środa, 22 czerwca 2011

Złote myśli z Innego Wspaniałego Świata

"Yolcu yolunda gerek". Trasa Kayseri-Ankara


Ponieważ miesiąc ten obfituje w wydarzenia zaskakujące, nieprzewidywalne (jak również w miarę przewidywalne, ale komplikujące życie bardziej niż zakłada ludzka wytrzymałość) – swoją ponad miesięczną nieobecność uważam za usprawiedliwioną.

Ponieważ dwoiłam się ostatnio, a nawet troiłam, działając na kilka frontów jednocześnie (front to zresztą świetne określenie ostatnich walecznych tygodni) – poniższy misz masz średnio poukładanych myśli uznaję za zrozumiały i w pełni wybaczony.

Ponieważ wszystko to już jednak za mną (a na horyzoncie świetlana przyszłość, same fiołki, skowronki i tęcza) zbieram myśli i wyrzucam je z siebie, w kolejności mniej więcej przypadkowej:


Złota myśl z korporacji

Chciałoby się połączyć niepołączalne – zalety biura stambulskiego z londyńskim, a całą niepotrzebną, irytującą resztę wykopać daleko za Bosfor.
Wzięłabym więc londyńskie surowe przestrzeganie godzin pracy („zostajesz dłużej w biurze? sami aż rwiemy się do zapłacenia za nadgodziny!”) oraz mniej rygorystyczne tureckie podejście do innych kwestii, które bardzo przydaje się na przykład wtedy, gdy zaspaliśmy („nie ma sprawy, zostaniesz dłużej”).
Organizację pracy firmy londyńskiej (aż chciałoby się powiedzieć, że wszystko działa sprawnie jak w szwajcarskim zegarku – a przynajmniej sprawia takie wrażenie..) z turecką atmosferą pracy.
Miło byłoby znaleźć złoty środek między „jestem sobie sam, idę sobie sam na lunch, nie odzywaj się do mnie, bo naruszasz moją świętą prywatność”) a tureckim uwielbieniem działań w grupie.
Bo tego, że samą istotę (cel, znaczenie, sens, a raczej bezsens) pracy korporacyjnej (niezależnie od lokalizacji) cisnęłabym do Tamizy/zakopała głęboko na dnie Morza Marmara – nie muszę chyba dodawać..


Złota myśl z miasta

O Londynie pisać dużo nie zamierzam. Po pierwsze dlatego, że nie mam na temat tego miejsca niczego oryginalnego do powiedzenia (wszystko zostało napisane, wszelkie tajemnice odkryte, wątpliwości rozwiane). Poza tym nie jest moją intencją zanudzić fanów kraju półksiężyca tym skądinąd ciekawym, ale jednak nie tureckim miastem;)
Londyn to prawdziwa europejska metropolia z prawdziwego zdarzenia, działająca precyzyjnie i bez szwanku dla jej mieszkańców. Zagubiony turysta znajdzie pomoc zanim sam o nią zdąży poprosić; depczący po nogach przepraszają z uśmiechem i prawie szczerze. Krótko mówiąc: miasto przyjazne użytkownikom. Każdy (przynajmniej z założenia) jest tu więcej niż mile widziany. Londyn z definicji nie wyklucza. Oferuje też szeroki wachlarz wyborów – dla każdego coś dobrego. Dla pragnących pławić się w luksusie, używać do woli uroków konsumpcyjnego miasta. Dla tych, którzy mają te zdradliwe uroki gdzieś, a chcą realizować się na przykład artystycznie lub spełniać charytatywnie (organizacji pozarządowych całe tu zatrzęsienie – istny raj dla wolontariuszy wszelkiej maści). Prywatnych domowych biznesów też w Londynie przybywa.
Tylko szaleniec nie chciałby tu być i żyć.
(uff... udało mi się przemilczeć pogodę)


Myśl szalona

A Stambuł?
Stambuł to nie miasto, a sąsiedztwa i dzielnice. Zlepek miast, miasteczek, wsi.
Aż ciśnie się na klawiaturę (i sugeruje, że jestem wspomnianym przed chwilą szaleńcem): odrealnione, egzotyczne, eklektyczne, a jednocześnie podejrzanie znajome i oswojone – Miasto miast.
I tym optymistycznym (sugerującym zmiany) akcentem zakończę, zanim przyjdzie mi do głowy myśl jeszcze bardziej szalona.

(nie uda mi się przemilczeć pogody. UWAGA: cały czerwiec leje, wieje, a ja chodzę w zimowym płaszczu, bo inaczej marznę. I nie – uprzedzam ataki, podejrzenia, powątpiewania sceptyków – NIE PRZESADZAM:)

1 komentarz:

Ingalill pisze...

No wreszcie nowy wpis! Juz myślałam, że blog został za-hibernowany na czas nieokreślony! tymczasem w końcu zaczęłam sama pisać swojego bloga, do którego Cię zapraszam! Link: http://wkrajuktorynieistnieje.blogspot.com/