środa, 12 września 2012

Przychodzi baba do fryzjera vol.2



Życie fryzjera w Turcji do łatwych nie należy.
Niskie zarobki, brak ubezpieczenia, brak perspektyw, dwunastogodzinny dzień pracy.
Summa summarum: burası Türkiye w całej swej brutalnej okazałości.
Najgorsze jest to, że turecki fryzjer musi rzekomo użerać się z tureckimi kobietami.
I ich fochami.
Wiadomo: „Kaprysy, kaprysy…” – K., mistrz nożyc i znawca kobiecego włosa, wykrzywia usta w wymownym grymasie. – „Właśnie dlatego nie ożeniłem się z Turczynką…” – zaczyna obiecująco – „…tylko z Bułgarką” – kończy rozbrajająco.
„O, to gratulacje!” – klientka wybąkuje uprzejmie, acz podejrzliwie.
„Jest jeszcze gorzej…” – jak Klientka przewidziała, K. do optymistów bynajmniej się nie zalicza.
„Te różnice kulturowe… Masaaakra! Gdybym wiedział, jaki to ból, w ogóle bym się na taki ożenek nie pisał. Co dla niej normalne, dla mnie dziwaczne… Nie rozumie oczywistych oczywistości. A jesteśmy razem już prawie osiem lat!”
„To najgorsze za wami…” – Klientkę zaczynają niepokoić przyspieszające ciachanie nożyce – „Większość par rozstaje się po siedmiu latach… Tak mówią… statystki!” – ostatnie, prawie naukowe stwierdzenie, nie przemawia jednak do fryzjera i jego coraz bardziej stanowczych cięć.
„No nie wiem, nie wiem…” – przebąkuje – „Pojadę chyba do Londynu…”
„Ooo…” – Klientka dostrzega światełko migoczące niemrawo w tunelu – „Wszyscy londyńscy znajomi bywali u tureckich fryzjerów, jesteście podobno najlepsi!”
„Niby taaak…” – kontynuuje mało entuzjastycznie K. – „Ale znajomy zaoferował mi pensję, za którą będę mógł ledwie przeżyć… W dodatku nie znam języka…”
„No, to będzie świetna okazja, żeby się nauczyć!” – Klientka zaczyna niecierpliwie wiercić się w fotelu: kto tu w końcu jest polskim pesymistą?!
„Ooo, siwy włos…” – K., dostrzegając irytację Klientki, zmienia sprytnie temat – „W takim wieku?”
„W jakim wieku?” – obrusza się Klientka – „Mam już przecież X lat, siwego włosa mi nie wolno mieć?”
„No to przecież pani młoda!” – riposta godna dobrze wychowanego tureckiego dżentelmena.
„Phi… Większość tureckich znajomych ma siwe włosy przed trzydziestką…” – Klientka uważa się, całkiem zresztą słusznie, za znawcę tematu.
„Fakt…” – K. zadumał się, a nożyce zawisły niebezpiecznie nad głową Klientki. – „Bo my, Turcy, mamy więcej stresów. Cały czas się czymś zamartwiamy. Nie to, co Europejczycy…” – K. jest najwyraźniej w stanie odwrócić każdego kota ogonem.

Klientka bierze głęboki oddech. Kusi ją wymienienie długiej listy upierdliwości, którymi zamartwiała się w ciągu ostatniego roku, kiedy to… Właśnie, właśnie… ROKU!
RO – KU!
R  O  K  U …
R OOO K UUU … !

Klientka uświadamia sobie, że mija dokładnie dwanaście miesięcy od jej powrotu do Turcji.
Ósmy września, Turcja-Stambuł, piekło-niebo. Powrót na stare, dobre śmieci.

Nowe mieszkanie i nowa fryzura na nową drogę życia.
Amen.

4 komentarze:

Agga pisze...

:))))))))

Dobrze się Ciebie czyta.

Kasia pisze...

I zeby to byla droga bez upierdliwosci, ci zycze :))

skylar pisze...

Cudnie :)

mor cadı pisze...

dziekuje, na razie jest lepiej niz gorzej :)