środa, 15 października 2014

Stambulski młyn


Yeldeğirmeni oznacza w języku tureckim „napędzany wiatrem młyn”.

Większość mieszkańców żyje tu od urodzenia. Powoli pojawiają się jednak nowicjusze. Znajoma pomieszkiwała na Yeldeğirmeni kilka lat temu. Nie było wówczas ani wielkich, kolorowych murali, ani squatu Don Kişot. Nie istniały nawet klimatyczne knajpy i bary, które od niedawna coraz częściej urozmaicają tutejszy krajobraz. Komşu Kafe Collective nie kusiło wieczorem z indyjskim jedzeniem. Lokalni alkoholicy nie przesiadywali w barze Ahbap, nazwanym tak na cześć Kolesia z filmu Big Lebowski.
Były za to tanie mieszkania, o które coraz trudniej. Było też pusto wieczorami. Za pusto.

Historyczna część należącej do Kadıköy dzielnicy Rasimpaşa ożywa i staje modnym, coraz chętniej odwiedzanym adresem. Nie tylko, jak dotychczas, pełnym zabytkowych, niszczejących budynków muzeum. Coraz częściej otwierają tu swoje atelier i studia artyści. Coraz chętniej zaglądają na Yeldeğirmeni turyści, którzy chcą uwiecznić na fotografiach dzieła powstałe podczas organizowanego od trzech lat Mural Istanbul Festival (street art i graffiti).

Nadal jest tu jednak spokojnie. Może tylko wrzaskliwy, dziewięćdziesięcioletni mieszkaniec, kłócący zajadle z ulicznym sprzedawcą, narobi trochę hałasu.
Historia i graffiti, tubylcy i nowo przybyli.
Jak na stambulski młyn przystało.









środa, 1 października 2014

Jesienne smęty, melancholijne smuty


Koniec lata, koniec wakacji, koniec złudzeń o wiecznej wolności (turecka Ibiza!) i odzyskanej młodości (opalenizna odejmuje lat!).

Czas na wietrzno-deszczowe narzekania.

Było za gorąco, jest za zimno. Odwieczny dylemat: lepiej, żeby makijaż spływał już po kilkuminutowym spacerze do pracy czy zastygał jak maska, potraktowany przez działającą nadal prężnie (!) biurową klimatyzację? Zimowe kurtki przydają się czasem nawet we wrześniu…

Planowany weekend na wyspie, planowany tydzień nad Morzem Egejskim, planowany… to już naprawdę koniec? Za miesiąc imprezy Halloween a za trzy… nowy… wspaniały… rok…? Przecież ten się dopiero zaczął!

Letnie wyprzedaże zimowego obuwia – przegapione, zignorowane – dawno się skończyły. Kogo obchodzi tegoroczna kolekcja kostiumów kąpielowych?! Nawet w Antalyi do morza wskakują już chyba tylko morsy. I szaleńcy.

Specyficzne „letnie zawieszenie” (w czasie, a może i nawet przestrzeni) ma w sobie niezaprzeczalny, nieporównywalny z niczym innym urok. Kupowanie kilku par okularów przeciwsłonecznych, pakowanie kilku par sandałów, wciskanie do pękającej w szwach walizki kilku „niezbędnych” i „bardzo zaległych” lektur (które i tak spotka w najlepszym wypadku los oprószonego piaskiem, namokniętego słoną wodą przeciwsłonecznego ochraniacza) pozwala na fizyczną oraz psychiczną ucieczkę od miasta. I naszej miejskiej osobowości.

A tu wrzesień, koncerty, wystawy… Tyle się dzieje, tyle trzeba zobaczyć. Ból, po prostu ból. Stambulski ból egzystencjalny.