piątek, 2 października 2015

Syryjski Stambuł


Kebab
Wreszcie koniec lekcji. Szybkie odliczanie 4 lir i marsz w kierunku jedynego słusznego baru z kurczakowym kebabem.
Gorący, posypany cynamonem lavaş, czosnkowy sos, kiszony ogórek. No i drób.
 Dajcie spokój, to na pewno nie kurczak! W takiej cenie?!
Tureccy znajomi nie dają się przekonać do syryjskiego baru. Bo za tanio, bo za blisko Tarlabaşı. „Na pewno jedzą tam transwestyci”.

Szkoła
Śliczna, sympatyczna dziewczyna z blond lokami do pasa przedstawia się bezbłędnym angielskim z jeszcze bardziej bezbłędnym amerykańskim akcentem.
 Zaczęłam mówić studentom, że jestem ze Stanów, bo kiedy słyszeli prawdę… niedowierzanie, dziwne miny, a czasem wręcz podważanie mojego autorytetu.
Pierwsza fala uchodźców, w Stambule od kilku lat. Mama, tata, siostry. Radzą sobie nieźle, choć znajoma pracuje oczywiście na czarno. O pensję pytać nie wypada.
Dobrze, że nie musi wynajmować mieszkania sama – rodzina trzyma się razem.

Targ
 Nie sprzedajemy takiej mieszanki, ale ja Wam przyniosę prywatną, z zaplecza.
Chłopak wraca z workiem aromatycznych przypraw.
 Proszę, częstujcie się, to prezent.
Po kilkuminutowej wymianie mało istotnych zdań pada niewygodne pytanie; na szczęście nie zapada po nim niewygodna cisza.
 Cieszę się, że w ogóle mam pracę. Nielegalną, wiadomo. Ale co mi da świetny angielski, jeśli nie znam tureckiego… Tutaj czuję się potrzebny, jako jedyny dogadam się tak dobrze z turystami.

Bar
Posypany oregano börek w sosie czosnkowym – zapowiedziana przystawka okazuje się solidną obiadową porcją dla dwóch osób. Zapłacić oczywiście nie wolno.
 To po znajomości – mruga okiem były student uniwersytetu w Aleppo. – Zawsze lubiłem gotować, teraz po prostu robię to częściej, do tego trochę mi za to płacą – odpowiada w biegu i wraca do kuchni.

Urząd do Spraw Cudzoziemców
Kolejka-gigant. Pół godziny stania przed wejściowymi drzwiami sympatycznie wyglądającego budynku.
Kolejne pół do informacji.
Potem – w zależności od powagi sprawy. I szczęścia. Oraz twardych łokci.
 Proszę się nie pchać, w jednej linii proszę, przecież wszyscy zdążą!
 Ale ja jestem już trzeci raz w tym tygodniu…
 Proszę się nie pchać, i tak nie ma jeszcze tonera, będzie po przerwie obiadowej!
Po trzech godzinach i kolejnych obietnicach bez pokrycia dziewczyna w zaawansowanej ciąży (Belgrad, w Stambule od roku) zaczyna krzyczeć, że zaraz urodzi. A nie powinna, bo jutro rano ma lot. A wizytę w szpitalu dopiero pojutrze.
Potrzebny jej tylko papierek i pieczątka upoważniające do opuszczenia kraju na 15 dni (nowy system nie nadąża z wystawianiem pozwoleń na pobyt dla cudzoziemców, stąd nerwy i kolejki).
Emocjonalny szantaż ciężarnej sprawia, że toner zjawia się jak za dotknięciem magicznej różdżki.
Ma szczęście, w jej przypadku stempelek to czysta formalność. Syryjczycy poczekają w kolejkach trochę dłużej.
No i formalności będą innego kalibru.

Artykuły zaprzyjaźnionych blogerek na temat sytuacji syryjskich uchodźców – fakty, statystki, liczby:
na blogu TUR-TUR
na blogu Inna Turcja

6 komentarzy:

Kasia Z. pisze...

Zazdroszczę ci trochę tego Stambułu,byłam tam pare razy i było cudownie :)

mor cadı pisze...

nadal jest cudownie... ale tak z połowę ludzi to bym z tego miasta wyrzuciła, 10 milionów by wystarczyło ;)

Anonimowy pisze...

to mniejsza polowe

mor cadı pisze...

tak mniej więcej połowę miałam na myśli:)

poza tym jestem fanką spiskowej teorii wg której może tu być nawet 20 milionów (łącznie z turystami, migrantami, przebywającymi czasowo eskpatami) a zliczyć tego nikt nie zliczy;)
może czas na mniej ekscytujące miasto...

Anonimowy pisze...

Kiedys marzylas o Nowym Yorku- ale nie sadze,by NY byl mniej ekscytujacy;-) choc podejrzewam,ze twoj blog opowiadajcy o zyciu tam,bylby niebywale ekscytujacy!
Pozdrawiam ze Szkocji!

mor cadı pisze...

a kto mnie pozdrawia ze Szkocji? :)
pozdrawiam ze Stambułu!