poniedziałek, 15 lipca 2013

Mind the ga(s)


Późne lipcowe popołudnie, pierwsza sobota Ramazanu (miesiąc muzułmańskiego postu). Aleją İstiklal spacerują turyści i stambulczycy, samotni globtroterzy z drogim sprzętem fotograficznym, rodziny z dziećmi, wystrojone – jak na sobotni wieczór przystało – atrakcyjne tureckie niewiasty. Im bliżej do iftaru (pierwszy posiłek spożywany po zachodzie słońca), tym więcej nerwowości. Ustawiających się w kolejkach po świeżą, ramazanową pide (rodzaj pieczywa) przybywa z każdą minutą. Poszczący zerkają coraz częściej na zegarki. Przechodnie przyspieszają kroku. Atmosfera oczekiwania zagęszcza się…

Zanim jednak rozlegnie się ezan (nawoływanie muezzina do modlitwy) wieszczący wieczorny koniec postu, zanim rodziny zasiądą do uroczystej kolacji, zanim stoły ugną się pod ciężarem jadła i napitku, zanim poparzy w palce dopiero co wyjęta z pieca pide... rozlegnie się huk wystrzeliwanych szczodrze naboi. A powietrze zagęści… od gazu.


Nowa gazowa weekendowa tradycja

Sobota na Taksimie nie byłaby sobotą na Taksimie bez minimalnej dawki adrenaliny. Atmosfera oczekiwania na iftar ma się nijak wobec wyczekiwania pojazdów TOMA (Toplumsal Olaylara Müdahale Aracı: pojazdy policyjne zaopatrzone w armatki wodne i gazowe kanistry) i biegających oddziałów prewencji. Jako że mieszkam i pracuję rzut beretem od osławionego İstiklalu, mam szczęście (lub nieszczęście) znajdować się w samym „centrum wydarzeń”, „jądrze ciemności”, „centrum ruchu oporu”, „środku bałaganu”, (niepotrzebne skreślić), także w weekendy. Ponieważ z prozaicznej przyczyny, jaką jest brak czasu, nie starcza doby, by je opisywać, energię pożytkuję na bierne przyswajanie informacji, a nie (jak było w założeniu) opisywanie i analizowanie rzeczywistości (jest to oczywiście marna wymówka – w głównej mierze winić należy pospolite lenistwo oraz fakt, że wydarzenia ostatnich tygodni mnie – dosłownie i w przenośni – przytłoczyły).

W minioną sobotę demonstranci zgromadzili się, by zaprotestować przeciwko wprowadzonemu w nocy z piątku na sobotę prawu, które blokuje możliwość zatwierdzania planów zmian urbanistycznych przez TMMOB – Unię Izb Tureckich Inżynierów i Architektów (Türk Mühendis ve Mimar Odaları Birliği). Izba skierowała pozew do sądu o bezprawną próbę zmiany zagospodarowania placu Taksim i parku Gezi. Sąd uwzględnił pozew, jednak parlament odebrał Izbie prawo do opiniowania planów zmian w przyszłości.
Architektów, inżynierów i ich sprzymierzeńców trzeba było oczywiście przywołać do porządku, dlatego skonfundowani uczniowie (jeszcze się nie przyzwyczaili?!) wybiegali ze szkoły na cztery strony świata (omijając kierunek İstiklal) jeszcze przed ostatnim dzwonkiem.

Kto i kiedy ten kaganek oświaty nieść będzie przyszłym inżynierom, architektom, prawnikom, lekarzom (gros moich uczniów), ja się pytam?

Przepraszam najmocniej, to przecież… zawody rodem z czarnej listy „çapulcu*”.



* sformułowanie çapulcu weszło do języka potocznego jako ironiczny opis biorących udział w protestach; słowo oznacza dosłownie wandala, chuligana – zostało użyte przez rząd (bynajmniej nie ironicznie) jako określenie demonstrantów w parku Gezi.

Brak komentarzy: