niedziela, 3 czerwca 2012

Przychodzi baba do fryzjera


A fryzjer… to stuprocentowy facet.

W ciągu pięciu lat spędzonych w Turcji nie spotkałam się ze „stylistą włosów” płci żeńskiej. Zarówno berber / erkek kuaförü (fryzjer męski) jak i kuaför (w wersji dla kobiet) pełen jest pracowników i pomocników – tureckich mężczyzn z krwi i kości. Już od progu witają szarmancko, z uśmiechem proponują kawę, herbatę, komplementują nową, zniewalająca torebkę (pamiętają nas przecież!), wypytują o samopoczucie i okazują podejrzanie szczere zainteresowanie naszą skromną osobą.
Owszem, zdarzają się też pomocnice-kobiety, makijażystki, manikiurzystki… Szanujący się mistrz nożyc i suszarki powinien być jednak rodzaju męskiego.

Bywam u fryzjera rzadko – omijam kuaför-ów szerokim łukiem z czystego lenistwa oraz… strachu przed nieprzewidywalnym ostrzem tureckich nożyc.
Turecki włos damski długim jest, mocnym i krętym… Można go ciąć, rwać, szarpać, atakować gorącym powietrzem, brutalnie prostować; słowem – katować na wszelkie możliwe sposoby – a i tak pozostanie nienaruszony. Długie, lśniące, proste, mocne, zdrowe włosy utrzymają się w idealnym stanie przez kilka dni, czyli do następnej wizyty u zaprzyjaźnionego fryzjera i kolejnego obowiązkowego fön-a (układania fryzury).
Włos europejski to jednak zupełnie inna bajka; słaby włos europejski powoduje już jedynie fryzjerski smutek i czarną rozpacz…

Sporo jest w Stambule lokali unisex, jednak w większości przypadków mamy do czynienia z podziałem lokali na męskie i żeńskie. Niczym w hammamie.

W damskim salonie fryzjerskim mistrzowie i pseudomistrzowie nożyc oraz ich pomocnicy (od dzierżenia ciężkich suszarek, podawania grzebieni i lakieru do włosów) dwoją się i troją w tempie doprawdy zawrotnym. Dolewają herbaty, dopytują, jak podkręcić grzywkę, która będzie zalotnie prezentować się na tle gładko zaczesanych, prostych jak struny włosów.
Chcemy krótką, asymetryczną fryzurę, nie daj Boże… włosy pokręcone, w nieładzie? Ale… ale jak to tak? – przeciętny turecki fryzjer spyta z niedowierzaniem i rozłoży bezradnie ręce.

W salonie męskim czeka z kolei pełen wachlarz usług wszelakich, mniej lub bardziej podejrzanych. Do najbardziej ekstremalnych należą: golenie brzytwą, depilacja włosów z nosa oraz wypalanie włosów z… uszu. Masaż obolałych ramion stanowi tylko subtelny dodatek do powyższej gamy fryzjerskich fantazji…
Na zakończenie obfite lanie cytrynową wodą kolońską, herbata, papieros oraz obowiązkowe plotki z berberem.

  Fryzjer oldskulowy: Stambuł nostalgicznie

1 komentarz:

asya pisze...

Będąc w Turcji na wkacjach rok temu w jednym z hotelii w Alanyi byłam u fryzjera, a dokładnie była tam moja mama, ale j jako tłumacz i spotkałam tam kobietę i mężczyznę także to jest przykład,że jednak znajdą się i kobiety :)