Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stambulczycy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stambulczycy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 16 października 2018

Gra w zielone



Pani ze Stambułu? Ojej, to pewnie zmęczona...
Stambuł? Byłem tydzień temu, jeszcze boli głowa.
Do Stambułu? Nie jeżdżę, tu jest mój mały Bosfor.
W Stambule? Żyć się nie da. Odwiedzić i wyjechać! 

Trawa jest bardziej zielona po drugiej stronie murku, płotu lub innych ogrodzeń. To prawda, zwłaszcza gdy zieleńsza jest naprawdę – stanowi zieleń obiektywnie bardziej zieloną. Mniej poszarzoną kurzem, podtrutą spalinami, mniej sztuczną, zdeptaną. Taką, jaką życzylibyśmy sobie zieleń widzieć: prawdziwszą od prawdziwej.

Taką zieloną zielenią jest Stambuł. Po dwunastu latach nadal nie jestem w stanie odpowiedzieć na pozornie proste pytanie dlaczego inaczej niż a dlatego. Bo tak. Bo nie zrozumiecie, dopóki nie przyjedziecie, nie zobaczycie, nie potkniecie się, nie zakochacie, nie sparzycie, nie trafi was szlag, nie wyjedziecie, nie wrócicie, nie dacie drugiej szansy, nie wyrżniecie się jeszcze mocniej, nie wyjedziecie ponownie... by znów wrócić. Taka zieleń subiektywna.

Jest w tym mieście (poza oczywistym wizualnym pięknem pomieszanym z pociągającą brzydotą) jakaś niesamowita energia, której nie da się odkryć nigdzie indziej. I to poczucie, że każda następna minuta może przewrócić wszystko do góry nogami… co i tak jest nieważne, bo podejdzie ktoś, kto poda rękę, a potem zaprosi do domu na kolację z rodziną... i w ogóle to zostaniecie w pół godziny najlepszymi przyjaciółmi.



piątek, 2 czerwca 2017

Było, minęło, będzie co ma być, czyli moja Turcja kiedyś i teraz

W Klubie Polki na Obczyźnie piszemy tego lata o tym, jak z upływem czasu zmieniało się nasze postrzeganie nowego miejsca zamieszkania. Klubowe blogerki dzieliły się wczoraj przemyśleniami o Szwecji i Szwajcarii, dziś pora na Turcję oraz USA. Od jutra kolejne wpisy, po dwa kraje na każdy dzień czerwca, a więc dużo wakacyjnego czytania. Zapraszamy na BLOGA KLUBU



Wyluzuj
Jako osoba racjonalna wierzę w moc intuicji. Pojęcia przeciwstawne? Może dlatego wybrałam Turcję – kraj kontrastów – jako swoje tymczasowe (?) miejsce zamieszkania.
Żeby doprecyzować: wybór ten był jak najbardziej wynikiem przypadku. Plany planami, a najlepiej i tak kierować się intuicją i zdać na kısmet, czyli los, który – co chyba oczywiste – nie jest w naszych rękach. Denerwujące, prawda?
Stwierdzenia, że jakoś to będzie, hallederiz, a w ogóle niezastąpione inşallah, czyli z nadzieją, że Bóg da… a jak nie da, wtedy boşver – nieważne, olać sprawę, z przeznaczeniem (kader) się przecież nie wygra, są… bardzo irytujące? A i owszem. Ale tylko dla początkującego stambulczyka.
Po dekadzie w kraju gwiazdy i półksiężyca uważam, że turecka recepta na święty spokój jest wbrew pozorom bardzo atrakcyjna. Nie zawsze oznacza intelektualne czy zwyczajne lenistwo, brak odpowiedzialności za własne decyzje. Boşver w pozytywnym wydaniu to tak naprawdę: nie martw się na zapas, nie spinaj, nie analizuj każdego gestu i słowa, nie przesadzaj! Wydumane problemy tzw. pierwszego świata to nie turecka bajka…

Czy wszyscy ze mną flirtują? Czy wszyscy mnie lubią?
Byłoby przyjemnie, prawda? Tyle, że nie jest.
Turcy na zadawane często (oraz z dużym zaangażowaniem) pytania o to, co słychać, nie odpowiadają litanią skarg i zażaleń z rodzaju stara bieda. Mają się zawsze dobrze, mało tego – zadadzą ci to samo pytanie, cierpliwie czekając, aż potwierdzisz swoje wspaniałe samopoczucie. Starczy? Mało.
W codziennym rytuale wymiany uprzejmości istotne jest też zdrowie rodziny i przyjaciół, obietnice rychłych spotkań i wiele innych kwiatków – z takim bukietem grzeczności i radości jakże miło rozpocząć dzień, nawet w nielubianej pracy.
Gorzej, gdy zaczniemy nadawać płynącej w tureckich żyłach towarzyskiej kurtuazji znaczenia ponad miarę. A przecież to tylko ładna otoczka. Może jednak – trudno bowiem w pędzie wielkomiejskiego życia zdobyć się na pauzę, uśmiech, często kilkuminutową (tak!) grę uprzejmości, wcale nie z rodzaju zachodnioeuropejskiego how are you? na którego odpowiedź nie czeka się nawet sekundy. Trochę czasu i energii to jednak kosztuje…
Flirtujący typ konwersacji – tym terminem zaczęłam nazywać rodzaj komunikacji, który był dla mnie obcym, a na samym początku emigracji wydawał się przesadnie wylewnym. Po latach jest już drugą naturą, którą trudno ukryć w krajach zimnokrwistych – tam uaktywnia się przecież dopiero po hektolitrach wlanych w siebie %. Banał banałem, ale pogoda ma jednak wpływ na ludzi…

Drama
Gdy dwanaście lat temu wypełniona do ostatniego widza sala kina w centralnej Anatolii zawodziła zgodnie po premierze filmu Babam ve Oğlum (Mó Ojciec i Mój Syn) pomyślałam: ale o co chodzi? Film odebrałam jako przesadnie rzewny, a reakcje odbiorców (której pozazdrościłby nawet reżyser Titanica) – mocno ekspresyjną.
Kiedy siedem lat temu znajoma z pracy komentowała grę aktorów w amerykańskim dramacie jako mało emocjonalną, nie dziwiłam się już wcale. Zasugerowałam tylko, że bohaterowie wyrażają może więcej oczami ;) i różnego rodzaju niuansami, a nie gwałtowną gestykulacją, płaczem oraz krzykiem. Nie zgodziła się, ale warto było podjąć próbę.

Największa drama to oczywiście samotność, z której trzeba osobnika wyciągnąć siłą. Przekonałam się o tym wielokrotnie, gdy nie chciałam iść razem na lunch (z prozaicznego powodu, jakim był brak odczuwanego głodu), spędzać w grupie przerwy (wymarzona chwila medytacji w natłoku słów i myśli) lub nie miałam ochoty na wspólne wyjście po pracy (polegającej przecież na niekończących się rozmowach z ludźmi). Rezultat? Trzeba się poddać, pamiętając, że taki nasz kısmet

czwartek, 9 marca 2017

Drugi brzeg


Są takie chwile w życiu każdego stambulczyka, gdy zaczyna za dużo myśleć. Na oczyszczenie głowy z niechcianych dywagacji najlepszy jest Bosfor, dlatego stambulczyk płynie promem z jednego kontynentu na drugi, zmieniając kilkakrotnie miejsce siedzące lub stojące (pod słońce, za mocno wieje, dziecko za głośno płacze, za dużo cienia, za bardzo buja, mężczyzna z wąsem po przekątnej za długo się przygląda).

Potok myśli nabiera tempa wprost proporcjonalnie do stopnia wzburzenia fal. Na pewno są wygodniejsze do zasiedzenia miejsca, ciekawsze widoki na przyszłość, lepsze perspektywy, ludzie z szerszymi horyzontami. Głębsze podwójne dna i węższe uliczki z barwniejszym życiem. Starania, by płynąć z nurtem nie wystarczą do stambulskiej akceptacji. Silne prądy i porywcze wiatry – nieważne, byle tylko utrzymać się na pokładzie w pozycji pionowej i nie wypaść za burtę.

Przeprawa na drugi kontynent nie może być łatwa. Ale potem okazuje się, że tamtejsza trawa obiecana wcale nie jest bardziej zielona. A o podróży powrotnej nie ma w czasie sztormu mowy.

poniedziałek, 27 lutego 2017

Veni, vidi, vici


Przyjechałam, zobaczyłam
Kocham Stambuł. Wiem, że nie wyleczę się z tego nigdy. I że wkrótce czeka mnie minimum półroczna depresja.
– pisałam przed wyjazdem z Miasta Miast dokładnie dekadę temu. Skąd ta drama? Turcja zobowiązuje. Jaki był jej rezultat? Wróciłam po dwóch tygodniach.
Mimo tego, że skończył się unijny projekt, skończył staż, skończyła kasa płynąca z wyżej wymienionych. Pozostało szukanie pracy, czyli… proza życia? Bynajmniej.
Poszukiwania zatrudnienia w Stambule były szkołą życia. Nic wcześniej ani potem nie dało mi tak bardzo po czterech literach, na własne zresztą życzenie. Dobre studia, staże, projekty, międzynarodowe wymiany, języki obce – wszystko to çöp, czyli fru do kosza. Brak biegłej znajomości tureckiego oraz brak znajomości ogólnie – dwa największe gwoździe do zawodowej trumny. Po rekordowej liczbie (dziesiątek?) wysłanych w rekordowym czasie (trzech miesięcy!) aplikacji wypadało przestać zadawać sobie pytanie dlaczego ja?! i zejść na turecką ziemię. Może i piękną, ale pełną kłód pod nogami. Przede wszystkim tych  z rodzaju biurokratycznych.

Przeżyłam, zostałam
Ileż to się człowiek namęczył ze zdobyciem pierwszego pozwolenia na pobyt, resztkami sił fizycznych i psychicznych załatwiając w końcu wymarzony ikamet tezkeresi, łudząc, że z odnowieniem dokumentu będzie łatwiej… Z ilu rozmów w sprawie pracy wyszedł z godnością, mimo że pytanie czy jesteś mężatką? należało do top 3 questions potencjalnych pracodawców. Ileż namodlił o legalne zatrudnienie, które miało być na zaraz, a pojawiło się na później, po 9 miesiącach, jak w stanie błogosławionym. Uroki odkrywania stambulskiego rynku nieruchomości, załatwiania w języku tubylców spraw takich jak awaria ogrzewania, gdy za oknem malowniczo prószy śnieg…
A na każdy problem – magiczne tureckie zaklęcie: problem yok (nie ma problemu) – tak, jakby dzięki nim sprawa sama miała się rozwiązać. Piękne czasy, piękne wspomnienia. Chciałoby się rzec – aż łezka się w oku kręci, ale człowiek tak się w końcu zahartował, że o żadnych łezkach nie ma już dawno mowy.
A mimo to nie ma sytuacji bez wyjścia. Przeciwnie – problemy faktycznie znikają, jakby z pomocą dobrego dżina. Wszystko „się” jakoś załatwia na ostatnią chwilę, dzięki znajomemu znajomego, na coś tam machnie ręką, na inne przymknie oko. Okazuje się, że reguły i przepisy są po to, by je łamać. Życzliwość ludzka w sytuacjach kryzysowych nie zna granic – to wielka turecka zaleta, na równi z legendarną gościnnością.

Zmęczyłam się, wyjechałam
A jednak zmienia się kraj, a wraz z nim zmienia Miasto. Obserwacja minionych czterech lat z perspektywy mieszkańca samego centrum Mordoru, jak lubię nazywać Taksim, była ciekawa, wzbogacająca… i trzeba przyznać, dość męcząca. Życzę Turcji jak najlepiej, a w szczególności życzę tego Miastu Miast. Stambuł jest – nie bójmy się w tym miejscu tureckiej dramaturgii – bezdyskusyjnie jednym z najpiękniejszych i najbardziej ekscytujących miejsc na świecie. I – jeśli nie utonie pod zalewem betonu, jeśli nie zniszczy go wielkie trzęsienie ziemi – ma szansę takim pozostać.

Dla mnie to jak dotąd jedyne miejsce, które zachwyciło od pierwszego wrażenia.
I w którym od początku czułam się jak w domu.
A więc w którą stronę popłynie wrzucony do Bosforu patyk? Na to pytanie nie ma na razie odpowiedzi.

wtorek, 4 października 2016

Stambuł. W oparach miejskiego absurdu

www.turcjapolprzewodnik.pl
cover & photo © copyright by www.kachnawielgolaska.com

Zapraszam do lektury mojej nowej książki, zbioru impresji-esejów z naszego ukochanego miasta.

Stambuł. W oparach miejskiego absurdu opowiada o surrealistycznym pięknie prawie dwudziestomilionowej tureckiej metropolii. Kapryśnej pogodzie, mieszkańcach-indywiduach oraz wariackim pędzie dnia codziennego. Architekturze, która przypomina często sen szalonego cukiernika. Wreszcie o tych, którzy wybrali tę krainę absurdu dobrowolnie i nie zamieniliby jej na żadną inną.”

Książka dostępna jest na stronie internetowego SKLEPU (przesyłka pocztą lub odbiór osobisty).
W ciągu najbliższych dwóch tygodni można także... spotkać się ze mną i odebrać Stambuł w Warszawie :)

Zapraszam też na FACEBOOK oraz INSTAGRAM

© www.kachnawielgolaska.com

© www.kachnawielgolaska.com

© www.kachnawielgolaska.com

niedziela, 20 marca 2016

Taksim

"Nie przyzwyczaimy się", czyli: nie chcemy się poddać terrorowi, nie damy się zastraszyć

Pierwszy dzień wiosny. We wczesnej podstawówce kojarzył się z topieniem marzanny. W późnej – ze szkolnym konkursem na najlepszy kostium. Liceum – wagary, studia – piwo w parku.

Od kiedy jestem w Turcji przywodzi na myśl święto Newroz (które oznacza dosłownie "nowy dzień") i jego huczne obchody na południowym wschodzie kraju.

W tym roku kojarzyć się będzie z uśpionym miastem, Taksimem w stanie totalnej śpiączki.

I pytaniem: co teraz?

Życzę wszystkim dobrego "nowego dnia" i prawdziwego początku wiosny.

niedziela, 21 lutego 2016

Jak przetrwać zimę



Wpis powstał w ramach kolejnego projektu Klubu Polek na Obczyźnie.
W lutym i marcu piszemy na przemian na 2 tematy:
- Jak przetrwać zimę w naszym nowym kraju
- Straszne lub śmieszne historie związane z krajami, w których żyjemy
Zapraszam, TUTAJ linki do wszystkich postów napisanych w ramach projektu żyjących zagranicą polskich blogerek.


Stambuł, miasto meteorologicznych niespodzianek i absurdów.
Kar geliyorrrrr (nadchodzi śniegggg): słychać już od września. Słonecznego i ciepłego, dodajmy, września. Trudno się dziwić – po wielu tygodniach w temperaturze powyżej 40 stopni i wilgotności 90%, „jedyne” plus piętnaście i zachmurzone niebo mogą wywołać pogodowy niepokój…

Wrześniowy niepokój przeradza się powoli w listopadowe dreszcze. Zaczynają się wietrzne, pochmurne, deszczowe dni. Lęki zdają się być uzasadnione… W ubiegłym roku było ciepło i słonecznie, co i tak nie przeszkodziło meteorologicznym dywagacjom (na pewno zaraz nastąpi załamanie pogody…) i awaryjnym kurtkom puchowym (bo przecież już listopad!!!).

W grudniu… ociepla się. Jest raczej bezchmurnie, do tego bezwietrznie. Nieraz zdarzało się stambulczykom witać Nowy Rok z rozpiętymi kurtkami, na świeżym powietrzu. Chyba, że to szampan tak grzał.

Prawdziwa zima nadchodzi w styczniu.
W styczniu spada pierwszy śnieg.
W styczniu temperatura może spaść do… minus kilku stopni.

Każdego roku odwiedza nas dwa, może trzy razy. Na tydzień, jeśli zliczyć wszystkie dni puchowej pierzyny, przez którą nie są w stanie przedrzeć się ani samochody, ani piesi. Może tylko niezawodni dostarczyciele pizzy na swoich rozklekotanych motorkach. Zamykane są wtedy szkoły publiczne i większość prywatnych (uczniowie szkół językowych lubią odwoływać lekcje nawet przy okazji deszczu...). Wreszcie można się bez wyrzutów sumienia zaszyć pod kocem z książką, herbatą (z prądem lub bez) i… czekać w tej pozycji do maja.

Dopiero wtedy bowiem robi się – zdaniem lokalnych – ciepło.
Zdaniem turystów (i moim skromnym również) są to już… trudne do zniesienia upały.

"Jak przetrwać lato w Stambule?" - to dopiero projekt! 

Zimowy ewenement. Trzy dni mrozu zrobiło swoje: totalny paraliż miasta.
Odgarnianie śniegu? A po co, zaraz i tak się roztopi.
Zimowe opony? A co to takiego? Brzmi jak fanaberia kiepskich kierowców.

A za tydzień 22 stopnie i piękne słońce.
Tak, to samo miasto, ten sam kraj.
Faktycznie, po co było odśnieżać...


poniedziałek, 11 stycznia 2016

Galaktyka Stambuł


Jesteśmy jakąś tam cząstką Kosmosu, niewielkim fragmentem jednej z wielu galaktyk. Nasze małe, niepozorne istnienia orbitują wokół większego celu, ośrodka. Mijają na mlecznej drodze, czasem obijają o siebie, kolidują.
Stambulczyk w mieście-galaktyce Stambuł.

Typowa galaktyka zawiera od 107 do 1012 gwiazd orbitujących wokół wspólnego środka masy. Prowincja Stambuł dzieli się na trzydzieści dziewięć dystryktów. Środek wspólnej masy? Europejczycy głosowaliby na Beyoğlu, stambulczycy z azjatyckiej części miasta upieraliby się na Kadıköy. Turyści, jakżeby inaczej – „Świętą Trójcę” (Hagia Sophia, Sultanahmet, Topkapı). To wszystko nieważne – środka nie ma. Nie ma centrum, a właściwie – jest ich kilka, może nawet kilkanaście. Jedyny prawdziwy środek wspólnej masy to Bosfor.

Ważną cechą galaktyk jest ich jasność. Stambuł to miasto które nie zasypia: „Z tego, co pamiętam, w Stambule nie zdarzało mi się być samotną zbyt często. (…) Brakuje mi chaosu i tego, że zawsze można było się z kimś umówić na piwo Efes. Do tego każdy przyprowadzał znajomych, można było poznać mnóstwo ciekawych osób.”

Niedzielne popołudnie, pilne zakupy, jedyny sklep wybranej marki znajduje się w centrum handlowym… Centrum handlowe? W Stambule?? W niedzielę??? Po trupie moim i weekendowych zakupoholików, którym zachciało się konsumenckich ekstrawagancji w jedyny dla wszystkich stambulczyków dzień wolny od pracy. Zderzenie galaktyk to zjawisko astronomiczne, które zachodzi, gdy dwie lub więcej galaktyk nachodzi na siebie, zaburzając nawzajem swoje pola grawitacyjne. Zderzenie takie nie stanowi jednak totalnej katastrofy. W przypadku zderzeń stambulczyków katastrofa jest gwarantowana. „Wyjechałam, bo brakowało mi ludzi, którzy mają otwarte umysły, są ciekawi świata i są w stanie dyskutować na wszelkiego rodzaju tematy.”

Galaktyki dzieli się na cztery główne typy; jednym z nich są galaktyki nieregularne. Takie, które nie mają określonego symetrycznego kształtu. „Stambuł kojarzy się z chaosem, który można tylko częściowo ogarnąć, miejscem, w którym nie można się nudzić i zróżnicowaniem wszelkiej maści.”

Ewolucja gwiazdy – w astronomii sekwencje zmian, które gwiazda przechodzi podczas całego swojego życia. „Nie mogłam przyzwyczaić się do ogólnie panującej niewiedzy. Przekonania, że Turcja to kraj cud-miód, najlepszy na świecie. Do stuprocentowego posłuszeństwa wszelakim szefom i dyrektorom. Tego, że tyle rzeczy było ayıp (tur.: wstyd), a przejawy indywidualizmu: rzadkie i niemile widziane.”

Równowaga jest dynamiczna, a jej warunki zmieniają się w miarę upływu czasu. Zmiany mogą być powolne, ale mogą też być w pewnych obszarach gwiazdy gwałtowne, co obserwujemy pośrednio jako rozbłyski. Ale globalnie gwiazda jest stabilna przez dłuższy czas. „Wracam do Turcji średnio co dwa lata i czuję się lepiej jak w domu.”

A może Stambuł to czarna dziura, która wchłania niewinne ciała niebieskie? „Jeśli miałbym wrócić, to tylko pod warunkiem, że nie będzie to na dłuższy czas.”.
W końcu nie zostaje już nic prócz ciemnej, zimnej masy, która zwana jest czarnym karłem.


cytaty kursywą: Wikipedia
cytaty w cudzysłowach: wypowiedzi byłych stambulczyków, którym dziękuję za poświęcony czas.

czwartek, 31 grudnia 2015

W którą stronę popłynie wrzucony do Bosforu patyk?

Zanim tu przyjechałam, Stambuł kojarzył mi się z beztroskim spacerem po dzielnicy Sultanahmet, sprintem po pałacu Dolmabahçe. Z wariatami za kierownicą, którzy w deszczowy dzień potrafią z rozpędem wjechać w kałuże i z całej siły ochlapać pieszego, nic sobie zupełnie z tego nie robiąc. Z  nieopisanym poczuciem ekscytacji w momencie, kiedy usłyszeć można nawołującego do modlitwy muezzina.
W którą stronę popłynie patyk wrzucony do cieśniny Bosfor? – spytał na klasówce z geografii irytujący nauczyciel.
Stambuł. Pierwsze skojarzenia, pierwsze wrażenia.

Przyjeżdżasz tu i piejesz z zachwytu. Wzdychasz do zachodzącego nad Bosforem słońca. Pływasz promem w tą i z powrotem, ciesząc się jak dziecko (ojej, jestem w Europie! ojej, to już Azja!). Pochłaniasz w ekspresowym tempie małże z ryżem, o których opowiadali kiedyś rodzice. Szukasz na straganie słynnych marmurkowych jeansów.
Niby takie duże miasto, prężna gospodarka i pracujący na najwyższych obrotach plac budowy, a ty kręcisz się po utartych turystycznych szlaczkach i chłoniesz oklepany Orient: mistycyzm, dywany, lampy z tykwy. I te meczety. Mewy latają lirycznie nad głową. Bywa, że są to, niestety, jakże mniej liryczne gołębie.

Z czasem Stambuł przestaje kojarzyć się z wąsatym mężczyzną we wzorzystym swetrze, a zaczyna z mężczyzną brodatym. Takim bardziej w typie drwala niż pociesznego wujka.
Nie ulega wątpliwości, że na zawsze kojarzyć się będzie z jednym, a właściwie: tym jedynym. Atatürkiem.

*
Jeżeli zostaję w domu to piję wino albo sprzątam, albo sprzątam pijąc wino.
Cokolwiek bym nie robiła kieliszek wina w ręku zawsze mam.
Sobotni stambulski wieczór spędzam sprzątając restaurację, potem w domu przed komputerem plus jakaś książka. I na szklaneczkę czerwonego wina czas też się znajdzie.
W sobotni wieczór Polak-stambulczyk nie widzi się bez lampki wina.
Oby czerwone. Oby lampka, a nie butelka. I oby na zdrowie.

*
Na niedzielne popołudnie… dwie skrajne strategie.
Chowam się w domu przed natłokiem niedzielnych zakupowiczo-spacerowiczów.
Spaceruję po jakiekolwiek dzielnicy Stambułu, byle nie mojej własnej, bo zawsze od razu czuję się jakbym była na urlopie, w dodatku za granicą.
Większość w tłoczno-niedzielnych okolicznościach przyrody barykaduje się w czterech ścianach lub wyjeżdża poza miasto – w miarę możliwości tam, gdzie nie dociera turystyczna noga. Jeśli są jeszcze takie miejsca… Może las Belgradzki? O Wyspach Książęcych nie ma mowy. Tam czeka najazd turystów z Arabii Saudyjskiej. Też można poczuć się jak na wakacjach. Za granicą.

*
Rozstanie:
Kiedy widzę się tu za dziesięć lat… obawiam się, że mogę być znowu turystką, odwiedzającą Stambuł tylko na chwilę, gdzieś z doskoku. Pewnie będę wtedy zaabsorbowana robieniem jakichś szalonych zakupów (typu przyjazd na zakupy ciężarówką, do której będę pakować kafelki, tonę baklawy, jakieś gadżety ze sklepu Paşabahçe i zapas butelek z figową wodą kolońską), mając nadzieję na to, że będę mogła w taki sposób nasycić się miastem na zapas.
… i stabilizacja:
Marzy mi się, że w końcu uda nam się nazbierać na maleńki domek z ogródkiem na Burgazada, w którym będzie zawsze pachniało świeżo pieczonym chlebem i ciastkami. A my wieczorami będziemy siedzieć na werandzie z widokiem na Stambuł i popijać wino.

*
Nawet po wieloletniej wprawie w stambulskich bojach trudno znieść trzepanie dywanów z okien (chociaż prosi się sąsiadów, by tego nie robili). Wyrzucania śmieci gdzie popadnie. Domów bez ładu i składu, mieszkań-muzeów.
Tego, że nie można w spokoju dokończyć piwa, bo już chcą zabrać (ci źli kelnerzy).
Deseru tavuk göğsü  (mlecznego puddingu z piersią kurczaka).
Kłamania z rozpędu.
Niepowtarzanej tureckiej ciekawości: intymnych pytań, nawet na rozmowie o pracę. I tym podobnych kwiatków od przypadkowych osób.
Nigdy nie przyzwyczaję się do… dziwna sprawa, ale przyzwyczaiłam się już chyba do wszystkiego, nawet do tej niepewności i wariactwa na co dzień. Teraz mam raczej obawy związane z tym, jak to będzie, kiedy zdecyduję się wyjechać ze Stambułu, w jaki sposób będę mogła się przestawić na inne miasto, w którym na pewno będzie większy ład i porządek. Chyba, że moim kolejnym przystankiem będzie miejsce typu Bombaj albo Szanghaj...

*
Wyjadę stąd, jeśli…
Przestanę czuć przyjemność z przepływania Bosforu (uśmieszek).
Znajdę porównywalny chaos gdzieś indziej (uśmieszek).
Wybuchnie wojna lub będzie trzęsienie ziemi, które przeżyję (uśmieszek).

Marzenie o Stambule po latach zostało zrealizowane, więc może czas pomyśleć nad zmianą, by móc skupić się na planach na przyszłość bez tych dodatkowych stambulskich doznań…

*
Mam nadzieję, że nigdy nie wyjadę, bo tęskniłabym za wszystkim. Nawet za tym, co na co dzień mnie irytuje.
Prawie wszystkim brakowałoby Bosforu.
Właściwie to wszystkim.

To w którą stronę popłynie ten patyk?

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Poprosiłam 20 stambulczyków o dokończenie zdań:
1.         Zanim tu przejechałem/łam, Stambuł kojarzył mi się z…
2.         A teraz raczej z…
3.         Sobotni stambulski wieczór spędzam…
4.         A w samotne niedzielne popołudnie najchętniej…
5.         Kiedy widzę się tu za dziesięć lat…
6.         Nigdy nie przyzwyczaję się do…
7.         Wyjadę stąd, jeśli…
8.         A jeśli wyjadę, brakować mi będzie…
Post powstał na podstawie ich ciekawych i inspirujących odpowiedzi.