poniedziałek, 8 września 2014

Lubię poniedziałki


Deszczowy poniedziałkowy ranek. Ósma z minutami. Pracujący spieszą się do pracy, bezrobotni siedzą w domach. Turystów (na razie) brak. Fala samochodów dostawczych nie zalała jeszcze alei zakopoholików. Można w spokoju świętym usiąść i pogapić się na ludzi. W międzyczasie rozchmurzy się a parasolka wyschnie. Byle tylko kawa za szybko nie wystygła.

Panowie z obuwniczego naprzeciw palą (przed)ostatnie papierosy, popijając ciemną herbatę z tulipanowych szklanek-klasyków. Dwie arabskie turystki próbują wejść do sklepu – sprzedawcy zaczynają natychmiast wymachiwać rękoma: że zamknięte, że za wcześnie, że oni tylko tak sobie przy tych otwartych drzwiach kopcą. Gesty mówią same za siebie. Wyrzucone z niechęcią niedopalone papierosy i zasuwane szybko rolety drzwi wejściowych – jeszcze więcej.

Przed kościołem Świętego Antoniego japońska turystka nagrywa film; dużo przy tym się uśmiecha, dużo też mówi. Do kamery, może do siebie. Za chwilę śmiga jej przed nosem legendarny czerwony tramwaj – ku wielkiej, jak łatwo przewidzieć, uciesze. Kościół i nostaljik tramvay: dwie atrakcje na jednym ogniu. Ma się ten turystyczny dryg.

Taki İstiklal da się lubić. Dlatego lubię poniedziałki.




2 komentarze:

Yosun pisze...

A ja lubię Twoje zdjęcia. Bardzo :)

mor cadı pisze...

dziękuję:)