niedziela, 2 czerwca 2013

Turecka wiosna (?)

Gaz nie sprzyja również czworonogom

Oczekiwania protestujących wobec rządu:
1. Gezi Park musi pozostać parkiem.
2. Odpowiedzialni za decyzje o nadużyciu przemocy wobec pokojowej demonstracji powinni zrezygnować ze stanowisk.
3. Dalsze użycie gazu musi zostać natychmiast wstrzymane.
4. Aresztowani demonstranci powinni zostać wypuszczeni na wolność.

O co właściwie chodzi z tym niepozornym parkiem? Czy dla (ostatniego nawet), lichego skrawka zieleni w centrum miasta warto ryzykować zdrowie, a nawet życie?

"This is not about Islam versus secularism. This is not about ideology. This is about abuse of power." („Nie chodzi wcale o Islam versus sekularyzm. Nie chodzi wcale o ideologię. Chodzi o nadużycie władzy.”)
(z bloga myphilosofia)

Nie ujęłabym tego lepiej. Jak już większość zachodnich mediów (nawet polskich – w piątek zaczęły pojawiać się wreszcie informacje odnośnie stambulskich wydarzeń, jak choćby artykuł na gazeta.pl, w którym Stambuł figuruje/figurował co prawda jako… „stolica Turcji”) podała, nie chodzi już tylko o park, lecz:

- o brak konsultacji i arbitralne decyzje dotyczące poruszających część społeczeństwa kwestii, jak choćby zamknięcia kina Emek (pokojowe protesty aktorów, reżyserów, filmowców, architektów oraz zwykłych Stambulczyków, rozpędzane przez policję gazem łzawiącym), zakazu sprzedaży alkoholu w sklepach po godzinie 22, planów budowy centrum handlowego w parki Gezi (mimo sprzeciwów architektów i urbanistów);

- o drastycznie nieproporcjonalne stosowanie siły przeciwko pokojowej, niewielkiej grupie demonstrantów (policja użyła armatek wodnych i gazu, gdy manifestanci siedzieli spokojnie w Gezi Park i czytali książki w trakcie pikniku, podczas którego częstowali nawet policję jedzeniem… za poczęstunek ten zostali nagrodzeni sporą dawką gazu: film do obejrzenia TUTAJ).

- o cenzurę tureckich mediów, które przez długi czas milczały na temat stambulskich wydarzeń (do kultowych już należą zamieszczane na Facebook’u zdjęcia: amerykański CNN vs CNN turecki, telewizja norweska vs telewizja turecka):



Prorządowa gazeta Zaman zauważyła, iż „problem parku Gezi może stać się kroplą, która przeleje czarę cierpliwości”.


Ocalą nas (?) żołnierze Aty

"Plac Taksim jest terenem, na którym szaleją ekstremiści" - słowa wypowiadane w momencie, gdy zagraniczne media oraz media społecznościowe prześcigają się w informacjach na temat protestu dziesiątek tysięcy pokojowych manifestantów: wszelkich opcji politycznych i niepolitycznych, organizacji pozarządowych, zwykłych i niezwykłych ludzi w różnym wieku, a nawet różnych narodowości. Protesty mają już miejsca w wielu miastach, tureckie media nie są i nie będą na pewno w stanie ignorować wydarzeń, w których bierze udział tak ogromna rzesza ludzi.

Jakich ludzi? I tu zaczyna się mały problem…

Do protestu, który rozpoczął się jako pokojowy i apolityczny zaczęły wczoraj dołączać grupy stricte polityczne oraz… zwyczajni wandale. W zamieszkałej przeze mnie dzielnicy Cihangir (10 minut piechotą na plac Taksim) zgromadził się wczoraj pokaźny tłum – w większości trzeźwy, sympatyczny i apolityczny. Policja wycofała się akurat z Taksimu, zapanowała więc pewnego rodzaju atmosfera zwycięstwa. Która, niestety, bynajmniej mi się nie udzieliła. Powody?

Po pierwsze, nigdy nie przestaje kołatać mi w głowie pytanie: co dalej? (za godzinę? jutro? za miesiąc?). Wobec planów dalszego uczestnictwa w manifestacji nie wydało mi się więc rozsądnym… obalanie z gwinta butelek wina. Po drugie, jak to zwykle w tego typu protestach bywa, jego kilku nie tak już miłych uczestników (prowokatorów, idiotów, lub zwyczajnie – ludzi, którym ze zmęczenia i stresu zaczęły wysiadać nerwy) zaczęło wymachiwać flagami, krzycząc hasła o Republice i Atatürku. Ciekawy to widok, gdy podchmielony Kemalista całuje turecką flagę, śpiewa, że jest żołnierzem Aty i wyzywa „faszystowski”, wybrany demokratycznie (czy nam się to podoba, czy nie) rząd. Całe szczęście, że moi sąsiedzi to ludzie myślący, a nie fanatycy – od razu rozległo się buczenie i krytyczne komentarze („No tak, już się pojawiają pierwsi wariaci…”).

Problem jednak w tym, że im dłuższy protest, tym więcej nerwów, tym większe zmęczenie, a gdy dochodzi alkohol – niestety też wandalizm.

Dlatego cieszą takie oto zdjęcia – oznaki zdrowego rozsądku:


Nie chodzi o AKP i religię
CHP i Atatürka
MHP i naród
BDP i Kurdów
To protest społeczeństwa przeciwko nadużyciu władzy, a nie promocja partii politycznych!

Zwał jak zwał, a i tak wiadomo, jaki będzie finał…
A może jednak nie?


1 komentarz:

Sol i Alien pisze...

Bardzo dobry artykuł.

Pozdrawiam serdecznie,
Sol/Monique