariusz napisała dla nas Opatrzność – los jest zresztą u nas bardzo istotny: kader oraz fatum ciążą na naszej przyszłości.

Żyjemy zawieszeni gdzieś pomiędzy tym, co było, a tym, czego nie będzie – może stąd intensywność naszej teraźniejszości. Doceniamy pozorną zwyczajność codziennych chwil, nie próbując aż tak bardzo gonić za pędem współczesności ku coraz większej wydajności. Nie schlebiamy gustom. Jeśli w znanej od pokoleń restauracji zamówisz krewetki bez oczu lub do rakı dolejesz coli, nic tu po tobie, przypadkowy włóczęgo!

Jesteśmy organizmem stadnym – to ludzie i relacje są źródłem naszej siły i powodem wyjątkowości. Mamy zawsze czas na powitania i długie rozmowy. Nie lubimy tylko pożegnań.

A ty, kiedy znów wpadniesz do nas na lampkę wina?            


                                                                                                                                                                                                                                                                 
Stambuł

Siostra zapomniała o tym, co nas rzekomo dzieli, bo jest jeszcze bardziej roztrzepana ode mnie.
To zresztą błahostki. Posmak orientu w wersji afrykańskiej lub bliskowschodniej: zamek Maurów tam, meczety mistrza Sinana tu. Wezwania muezzina do modlitwy zamiast dźwięku dzwonów katedry.
Jej rzekę mylicie w końcu z oceanem, mój Bosfor – z morzem. Czy nie łatwiej o dowód na to, że jesteśmy spokrewnieni?


Post powstał po dwutygodniowym pobycie w Lizbonie.

piątek, 20 września 2019

Podsumowanie lata 2019



Zabawnie pisze się podsumowanie lata siedząc w nadmorskiej kawiarni, gdy temperatura wynosi nadal 30 stopni, a słońce nigdzie się jeszcze nie chowa – co najwyżej my chowamy się przed nim w cieniu parasola. Nie oszukujmy się jednak – największe upały mamy za sobą, a telefon straszy mnie, że w piątek zachmurzy się na cały (!) dzień, dołączę więc do koleżanek z klubu Polki na Obczyźnie i pożegnam dla Was lato.

Bo każdego roku się oszukuję: zaprzeczam, wmawiam sobie i innym, że mamy jeszcze tyle czasu, że będzie jeszcze pięknie! – tak jak wczoraj, gdy wyciągnęłam znajomą na dwugodzinny spacer. Dotarłyśmy do położonej nieco dalej od centrum promenady i znów poczułam się jak w nieznanym, nadmorskim miasteczku – stan idealny, bo uwielbiam nowe miejsca.


Miejsce lata

Całe wakacje spędziłam jednak w mojej – jeszcze nowej, bo zamieszkałej przeze mnie dopiero od 15 miesięcy – nadmorskiej miejscowości. Przeprowadziłam się tu rok temu w poszukiwaniu spokoju, kontaktu z naturą, codziennych spacerów i wszystko to niewątpliwie znalazłam... latem. Zimą brakuje mi wielkomiejskiego chaosu, jaki w zdwojonych dawkach oferuje Stambuł. Chaosu, który odwraca uwagę od niesprzyjającej aury. Już niedługo będę miała okazję ponownie się o tej tęsknocie przekonać, na razie jednak skupmy się na ostatnich podrygach lata i wyobraźmy sobie plaże, promenady oraz... wyspy.   


Napój lata

Wino z Bozcaada to pamiątka kupowana przez stambulskich turystów równie chętnie co oliwne mydełka, przyprawy i lokalne przetwory. Ta niewielka wyspa to winogronowy raj – owoce są przepyszne, robi się z nich równie smaczne – i tanie! – wino – butelkę można kupić już za około 5 euro. O serwującą je za niewiele więcej winiarnię można (trzeba?) zahaczyć w drodze powrotnej z plaży do centrum miasteczka.   


Danie lata

Z wakacjami kulinarnie kojarzą mi się ryby – macie teraz przed oczami wspomnienie smażonej flądry znad Bałtyku, prawda? Çanakkale to miasto sardynek, których sezon przypada właśnie na letnie miesiące, między czerwcem a wrześniem. Staram się jeść ryby świeże i lokalne, z grilla lub piekarnika, skrapiane cytryną i podawane z bukietem zieleniny – szybko, smacznie i – oby – zdrowo. Mam wielką słabość do owoców morza, niestety, także do pochłaniających metale ciężkie małży, które połykam ze smakiem naprawdę od święta. W tureckiej wersji midye wypełnia się przyprawionym ryżem, a rekordziści pochłaniają ich nawet kilkadziesiąt.


Hajlajt(y) lata

Polsko-tureckie wesele wyrwało mnie z leniwej wakacyjnej strefy komfortu. Dzięki temu, że stambulscy znajomi zdecydowali się na imprezę na zachodnim wybrzeżu, odwiedziłam dwie nadmorskie miejscowości, od dawna na mojej liście must see. Wydawałoby się, że większość egejskich destynacji, nawet tych najpiękniejszych, jest do siebie bliźniaczo podobna i niczym nie potrafią zaskoczyć starych tureckich wyjadaczy, ale... one są po prostu takie ładneee!
Pobyt w Eski Foça przedłużył się z planowanych dwóch do trzech nocy – częściowo za sprawą uroku tej małej, wakacyjnej miejscowości, częściowo w rezultacie post-weselnej regeneracji (ekhm...). Dobrze było spotkać dawno nie widziane stambulskie grono w zrelaksowanych, nadmorskich okolicznościach przyrody. Dlatego w drodze powrotnej postanowiłam urozmaicić sobie jeszcze koniec lata kolejnym wakacyjnym rajem – wyspą Cunda. A co!

Innego rodzaju "rodzynkiem lata", bardzo dla mnie ważnym, była publikacja mojego pierwszego zbioru opowiadań przez Wydawnictwo Mamiko. Większość tekstów napisałam cztery lata temu, ale dopiero teraz poczułam, że jestem gotowa je pokazać. No to pokazałam:) – zainteresowanych zapraszam na MOJĄ STRONĘ.


Lołlajt lata

Aż trudno w to uwierzyć, ale... woda! Wydawała mi się dużo zimniejsza niż rok temu, co potwierdziła odwiedzająca mnie przyjaciółka, choć... może już nam się w głowach od tego plażowego dobrobytu poprzewracało? Kiedyś pływałyśmy przecież w Bałtyku! Gdzie ta dawna siła woli, hart ducha? W tym roku dużo mniej niż w ubiegłym spędziłam więc w wodzie – jeśli już do niej wchodziłam, to na szybki "sprint", by potem dygotać zębami na rozgrzanym – na szczęście – piasku. Takie to plażowe dramaty-dylematy musiałam przeżywać tego lata, skandal!


Zdjęcie lata

Mam ich setki, jeśli nie tysiące. Decydując się na jedno wybieram pożegnanie lata, czyli sentymentalny zachód słońca na wyspie, którym witałam wakacje na początku maja.

Za rok chciałabym spędzić lato... w Polsce! Na wydarzeniach literackich, od czerwcowego Big Book Festival po październikowy Kraków z jego festiwalem Conrad. Takie inspirujące lato marzy mi się od dawna, dlatego w przyszłym roku sprzedam turkus morza i cień palm za kilka miesięcy literackiej uczty.
Są może chętni na taką wymianę?


Wczoraj o swoich wakacyjnych wspomnieniach pisała Martyna z Życie w rytmie slow a jutro Polki na Obczyźnie zapraszają na bloga Wioli – Wiosway. Miłego, jeszcze letniego, czytania!

niedziela, 14 lipca 2019

Historie zmyślone i półprawdziwe



Zanim przeprowadziłam się do wioski rybackiej (proszę pamiętać, że porównuję moją nową miejscowość ze Stambułem) poszłam do kina na Dziką Gruszę Nuri Bilge Ceylana.
Jego filmy działają na mnie jak hipnoza – trzy godziny mijają niczym kwadrans. Nie przeszkadzają mi długie ujęcia-obrazy, niekończące się rozmowy. Przeciwnie – wszystko to, co z pozoru mało spektakularne, przyciąga jak magnes: przenoszę się do wykreowanego świata i przechodzę przemianę w widza-marionetkę. Reżyser mnie kupił, może teraz sterować mną dowolnie.

Tym razem hipnoza ustąpiła początkowo miejsca zaskoczeniu – prawie podskoczyłam na siedzeniu, bo oto główny bohater filmu okazuje się być aspirującym pisarzem z Çanakkale. Serio?
Nie oglądam kinowych zapowiedzi i zwykle skutecznie udaje mi się unikać spoilerów, dlatego zdziwienie i rozbawienie były autentyczne. Piękna symbolika na tydzień przed przeprowadzką, przypadek godny najlepszej fikcji!

Wyszłam ze świata filmu w objęcia realnego i pomyślałam, że lubię te swoje zbiegi okoliczności. Jest ich tyle, że powinny już dawno przeistoczyć się w coś bardziej namacalnego (najlepiej drukiem!).

Na przykład historia z wczoraj. Spacerując nadmorską promenadą zagadałam trzech turystów, którzy bezskutecznie próbowali porozumieć się z trójką młodych dziewczyn. Po krótkiej wymianie zdań okazali się misjonarzami i zaczęli modlić się za moje zdrowie – nad cieśniną Dardanele, o zachodzie słońca. Ładnie? No to dalej.

Lista historii stambulskich nie miałaby końca: kolacje w restauracji loży masońskiej, wakacje 2013 w oparach gazu i pod ostrzałem armatek wodnych, zamachy terrorystyczne, zamach stanu, lekcje angielskiego ze znanym tureckim psychiatrą...

Albo sąsiad-rasista z Londynu: Jamajczyk, alkoholik, palący codziennie trawę (bynajmniej nie działała na niego relaksująco!) schizofrenik, który... ale o tym kiedy indziej.

Mam nadzieję, że pierwszy zbiór opowiadań (za półtora miesiąca w druku!) zmotywuje mnie do regularnej spowiedzi na papierze i skutecznej transformacji realnego w fikcję. W końcu fajnie byłoby kiedyś, najlepiej wkrótce, na pytanie: co robisz? Odpowiedzieć: a nic, tak sobie siedzę i piszę.