piątek, 28 maja 2010

Kader, czyli przeznaczenie

Turecki fatalizm oswojony

Turcy wydaja sie byc cudownie pogodzeni z losem.

Szalony kierowca dolmusza pedzi na oslep, ignorujac wszelkie zasady ruchu drogowego. Sadystycznie trabi na sploszonych przechodniow, obijajac lusterka mijanych z predkoscia swiatla samochodow. Hamuje z impetem, za nic majac zdrowie i zycie wiezionych jak wor kartofli pasazerow.
Pamietajmy jednak, ze wszystko to odbywa sie pod czujnym okiem Allaha: na kazdym dolmuszu widnieje przeciez magiczne zaklecie ‘Allah korusun’ (niech Allah chroni), gwarantujace bezpieczne dotarcie do celu, czyli przystanku, a nastepnie terytorium zajezdni autobusowej...
Niezapiete pasy pasazerow samochodu osobowego to normalka, dziecko posadzone na przednim siedzeniu – widok wcale nie rzadki. Dumny tata od malego uczy pocieche jazdy bez trzymanki.
Wypadek? Widocznie taka byla wola Najwyzszego...


Turecki stan zawieszenia

Tureckie uwielbienie terazniejszosci, tego, co tu i teraz, wynika byc moze w czesci z poddania sie temu, co nieuniknione. Logiczna opcja to nie martwic sie na zapas i nie przejmowac proba ogarniecia i tak nie dajacej sie w pelni zrozumiec, a tymbardziej kontrolowac, rzeczywistosci.
Turcy sa przez to w ciaglym procesie.
Zaczynamy, ale nie konczymy.
Przesiadujemy i przegadujemy.
Odwlekamy w nieskonczonosc teoretycznie tylko upragniony finisz, o ktorym tak pieknie opowiadamy.
Nauczymy sie angielskiego. Kiedy? Kiedys. Snujemy wizje studiow, lepszej pracy, dobr materialnych, ktore sa na wyciagniecie reki... a jednak stale nie mozemy po nie siegnac. Nie mozemy albo nie chcemy. Do tego potrzeba stanowczosci i determinacji. Syntezy, a nie nie konczacej sie analizy.
Tkwimy wiec zadowoleni w stanie permanentnego zawieszenia.
Po prostu – Kader, czyli wiara w przeznaczenie.

środa, 19 maja 2010

W oparach tureckiego absurdu




Zdarzył się dziś w Republice cud.

Z okazji obchodów święta „młodzieży, sportu i upamiętnienia Atatürka”* w studio jednego z porannych programów telewizyjnych pojawił się… sam Atatürk.

Seda Sayan, obecna na wizji od lat, prowadzi skierowany głównie do tureckich gospodyń domowych program na kanale Show TV. Dziś najwyraźniej postanowiła zaszaleć. Na fotelu jako jeden z gości zasiadł sam Mustafa Kemal… w postaci figury woskowej (do obejrzenia, tylko dla odważnych: TUTAJ).

Obserwującym show cudzoziemcom zaistniała sytuacja mogłaby wydawać się na swój sposób zabawna lub zwyczajnie idiotyczna. Większość nie obeznanych w tureckich realiach uznałaby pewnie program Sayan za jakiś ironiczny manifest, prześmiewcze show.

Najsmutniejsze jest to, że Sayan, zapraszając do studia „mumię” Atatürka, Ojca Narodu, bohatera Republiki, którego nie wypada nigdy i pod żadnym pozorem krytykować, nie zamierzała z nikogo szydzić...
Nie chciała igrać z widownią ani wyśmiewać tureckiego bezgranicznego uwielbienia Wodza.
Nie planowała żadnego happeningu.

Sayan zupełnie niezamierzenie przekroczyła granicę dobrego smaku i wykazała się zaskakującą głupotą, zyskując szerokie grono zagorzałych przeciwników. Powszechne uwielbienie Atatürka to bowiem nie tyle kult jednostki, co istoty ponadludzkiej. Jego portrety wiszą w Turcji wszędzie, pomniki stoją na większości miejskich placów, a twarz widnieje na wszystkich banknotach. Dorośli stawiają na biurkach kalendarze z podobiznami Wodza na każdy miesiąc, dzieci przygotowują plakaty i dekoracje z wizerunkiem Mustafy z okazji każdego święta narodowego. Nawet najbardziej zatwardziali zwolennicy kemalizmu i gorący wielbiciele Atatürka klną i złorzeczą Sayan, która wykopała sobie porządny dół. Zamiast wyrazów najwyższego uznania i szacunku wobec Wodza (czy takie było założenie jej programu? aż trudno uwierzyć…) – totalna groteska…

Chyba lepiej się śmiać niż płakać?



* Atatürk'ü Anma, Gençlik ve Spor Bayramı obchodzony jest w rocznicę lądowania Mustafy Kemala w Samsunie 19 maja 1919 roku