środa, 17 września 2014

Dym na Bosforze


Vapur. Stambulski prom. Najładniejszy z dostępnych środków transportu.
Szybki: obce mu korki.
Zawsze na czas: brak korków gwarantuje przypływy i odpływy zgodnie z planem.
Trudno o wypadek: zderzenie z innym promem jest (niemal) niemożliwe.
Tani, bo w cenie metra, autobusu i innych, znacznie mniej ekscytujących, środków komunikacji miejskiej.
W czym jeszcze jest od nich lepszy?

Vapur nie irytuje. Bosfor, wiatr, mewy, pocztówkowe widoki. Gdzie indziej zaserwują nam posiłek i napoje? Gdzie indziej moglibyśmy pomedytować? W metrze ścisk, w autobusie ścisk, wywołujące mdłości nagłe hamowania (pieszy znów wymusił pierwszeństwo!) oraz cała gama niechcianych wrażeń dotykowo-wzrokowych.

Prom to wytchnienie. Prom to wolność. Od korków, spalin, klaksonów. Od zakazów i nakazów…

To tu sprzedaje się (zapewne bez pozwolenia) długopisy w promocyjnej cenie i wątpliwej jakości wyciskarki do cytryn. Tu gra się i śpiewa, popijając (z pewnością nielegalnie) piwo, w drodze powrotnej z Wysp Książęcych. Nawet palić tu można, choć – oficjalnie – nie można…

Międzykontynentalna podróż stambulskim promem na trasie Kadıköy-Kabataş:





6 komentarzy:

Yosun pisze...

Przepiękne zdjęcia. Prom (szczególnie tego starszego typu) to moje najukochańsze miejsce w Stambule :)

Anonimowy pisze...

Cudowne zdjecia. Jaki klimat! Prosimy o wiecej:)

Anonimowy pisze...

Zazdroszczę. Piękne zdjęcia.

mor cadı pisze...

obiecuję więcej zdjęć. i częściej :)

Gosia / Rodzynki Sułtańskie pisze...

Za każdym razem, kiedy jestem w Stambule, funduję sobie tę międzykontynentalną podróż w cenie żetonu :) Pozwoliłam sobie podlinkować ten wpis na Facebooku, przy okazji mojego (niezbyt profesjonalnego, bo komórką) filmiku z przeprawy.

mor cadı pisze...

dzięki :)