piątek, 20 września 2019

Podsumowanie lata 2019



Zabawnie pisze się podsumowanie lata siedząc w nadmorskiej kawiarni, gdy temperatura wynosi nadal 30 stopni, a słońce nigdzie się jeszcze nie chowa – co najwyżej my chowamy się przed nim w cieniu parasola. Nie oszukujmy się jednak – największe upały mamy za sobą, a telefon straszy mnie, że w piątek zachmurzy się na cały (!) dzień, dołączę więc do koleżanek z klubu Polki na Obczyźnie i pożegnam dla Was lato.

Bo każdego roku się oszukuję: zaprzeczam, wmawiam sobie i innym, że mamy jeszcze tyle czasu, że będzie jeszcze pięknie! – tak jak wczoraj, gdy wyciągnęłam znajomą na dwugodzinny spacer. Dotarłyśmy do położonej nieco dalej od centrum promenady i znów poczułam się jak w nieznanym, nadmorskim miasteczku – stan idealny, bo uwielbiam nowe miejsca.


Miejsce lata

Całe wakacje spędziłam jednak w mojej – jeszcze nowej, bo zamieszkałej przeze mnie dopiero od 15 miesięcy – nadmorskiej miejscowości. Przeprowadziłam się tu rok temu w poszukiwaniu spokoju, kontaktu z naturą, codziennych spacerów i wszystko to niewątpliwie znalazłam... latem. Zimą brakuje mi wielkomiejskiego chaosu, jaki w zdwojonych dawkach oferuje Stambuł. Chaosu, który odwraca uwagę od niesprzyjającej aury. Już niedługo będę miała okazję ponownie się o tej tęsknocie przekonać, na razie jednak skupmy się na ostatnich podrygach lata i wyobraźmy sobie plaże, promenady oraz... wyspy.   


Napój lata

Wino z Bozcaada to pamiątka kupowana przez stambulskich turystów równie chętnie co oliwne mydełka, przyprawy i lokalne przetwory. Ta niewielka wyspa to winogronowy raj – owoce są przepyszne, robi się z nich równie smaczne – i tanie! – wino – butelkę można kupić już za około 5 euro. O serwującą je za niewiele więcej winiarnię można (trzeba?) zahaczyć w drodze powrotnej z plaży do centrum miasteczka.   


Danie lata

Z wakacjami kulinarnie kojarzą mi się ryby – macie teraz przed oczami wspomnienie smażonej flądry znad Bałtyku, prawda? Çanakkale to miasto sardynek, których sezon przypada właśnie na letnie miesiące, między czerwcem a wrześniem. Staram się jeść ryby świeże i lokalne, z grilla lub piekarnika, skrapiane cytryną i podawane z bukietem zieleniny – szybko, smacznie i – oby – zdrowo. Mam wielką słabość do owoców morza, niestety, także do pochłaniających metale ciężkie małży, które połykam ze smakiem naprawdę od święta. W tureckiej wersji midye wypełnia się przyprawionym ryżem, a rekordziści pochłaniają ich nawet kilkadziesiąt.


Hajlajt(y) lata

Polsko-tureckie wesele wyrwało mnie z leniwej wakacyjnej strefy komfortu. Dzięki temu, że stambulscy znajomi zdecydowali się na imprezę na zachodnim wybrzeżu, odwiedziłam dwie nadmorskie miejscowości, od dawna na mojej liście must see. Wydawałoby się, że większość egejskich destynacji, nawet tych najpiękniejszych, jest do siebie bliźniaczo podobna i niczym nie potrafią zaskoczyć starych tureckich wyjadaczy, ale... one są po prostu takie ładneee!
Pobyt w Eski Foça przedłużył się z planowanych dwóch do trzech nocy – częściowo za sprawą uroku tej małej, wakacyjnej miejscowości, częściowo w rezultacie post-weselnej regeneracji (ekhm...). Dobrze było spotkać dawno nie widziane stambulskie grono w zrelaksowanych, nadmorskich okolicznościach przyrody. Dlatego w drodze powrotnej postanowiłam urozmaicić sobie jeszcze koniec lata kolejnym wakacyjnym rajem – wyspą Cunda. A co!

Innego rodzaju "rodzynkiem lata", bardzo dla mnie ważnym, była publikacja mojego pierwszego zbioru opowiadań przez Wydawnictwo Mamiko. Większość tekstów napisałam cztery lata temu, ale dopiero teraz poczułam, że jestem gotowa je pokazać. No to pokazałam:) – zainteresowanych zapraszam na MOJĄ STRONĘ.


Lołlajt lata

Aż trudno w to uwierzyć, ale... woda! Wydawała mi się dużo zimniejsza niż rok temu, co potwierdziła odwiedzająca mnie przyjaciółka, choć... może już nam się w głowach od tego plażowego dobrobytu poprzewracało? Kiedyś pływałyśmy przecież w Bałtyku! Gdzie ta dawna siła woli, hart ducha? W tym roku dużo mniej niż w ubiegłym spędziłam więc w wodzie – jeśli już do niej wchodziłam, to na szybki "sprint", by potem dygotać zębami na rozgrzanym – na szczęście – piasku. Takie to plażowe dramaty-dylematy musiałam przeżywać tego lata, skandal!


Zdjęcie lata

Mam ich setki, jeśli nie tysiące. Decydując się na jedno wybieram pożegnanie lata, czyli sentymentalny zachód słońca na wyspie, którym witałam wakacje na początku maja.

Za rok chciałabym spędzić lato... w Polsce! Na wydarzeniach literackich, od czerwcowego Big Book Festival po październikowy Kraków z jego festiwalem Conrad. Takie inspirujące lato marzy mi się od dawna, dlatego w przyszłym roku sprzedam turkus morza i cień palm za kilka miesięcy literackiej uczty.
Są może chętni na taką wymianę?


Wczoraj o swoich wakacyjnych wspomnieniach pisała Martyna z Życie w rytmie slow a jutro Polki na Obczyźnie zapraszają na bloga Wioli – Wiosway. Miłego, jeszcze letniego, czytania!