niedziela, 31 maja 2015

Panienka z okienka


Gorączka sobotniej nocy w bocznych uliczkach Beyoğlu. Równo dziesiąta, czas na sztuczne ognie. Mewy panikują, ludzie wychodzą na balkony: popatrzeć (normalna większość) i porobić zdjęcia (mniej normalna mniejszość). Trochę dymu, sporo hałasu, dużo ptasiego stresu. Chyba tylko stambulskie gołębie zachowują spokój – tych straszydeł nic nie wzruszy.

Sąsiad w budynku po przekątnej znów paraduje w samej bieliźnie. Cihangir słynie chyba z domatorów-ekshibicjonistów: tylu poodsłanianych zasłon, pootwieranych okien, oświetlonych pokoi i bez kompleksowo paradujących po mieszkaniach sąsiadów w wielu stambulskich dzielnicach można ze świecą szukać.

Świece palą się na pewno w mieszkaniu naprzeciwko. Tajemniczy lokator ma znów sobotnich gości (gościa). Taras jak zwykle obłędnie wysprzątany. Równo ustawione krzesła, idealnie zadbane kwiaty, wymyta podłoga. Nazar değmesin (precz ze złym urokiem) ale… zazdrość i tak jest. Jak on to robi?
Pewnie ze szczotką i mopem w dłoni...

Na dole też sporo się dzieje. Dostarczyciele promocyjnej pizzy (dwie w cenie jednej), zestawów ekstra (burger gratis) i dwudziestolitrowych baniaków wody mineralnej (dostawa na piąte piętro w pakiecie) śmigają na skuterach, jakby uciekali przed policją (część z nich nie ma pewnie zresztą prawa jazdy a i z zasad ruchu drogowego mogliby się podszkolić).

Trójka bardzo wysokich, bardzo smukłych i bardzo blond turystów lub ekspatów idzie szybkim krokiem. Sądząc po ciężkich siatkach – na domową imprezę. Wnioskując po lekkich kreacjach – uznali, że lato już za pasem.

Grono solidniej odzianych tureckich znajomych zmierzające w przeciwnym kierunku śpiewa lay lay lay – czyżby kolejni świętujący zwycięstwo drużyny Galatasaray (tegoroczny mistrz piłki nożnej)? Które trwa od… zeszłej niedzieli?

W tym tygodniu Galatasaray, dziś rocznica wydarzeń w parku Gezi, w przyszły weekend wybory parlamentarne.

Wspominałam już, że przydałyby się wakacje? Na wyspie? Najlepiej bezludnej?


PS. jak ja kocham to miasto...



sobota, 23 maja 2015

Tureckie znaki zapytania

© copyright by piece:off:art
cargocollective.com/pieceoffart


Dlaczego Turcja…

Po wpisaniu tych słów w wyszukiwarkę pojawia się ciekawy misz masz rezultatów:

Dlaczego Turcja… jest w NATO?
Dlaczego Turcja… nie uznała rozbiorów?
Dlaczego Turcja… gra w Europie?
Dlaczego Turcja… to chory człowiek Europy?
Dlaczego Turcja… jest krajem marzeń?

Pytań o Turcję jest wiele. Odpowiedzi - jeszcze więcej.

Dlaczego Turkey to turkey, czyli co ma Turcja do indyka?
W skrócie – tyle co piernik do wiatraka albo kura francuska do Grecji. Ale po kolei.
W XV i XVI wieku kupcy Imperium Osmańskiego sprzedawali na europejski rynek perliczki pochodzące z Afryki. Gdy brytyjscy osadnicy odkryli na terenie Nowego Lądu ptaki podobne do perliczek, mylnie uznali, że to one i… nazwali je turkey.
Co więcej, po turecku indyk to hindi (że niby jest z Indii), w Indiach podobno mówi się na niego peru, po arabsku to grecka kura, a w Grecji… kura francuska.
Jaki kosmopolityczny ptak, myślałby kto.

Dlaczego Stambuł nie jest stolicą Turcji?
Piękny jest ten Stambuł. Najchętniej odwiedzany. Najbardziej zaludniony. „Naj” można by mnożyć w nieskończoność, a stolicą kraju i tak pozostanie… Ankara.
Upadek Imperium po I wojnie światowej sprawił, że jego ówczesna stolica – Stambuł - i większość Anatolii, znajdowała się pod okupacja aliantów. W odpowiedzi Atatürk ustanowił w 1920 roku Ankarę swoją siedzibą. Po wygranej wojnie o niepodległość stałą się ona stolicą nowo powstałej Republiki (1923).
I jest nią do dziś. Przynajmniej tą oficjalną…

Dlaczego Turcy nie piją jabłkowej herbaty?
Bo z jakiegoś powodu rozpuszczalne herbatki owocowe upodobali sobie tylko turyści. Turcy gustują raczej w swojej tradycyjnej, mocnej, specjalnie zaparzanej czarnej herbacie. Zimą często piją też lipę (ıhlamur) i szałwię (adaçayı), które w połączeniu z solidną dawką miodu wykończą każde przeziębienie.

Czy w Turcji obchodzi się Święta Bożego Narodzenia?
Aż ma się ochotę przytaknąć, gdy nogi niosą grudniową Aleją Niepodległości. Świąteczne światełka, ozdoby, udekorowane witryny sklepów, choinki, bombki, pachnące pierniczki… Ale zaraz, zaraz… To przecież tylko… tureckie obchody Nowego Roku!

Kiedy ukaże się drugie wydanie tureckiego Półprzewodnika?
W połowie czerwca. Już teraz zapraszamy ze SKYLAR na STRONĘ KSIĄŻKI oraz FACEBOOK po więcej informacji. Dzięki książce można na przykład dowiedzieć się… dlaczego Turcja jest krajem marzeń ;)

poniedziałek, 11 maja 2015

Tam, gdzie kutry rybackie


Spontaniczne wypady w nieznane mają do siebie to, że jest przygoda. Czasem lepsza, czasem gorsza. Można na przykład spotkać po drodze więcej psów niż ludzi. Zobaczyć miasto duchów: popularny kiedyś nadmorski kurort (tyle sklepów i restauracji na tak małą mieścinę!), który straszy rdzewiejącymi szyldami i wytartymi obiciami eleganckich niegdyś, purpurowo-złotych foteli w tureckim luks-stylu. Pochmurne niebo i wzburzone fale Morza Czarnego nie zachęcają oczywiście do kąpieli. Co więc robić? Mgła jak w Szkocji, rozrywka jak na pustyni.
Czyli zostaje spacer.

Po śniadaniu wychodzi niezapowiadane słońce, populacja „miasta duchów” okazuje się jak najbardziej żywa. Dzieci biegną na niby rdzewiejące place zabaw, które w promieniach słonecznych nie wyglądają już tak posępnie. Pędzą na rowerach. Łowią ryby. Biegają po murze falochronu, gdzie wstęp oczywiście wzbroniony. Starsze spacerują wybrzeżem z piwem w dłoniach. Nawet przyjezdnych jest trochę. Zombie brak.

I tylko niektórzy rybacy łypią zaciekawionym okiem na tych turystów ze Stambułu, że co oni tu robią, zwariowali chyba.






poniedziałek, 4 maja 2015

Top 5 moich ukochanych miejsc

Wpis powstał w ramach majowego projektu Klubu Polek na Obczyźnie


5. Akyaka
O miejscowości Akyaka miałam w ogóle nie wspominać. Za bardzo ją lubię. Za bardzo zależy mi na tym, by pozostała anonimowa.
Nie życzę sobie, by tę oazę zieleni i spokoju zalała fala turystów oraz beton wielopiętrowych hoteli.
Na chwilę obecną Akyaka znajduje się na międzynarodowej liście Slow City. Jest na niej nie tylko teoretycznie, ale też jak najbardziej w realu. Ta niesamowicie malownicza miejscowość (Morze Egejskie, rzeka Azmak, palmowe wzgórza, park krajobrazowy, zatoki… czego chcieć więcej?!) nie pozwoliła sobie na architektoniczną przeciętność. Budynki mogą mieć zaledwie kilka pięter, wszystkie też muszą zachować ten sam styl: białe domki z drewnianymi dodatkami kuszą potencjalnych nabywców... Rezultat jest taki, że przyjeżdżający tu Anglicy kupują nieruchomości równie chętnie co obywatele tureccy.
Udajmy, że tego wpisu w ogóle nie było…




4. Księżycowa Kapadocja
Tak, kręcono tu Gwiezdne Wojny. Tak, mieszkali tu lata świetlne temu chrześcijanie ukrywający się w podziemnych miastach (nie dla cierpiących na klaustrofobię!). Tak, można przelecieć się nad tym księżycowym krajobrazem kolorowym balonem.
Byłam tu trzykrotnie, o różnych porach roku. Dla mnie Kapadocja to jednak przede wszystkim wspomnienie zimowego, wielogodzinnego marszu przez Dolinę Miłości i Dolinę Wyobraźni. Z trójką znajomych, roznoszącym się imponująco donośnie echem ezanu (wezwanie muzułmanów do modlitwy) i śniegiem po kolana. Wspomnienie wieczornego grzanego wina i odmrożonych stóp doprowadzanych do porządku przy kominku, w wydrążonym w skale hotelu-jaskini. Japońscy turyści (zimą nie ma tu innych nacji?!). Zaduma, wyciszenie, niemal medytacja. Chyba dlatego tak bardzo podoba mi się Kış Uykusu (Zimowy Sen) Nuri Bilge Ceylana – film, które doskonale oddaje atmosferę „mojej” Kapadocji…




3. Morze Czarne
Najcieplejsze jest Śródziemnomorskie. Najlepsze na lato – Egejskie. Mogą sobie mówić i pisać, co chcą, ja swoje i tak wiem: Morze Czarne nie ma sobie równych.
Najbliżej mu do Bałtyku – zwyciężają sentymenty. Jest najchłodniejsze i podobno najbardziej nieprzewidywalne. Wysokie fale, niebezpieczne prądy, czyhające pod powierzchnią skały – tureckiemu straszeniu nie ma końca. Prawda jest taka, że dla zaprawionych w bałtyckich wodach Morze Czarne nie jest wcale aż takim wyzwaniem.
Wspinania się na skały i skoków na główkę nie polecam jednak nawet w bezwietrzną pogodę…




2. Stambuł
Azja czy Europa? Europa czy Azja? Nie ma tak łatwo. Stambuł to dwie uzupełniające się połówki.
Wierzę w to, że miasta mają dusze. I że w niektórych czujemy się jak w domu. Choć mało je znamy, na początku niewiele o nich wiemy, wyczuwamy wibracje, odpowiada nam ich atmosfera. Dla mnie takich miejscem jest ta prawie już (nieoficjalnie) dwudziestomilionowa mieszanka kultur, języków, muzyki, kuchni…




1. Cieśnina
Stambulskie dwie połówki dzieli Bosfor.
Blady cyjan wody z kremową, chmurzastą pianą. Modny w sezonie letnim kobaltowy i ostry błękit bezchmurnego nieba. Jesienna szaruga z niewielką domieszką turkusu – beton na górze, beton na dole. Śnieżnobiała pierzyna nieba kontrastująca z atramentowym Bosforem zimą. Jego dwa brzegi konkurują o uwagę i względy stambulskiej widowni.
Zrozumie ten, kto widział zanurzony w wielkim błękicie Stambuł.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Projekt majowy jest dedykowany Stowarzyszeniu Piękne AniołyJeżeli spodobał Ci się mój post, możesz wesprzeć je dowolną kwotą. Więcej informacji TUTAJ.

sobota, 18 kwietnia 2015

Turcja. Półprzewodnik Obyczajowy: reaktywacja


CO?
Turcja. Półprzewodnik Obyczajowy wraca w nowej, wiosennej odsłonie.
W Alanyi mamy już lato, Stambuł wreszcie pożegnał się z zimą. Czas na zmiany!


JAK?
Zapraszamy chętnych do finansowego wsparcia naszej (mojej i Agaty z bloga TUR-TUR) książki. Publikujemy ją tym razem na własny koszt, bez udziału wydawcy, dlatego pomoc fanów będzie więcej niż mile widziana.

Półprzewodnik opowiada o tureckich obyczajach i życiu codziennym, napisany jest z perspektywy Agaty żyjącej w Alanyi oraz mojej. Poruszamy – pół żartem, pół serio – wiele rozmaitych tematów, pisząc trochę o swoich doświadczeniach życia na tureckiej ziemi jak i obserwacjach, jakich dokonałyśmy. Niektóre z tekstów powstały na naszych blogach, inne napisałyśmy specjalnie na potrzeby książki.


Każde wsparcie za minimum 10 zł oznacza, że wysyłamy Wam pocztówki z Turcji (ze Stambułu i Alanyi) – z pozdrowieniami, życzeniami, wierszami – co nam tylko przyjdzie do głowy/głów :)

Każde wsparcie za minimum 50 zł oznacza, że po wydaniu książki wysyłamy darczyńcy jeden jej egzemplarz. Oraz wspomniane stambulsko-alanijskie pocztówki :)

Zainteresowanych większymi wpłatami (np. w zamian za reklamę firmy na łamach publikacji) zapraszamy do kontaktu na priv.

Projekt wspierać można wpłacając kwoty na konto PayPal:



lub na konto dotpay: 
(wystarczy wpisać dowolną kwotę i kliknąć przycisk z podziękowaniami)



Ponieważ same zajmiemy się również promocją i dystrybucją książki, jesteśmy otwarte na propozycje spotkań autorskich oraz patronatów.


KIEDY?
Drugą, uaktualnioną edycję planujemy wydać w czerwcu.


GDZIE?
Półprzewodnik będzie można zamówić między innymi na łamach moich tureckich kazań, przez bloga Agaty (TUR-TUR) oraz biuro Alanya Online. W planach również wydanie audiobooka (czytają autorki!) oraz ebooka.

Ale o tym… dopiero za kilka tygodni. Na razie dziękujemy wszystkim chętnym za wsparcie finansowe i duchowe!

Niech moc Oka będzie z Wami! ;)


piątek, 17 kwietnia 2015

Ata-şehir: miasto przodków, miasto przyszłości


Osiedla na osiedlach, jak sen szalonego cukiernika. Nieprzystające elementy pozornie kruchej, a w rzeczywistości bardzo stabilnej układanki. Podoklejane, posklecane w nieładzie. Mieniące się w promykach słońca fragmenty mozaiki-kalejdoskopu. Połamane, powyginane w szalonym tańcu miejskiej dżungli. A w tym wszystkim wyszarpany skrawek zieleni: drzewo pośrodku chodnika, w betonowej wyrwie. Nie byłoby współczesnego Stambułu bez betonu – ten leje się tu na potęgę.

W miejsce pustyń wyrastają kolejne zbiorowiska-blokowiska. Dla bogatych – blisko Morza Marmara, z widokiem na Wyspy Książęce. Na równo przyciętych, zielonych trawnikach. Oddalone od centrum (jednego z centrów?), ale z dogodnym dojazdem do pracy. Basenem zamkniętym. Siłownią. Salą fitness. Małą galerią handlową. Te najdroższe nie straszą z daleka – są zwykle kilkupiętrowe.

Dla mniej zamożnych – oddalone od wody, ale znacznie wyżej chmur, więc widok nadal przyzwoity. Z basenem już „tylko” otwartym, dla wszystkich mieszkańców okolicznych bloków. Plus całą resztą typowo osiedlowych luksusów.

Dla „zamożnych normalnie” – bez morskich widokówek, często na krańcach miasta. Oczywiście jest tu ogrodnik, który podleje chryzantemy. I dozorca przynoszący pod same drzwi gorący chleb z pobliskiej piekarni. Za oknem jednak okna sąsiada, autostrada lub kilka osiedlowych drzewek na tle odległych wzgórz. To obrzeża, które w coraz szybszym tempie zbliżają się do centrum. Tym szybciej, im więcej nowych linii metra. A te budują się w tempie znacznie bardziej imponującym niż warszawskie.

Ata oznacza przodka. Şehir to miasto. Ataşehir to znacznie więcej niż osiedle – olbrzymie zbiorowisko osiedli. Osiedlowe miasto w mieście położone w azjatyckiej części Stambułu. Mnóstwo tu wieżowców, oddziałów dużych firm i międzynarodowych koncernów. Ale przede wszystkim mieszkań dla prawie 100 tys. przedstawicieli tureckiej klasy średniej. Tych, którzy gigantyczne osiedla sobie cenią.
Ataşehir. Stambuł przyszłości?



czwartek, 9 kwietnia 2015

O ulubionych kwiatkach


W drodze na lotnisko obsiane kwiatami chodniki, aleje, parki. Za chwilę pojawiają się billboardy: Stambulski Festiwal Tulipanowy, 1-30 kwietnia, zapraszamy!
W tym roku zapraszają już po raz dziesiąty.

Wiosną tulipanów pełno nie tylko w największych stambulskich parkach, ale też małych „parczkach” (na wyrost tak nazywanych), na chodnikach i wszelkich zieleniących się skrawkach. „Do parku Emirgan wybiorę się za rok” pada ta sama od kilku lat obietnica. Oto, co mnie omija:






W parku Emirgan byłam sześć lat temu (zdjęcia z tamtej wizyty). Od fantazyjnych tulipanowych wariacji mogło zakręcić się w głowie jak po teledysku Lucy in the Sky with Diamonds. Ludzi prawie tyle, co tulipanów – cóż, stambulska słoneczna niedziela… Mimo tłoku i ścisku wszyscy traktowali delikatne kwiatki niemal z namaszczeniem. Nawet wychowywane bezstresowo tureckie dzieci nie skakały po grządkach, nie rwały z pasją listków. Pary całowały się z tulipanami w dłoniach, uśmiechnięte rodziny fotografowały dumnie na tle kwiecistych dywanów. I tylko czasem ktoś marudził, że „woli na tle różowych, bo mu bardziej pasują do sukienki”. Albo że „nie chce mu się targać cebulek stąd, takie same mogą przecież kupić w markecie naprzeciwko domu, co za różnica…”.
Skąd się wzięło tulipanowe szaleństwo?


Tulipanowe korzenie

Z jakim krajem kojarzy się tulipan? Jakiego kraju jest symbolem?
Jeden z tureckich dziennikarzy pytał kiedyś o to stambulskich turystów. Odpowiadali zgodnie: Holandią. Holandii.

Oficjalne logo Turcji z rządowej strony: www.kultur.gov.tr

W XVI wieku tulipany sprowadzono do Holandii z Turcji. I tak się jakoś złożyło (zapewne dużo lepszy marketing), że robią tej drugiej reklamę do dziś.

Jeden z osiemnastowiecznych okresów w historii Turcji nosi nawet nazwę „Ery Tulipanowej”, ery radości i pokoju. Wtedy to „tulipanowe logo” zaczęło pojawiać się masowo w dekoracjach, strojach, wzorach dywanów. Do tego nazwa tulipan wywodzi się z tureckiego słowa turban. Patrząc wcześniej na tulipany nie dostrzegłam turbano-podobieństwa…

Turyści pytani o to, co powinno symbolizować Turcję, odpowiadali: most bosforski, meczet, szklaneczka z herbatą… Bo pary tulipan-Holandia nie da się już chyba rozdzielić...


Dziesiąty festiwal

Co roku ta sama myśl: tak, teraz już na pewno wpadnę do jednego z największych stambulskich parków, w których każdej wiosny zasadzane są miliony (!) cebulek.

Lecę więc do Polski na Wielkanoc, wracam po świętach, idę do pracy, wyczekuję soboty… 
I każdego kwietnia ten sam dramatyczny epilog: przed weekendem zrywa się brutalna burza, dewastująca delikatne tulipanowe płatki...

Nic to.
Następnym razem.
Za rok.

Obudził mnie dziś łomoczący o szyby deszcz. W pierwszej chwili pomyślałam: fajnie, taras umyje się sam. Po chwili jednak dotarła groza niepozornego z pozoru zdarzenia. Zaczęłam wsłuchiwać się dokładnie w burzowe dźwięki… Bez paniki, moje ulubione kwiatki nie są z cukru i takie podlewanie wytrzymają… W końcu, po tylu latach wiosennych ulew, musiały powstać jakieś ulepszone, wichuro-odporne gatunki… Prawda?

Oby kwietniowej tradycji nie stało się w tym roku zadość.


Wpis dedykuję Mamie, która obchodzi dziś urodziny.