piątek, 22 lipca 2011

Cihangir, czyli zdobywca

[ze specjalną dedykacją dla pewnej szacownej mieszkanki dzielnicy]

Legendarny Cihangir


Cihangir (zdobywca, zwycięzca) to dzielnica leżąca w samym sercu Stambułu.
Kultura wyższa i popularna, rozrywka wszelaka, dogodny transport – wszystko to na wyciągnięcie ręki.
Jeśli do tego marzy się nam stambulska bohema i artystyczne klimaty, nie mamy wyjścia – Cihangir to adres idealny…


Piękniej być nie może

Cihangir znajduje się na jednym z siedmiu stambulskich wzgórz. Zapierający dech widok na Bosfor, Złoty Róg oraz majaczące w oddali Wyspy Książęce – nieporównywalny z niczym innym. Wrażenia estetyczne – więcej niż niezapomniane.

Wąskie uliczki, przepiękne domy w stylu art deco i art nouveaux, wiele z nich po renowacji. Mieszkania yüksek tavanlı (z wysokimi sufitami), z drewnianymi podłogami, przestronne.
Do tego „z historią”. Klimat Imperium Osmańskiego atakuje na Cihangirze z każdej strony.

Dochodzi do tego nieunikniona nostalgia, nieco pretensjonalny hüzün (melancholia, spleen) – tęsknota za przeszłością, za Stambułem sprzed stu, dwustu lat... Za wizją miasta z czasów świetności Imperium Osmańskiego.


Centrum Stambułu, centrum Turcji, centrum świata

Metro, publiczne autobusy, prywatne dolmusze, zabytkowy tramwaj, promy. Fani środków komunikacji miejskiej nie powinni mieć powodów do narzekań.
Jeśli aleję İstiklal ma się za rogiem, nie warto zresztą wybywać w dalekie podróże. Spacer po Beyoğlu powinien wystarczyć do szczęścia nawet najbardziej wybrednym.


Wolność, beztroska, swoboda

Cihangir to dzielnica kosmopolityczna – mamy tu do czynienia z całym przekrojem grup wiekowych, klas społecznych, narodowości, zawodów i dochodów. W tej arcyciekawej dzielnicy współistnieją ze sobą rodowici stambulczycy oraz przybyli z południowo wschodniej Turcji wiejscy imigranci.
Cihangir to anonimowość i różnorodność. Społeczny misz masz oraz niczym nie ograniczona wolność.
Dzielnica słynęła zawsze ze swojej tolerancji w stosunku do mniejszości seksualnych. Przez lata stanowiła spokojną przystań dla transwestytów (którzy w latach 90-tych zostali z powodu prostytucji zmuszeni do jej opuszczenia i zamieszkują obecnie głównie okolice Tarlabaşı).


Wymuszona transformacja

Aż trudno uwierzyć, że dzieli nas stąd jedynie kilkuminutowy spacer do owianego złą sławą Tarlabaşı. Wydaje się, że to dwa odrębne, bardzo odległe od siebie światy.
Warto jednak pamiętać, że Cihangir nie należał zawsze do stambulskiego crème de la crème. Utożsamiany kiedyś z transwestytami i wysokim wskaźnikiem przestępczości, jest dopiero od niedawna (dwóch dekad?) dzielnicą więcej niż pożądaną… Lata 90-te to gentryfikacja dzielnicy. Sterty śmieci zostają zastąpione drogimi samochodami i wyszukanymi knajpami.
Na Cihangirze wypada mieszkać. Na Cihangir sprowadza się tak zwana stambulska bohema…


Od artystów głowa boli

Cihangir przeciwstawia się tak zwanej Turcji osiedlowej.
W wyniku stambulskiego boomu mieszkaniowego na obrzeżach metropolii powstało mnóstwo osiedli-noclegowni, gdzie można odciąć się od brudu miasta, zamknąć w bezpiecznych murach, znaleźć upragniony święty spokój. Czy są to twory sztuczne, homogeniczne i alienujące – pozostawiam do oceny zainteresowanym.
Mieszkańcy Cihangir do fanów sztucznych site (osiedli) na pewno się nie zaliczają. Nie mają nic przeciwko polaryzacji, współistnieniu ze sobą różnych grup społecznych. Społeczno kulturowemu misz maszowi. Miejskiemu bajzlowi.


Lokalne specjały

Co ciekawe, Cihangir ma swoją lokalną gazetę (Cihangir Postası), która zmniejsza dystans między mieszkańcami dzielnicy – może pisać do niej (oczywiście nieodpłatnie) każdy Cihangirczyk.

Jak ważne jest porozumienie między podziałami, widać na przykładzie protestu, który miał miejsce kilka lat temu. Owiana legendą lokalna kawiarnia Firuzağa zaczęła cieszyć się tak dużym powodzeniem, że stambulska straż miejska postanowiła ograniczyć przestrzeń tego absurdalnie popularnego miejsca (goście zaczęli dosłownie „wylewać się” na ulicę). Co zrobili mieszkańcy dzielnicy? Zaczęli protestować!

Legendarna Firuzağa to pozornie niczym nie wyróżniająca się, typowa kahvehane (kawiarnia). Znajduje się co prawda obok urokliwego meczetu, nie oszukujmy się jednak – można znaleźć w Stambule miejsca zapierające dech w piersiach bardziej niż ta (nie powalająca bynajmniej na kolana), przeciętna na pierwszy rzut oka, kawiarenka.
Na czym polega więc jej oryginalność? Na jej cihangirskości właśnie!
W Firuzağa spotkać można znanych pisarzy i popularne piosenkarki. Stambulską samozwańczą bohemę, istne artystyczne zatrzęsienie. Sławnych aktorów oraz dziennikarzy, ale także… mieszkających tu od lat anonimowych stambulczyków. Cihangir bowiem nie wyklucza.

Stambulski spleen i hüzün z odrobiną nieszkodliwej pretensjonalności należą się też lokalnym berberom (fryzjerom) i bakkalom (spożywczakom).

wtorek, 19 lipca 2011

(Pół)przewodnik Obyczajowy

Książka ukazała się dwa tygodnie temu, a ja milczę jak zaklęta.
Nadszedł czas na odrobinę zdrowej autopromocji...

Pół na pół

Umieszczenie w tytule słowa ‘półprzewodnik’ może wydawać się zabiegiem nieco ryzykownym.
‘Pół’ może przecież sugerować, że książka nie została ukończona. Kojarzyć się z przewodnikiem niepełnym, niedoskonałym.
‘Pół’ jest z założenia co najmniej podejrzane.
W słówku tym czai się podstęp...



Półprzewodnik Obyczajowy do przewodników się nie zalicza. Nie udaje też, że jest ‘ponad to’ i nie patrzy na ten gatunek wydawniczy z góry/z wyższej półki – po prostu nie rości sobie prawa do takiego miana.

Jednocześnie ma w sobie wiele z szeroko rozumianego ‘przewodnictwa’ – jako zbiór przygód, ciekawostek, opowieści i analiz wszelkiego typu, udziela przecież rad (niechcący lub z premedytacją). Jak przewodnik oprowadza po Turcji, jej kulturze i społeczeństwie.

Książka nie stanowi jednak zbioru uporządkowanej, systematycznej wiedzy faktograficznej na temat Turcji – chętni znalezienia tych informacji mają do wyboru wiele przewodników.

Nacisk na słowo ‘pół’ podkreśla oczywiście również to, że książka ma (aż) dwie autorki :)

Życzę miłej lektury i czekam na komentarze (oraz konstruktywną krytykę).

poniedziałek, 11 lipca 2011

Sentymenty znad Morza Czarnego

Mieszkańcy Kayseri to w powszechnej opinii „Szkoci Turcji”, czyli chorobliwe skąpiradła. Pochodzący znad Morza Czarnego Lazowie uchodzą z kolei za wybuchowych awanturników. Ta południowo-kaukaska grupa etniczna (zamieszkująca północno-wschodnią Turcję oraz częściowo także Gruzję) jest z wielka pasją i podziwu godnym zaangażowaniem atakowana w tureckich żartach.
Zahartowani przez srogi górski krajobraz i równie nieprzyjazny klimat (deszczowy, wilgotny, krótko mówiąc – sprzyjający butności), Lazowie uchodzą za dumnych, odważnych oraz w gorącej wodzie kąpanych. Jedna z bardziej złośliwych „anegdot” głosi, że każdy mieszkaniec regionu trzyma pod poduszką broń...
Żarty (nawet te mało wybredne) żartami, przyznać jednak trzeba, że temperament Lazów znajduje odbicie w żwawej, skocznej muzyce, której to urokami fani mogą rozkoszować się słuchając choćby radia karadenizinsesiradyosu

Moje najzabawniejsze stambulskie wspomnienia podróżnicze związane są z taksówkarzami pochodzenia czarnomorskiego. Byli to kierowcy najbardziej rozmowni (choć ich akcent zalicza się do niemal niezrozumiałych), słuchali arcyciekawej muzyki regionu (która zwykle dudniła mi w uszach jeszcze przez jakiś czas po opuszczeniu taksówki), a do tego przyklaskiwali na wiadomość, że Karadeniz (Morze Czarne) to mój ulubiony region Turcji.

Tureckie wybrzeże Morza Czarnego należy do mniej popularnych wakacyjnych destynacji. Karadeniz cieszy się wątpliwą sławą mrocznego, wzburzonego, niebezpiecznego. Krążą niesympatyczne legendy o jego niebezpiecznych prądach, złowrogich wirach oraz licznych ofiarach zatonięć. O ileż przyjemniej wybrać się nad cieplejsze i niemal zawsze słoneczne wybrzeże Morza Śródziemnego lub Egejskiego, gdzie czekają na nas piaszczyste plaże i niezmącone falami błękitne wody…

Osobiście wcale w te pogłoski i szkalowania nie wierzę. Darzę Morze Czarne szczególnym sentymentem i anty-czarnomorska propaganda nie robi na mnie najmniejszego wrażenia. Do wybrania się nad Karadeniz sceptyków gorąco zachęcam.

Poniższe zdjęcia na zachętę właśnie. Obrazki z soczyście zielonych, mglistych, romantyczno-depresyjnych okolic Trabzonu: