sobota, 10 maja 2008

Kicz made in Ortaköy

... jak na powyższym obrazku


Co: Ortaköy
Gdzie: za Beşiktaş, przed Bebek – jadąc od strony Taksimu
Po co: na gofry i kartoflany mix, czyli: Ortaköy Waffle i Ortaköy Kumpir
Kiedy: miejsce idealne na kiczowaty, sobotni, letni wieczór – zachód słońca i kilkupiętrowy goferek zmiękczą serca najoporniejszych




Wstałam dziś po południu (?!) z mocnym postanowieniem, że coś z tą pozostałą cząstką dnia trzeba sensownego zrobić [miałam napisać: pożytecznego, ale zreflektowałam się, że mamy w końcu weekend]. Na wyspy, nie mówiąc już o innych plażach – za późno. Na Taksim – szkoda czasu [nie miałam dziś nastroju na bycie sardynką w puszce]. Zdecydowanie trzeba mi było WODY.

Najłatwiej udać się na pobliski Beşiktaş, który oglądam jednak dwa razy w tygodniu w drodze do pracy, i gdzie, tak między nami mówiąc, uważam, że niewiele jest nad wodą do robienia [poza siedzeniem w Beerpoincie i patrzeniem na promy]. Mieszkać byłoby za to nie najgorzej [blisko Taksimu, choć spokojniej, blisko wody, więc wygodny transport do Azji plus – miłe widoki]. Wybrałam się zatem tam, gdzie także siedzi się, je i pije nad wodą, ale klimat jest za to bardzo TURYSTYCZNY.

Wafffffle…

Gofrów Turcy jedzą niewiele. Znajomy otworzył dwa lata temu ze znajomymi stoisko z goframi podczas studenckiego festiwalu muzycznego w… Kayseri [dla nieoswojonych: centralna Turcja]. Tradycyjne potrawy tureckie plus hot dogi, hamburgery i lody kręcone sprzedawał się na tony, a stoisko z goframi… poniosło porażkę. Kolega w obliczu rychłego bankructwa przerzucił się po dwóch dniach na biznes lodowy.

Stambuł to w końcu jednak miasto kosmopolityczne, które akceptuje nawet najbardziej dziwaczne kulinarne przepisy. Gofry [najsłynniejsze w Bebek, Modzie, i chyba Ortaköy właśnie] są piekielnie słodkie, makabrycznie olbrzymie i koszmarnie drogie.

Pycha.

Sześć rodzajów czekolady, gęsta śmietana, owoce, żelo-owoce [profanacja gofra – nie znoszę!], kokosowe, orzechowe, pistacjowe i cukierkowe posypki, czyli wszystko to, czego możemy spodziewać się jako dodatków, ale… nie na raz! Turcy tymczasem wrzucają, co się da, wybierają kilka rodzajów czekolady, które pokrywa następnie bita śmietana i kolejne warstwy starannie ugniatanych, lepkich pyszności. Przyjemność kosztuje 7 lira, czyli… 14 złotych [za gofra?!].

[za kolejną wypłatę kupuję gofrownicę]


Profesjonalizm w każdym calu



Kumpir, czyli wrzuć do ziemniaka, co się da i wymieszaj

Jeśli ktoś nie lubi słodyczy, może zamiast gofra [albo przed gofrem…] przekąsić upieczonego, przekrojonego na pół Mega-Ziemniaka, do którego wrzucane są [jak następuje]: sól, masło, ser, a po wymieszkaniu wspomnianych dodatki: oliwki, kiszone ogórki, pomidorki, kukurydza, parówki, kuskus… i wiele, wiele innych. Wszystko odpowiednio posiekane, polane obficie ketchupem i majonezem. Brzmi… zachęcająco, czy wprost przeciwnie?

Kartoflany mix w cenie gofra.

Sztuka tworzenia kumpirów


Kicz jak z pocztówki

Po ryzykownej uczcie [słono-słodkim mixie] można usiąść z czajem i patrzeć na zachód słońca, w tle którego widzimy:

- dziewiętnastowieczny meczet - Ortaköy Camii

- most bosforski - Boğaziçi Köprüsü

- turystów pstrykających zdjęcia.




ps. niniejszym oświadczam, że jutro wstaję wcześniej i udaję się na wyspę

7 komentarzy:

4emkaa pisze...

rewelacja jeśli chodzi o ziemniaczki ... z goframi trochę gorzej :) będę czytać :)

agrafka pisze...

No wlasnie tez musze sie do Ortakoy wybrac,bo ostatnio praktycznie zamieszkalam na Istiklalu:)
Agus,piknik polski w sobote.Andzelika nas zgarnie gdzies z centrum bo ona z Azji jest:)
:-*

skylar pisze...

fajny temat notki, to znaczy ten kicz, chyba ściągnę pomysł i przedstawię kicz w Alanyi (jest co przedstawiać).
ale wam zazdroszczę tych polskich pikników :) ale i ja tu po mału coś knuję ;)

Anonimowy pisze...

widzisz...sama piszesz 'wrzuc w ziemniaka co sie da' a sama kazalas mi to jesc i jeszcze wmawialas ze wybrzydzam!!!! a prawde mowiac ten kumpir to salatka jarzynowa z ARO w ziemniaku...o pardon, po prostu salatka jarzynowa z aro, bo aro dodaje ziemniaki do salatki jarzynowej ( do salatki jarzynowej!! ziemniaki!!??) (ps nie jadlam tych salatek, jeno wachalam i dlubalam wen ogarniajac co zamiescili w srodku;))
sis

mor cadı pisze...

no bo to Ty mnie natchnęłaś! że wrzuca się, co zostało w lodówce i taki bełt wychodzi.

ziemniaki są niestety chyba w każdej marketowej sałatce jarzynowej. no i są to zimne ziemniaki. niewątpliwie. ble.
tutejsze jarzynowe też z kartoflami, do tego nazywają je RUS, czyli rosyjskie..
poczęstuję Cię następnym razem:p

Anonimowy pisze...

nauczylem sie bardzo wiele

Anonimowy pisze...

Your blog keeps getting better and better! Your older articles are not as good as newer ones you have a lot more creativity and originality now keep it up!