niedziela, 15 marca 2015

Wyznanie Anonimowej Orientalistki


Lubisz Şafak? Nie? To dobrze. Zła pisarka, a do tego orientalistka. Pamuk? Aha. Bo wiesz, to też straszny orientalista. A to co, płyta Mercana Dede? Co tak turystycznie i… orientalistycznie?

W pewnym artykule autor-mol książkowy analizował z przymrużeniem oka okładki popularnych tureckich publikacji. Aşk (Czterdzieści Zasad Miłości) wspomnianej Şafak: czarna lub różowa, z sercem w wersji rodzimej (osobna ciekawostka: wydawca zrobił podobno dodruk z „męską”, czarną okładką, żeby panowie nie krępowali się kupować landrynkowej książki wyglądającej na typowego harlekina), z meczetem w tle w wersji angielskiej. Kara kitap (Czarna Księga) Pamuka: czarna okładka w wersji tureckiej, i znów jakieś tam Oko Proroka – dla cudzoziemców. Lista książek była długa, a przykłady coraz zabawniejsze. Kobiety w czadorach i Bosfor, klasyczna, fotogeniczna herbatka...
Nawet, gdy orientalistyczne ozdobniki mają się do treści publikacji jak majonez do kebaba. Ważne, że przykuwają uwagę giaurów. Znaczy się – generują dochód…

Wystarczy rzut oka na grafikę zdobiącą bloga, by narzuciło się pytanie/stwierdzenie faktu: a ta to nie lepsza?
Lubię tą ilustrację z trzech powodów: 1.czysto estetycznego (bardzo mi się podoba) 2.nepotyzmu (jeszcze bardziej lubię osobę, która ją zrobiła;) 3.humorystyczno-eksperymentalnego: jest zamierzoną kliszą (powstała zresztą w ramach projektu o takiej tematyce), kumulacją stereotypów na temat Turcji (czador, kebab, muezzin wychylający się z meczetu, delfiny w Bosforze), przez co wywołuje zwykle uśmieszek zrozumienia wśród znajomych zagranicznych i większości znajomych tureckich – choć od czterech (pamiętam!) osób (narodowości tureckiej) mi się… oberwało.

I.
- Czuję się urażony tą ilustracją.
- A jaką byś wolał? (pułapka)
- No, taką normalną kobietę, na przykład w dżinsach, z rozpuszczonymi włosami…
- A ta jest nienormalna? (ha, ha…)
- Nie no, nie… Nie o to… A daj spokój, wiesz przecież, o co mi chodzi! (foch)

II.
(Nielubiana przeze mnie) znajoma z pracy postuje ilustrację na FB z podpisem (po turecku): oto jak moja zagraniczna koleżanka promuje Turcję!!! (plus parę obelg pod adresem kobiet noszących czadory). Koleżanka jest mało refleksyjną osobą (daruję sobie przykłady), mimo to wyjaśniam grzecznie pod jej postem pomysł i ideę projektu. W ramach odpowiedzi usuwa mnie ze znajomych (smuteczek).

III.
Turecki czytelnik (?) bloga (oby nie poprzez google translate, błagaaam…) napisał kiedyś w komentarzu, że Turcja to nie Arabia Saudyjska i że powinnam natychmiast usunąć ilustrację. Było to zaraz po wykasowaniu mnie przez wrażliwą znajomą z pracy, nie chciało mi się odpowiadać i tłumaczyć… więc nie odpisałam i nie wytłumaczyłam.

IV.
- Taka orientalistyczna ta fotografia…
- Wiem.
- ?
- Taka miała być.
- Ale dlaczego?
- Bo ja jestem orientalistką :)
- …
- ?
- No, bez komentarza...
- :) :) :)
- Może mi jeszcze powiesz, że Pamuka lubisz…


Tym literackim akcentem zakończę, sięgając po Czarną Księgę (żeby nie było – w wersji tureckiej;)

Swoją drogą, nie pamiętam, jaką ma okładkę… moja przesiąknięta do cna orientalizmem dusza nie raczyła tego zauważyć:)

8 komentarzy:

skylar pisze...

Hahahah :) Jak zwykle dobry wpis i nieco tym razem przekorny. Podoba mi się ;)

mor cadı pisze...

nie ma to jak wena gorączki sobotniej nocy ;)

Kasia Z. pisze...

Ja tam lubię te twoja grafikę na samej górze, fajna jest

mor cadı pisze...

czarny romantyzm, ha ha :) fajny blog, Kasia!

Islenskii pisze...

kiedy będzie więce jzdjęć autorki bloga...?

mor cadı pisze...

a, taki ekshibicjonizm to tylko na fejsbuku!

Gosia / Rodzynki Sułtańskie pisze...

Ilustracja jest świetna. A Turcy, ah Turcy! Do 'mojego' wąsa też się ostatnio przyczepili. Chyba tylko dumny hilal nie uraziłby ich wrażliwości :)

mor cadı pisze...

wąs jest świetny!

a swoją drogą, pamiętam Twoją ilustrację z herbatą i tureckim mężczyzną (I like my tea how I like... itd.) - na to się chyba nie obrazili, co?;)