wtorek, 2 lutego 2010

Był sobie Były, czyli o tureckich EX-ach



Pokuszę się dziś o kolejną generalizację (a kusi mnie ona bardzo, i to od jakiegoś już czasu). Mam nadzieję, że nie posypią się na mnie gromy z jasnego nieba, i że nikt nie poczuje się specjalnie urażony (a przynajmniej nie bardziej niż zwykle…).

Generalizacja dzisiejsza dotyczyć będzie koncepcji tureckiego Byłego/ tureckiej Byłej. Mniej z doświadczeń własnych, a bardziej z relacji znajomych oraz z historii zasłyszanych i przeczytanych, wyłania się bowiem obraz Turków i Turczynek jako osób swoiście sentymentalnych.
Sentymentalnych uczuciowo, rzecz jasna.
Sentymentalnych związkowo, po prostu.
Sentymentalnych bardziej, a przede wszystkim – trochę jednak inaczej…


C’est la vie…

Rozpada się związek. Z winy jednej ze stron, z winy niczyjej, z powodów błahych lub poważnych, z przeterminowania lub bez wyraźnej przyczyny. Zwyczajnie – kończy się, takie życie. In an ideal world obie strony powinny dać sobie spokój, odpocząć, odetchnąć, przetrawić, przemyśleć, albo… zwyczajnie odpuścić i poszukać kogoś nowego. A najlepiej skupić się na karierze i poczekać aż książę/księżniczka z bajki sam/a się przyplącze.
W naszym brutalnym, realnym świecie, nie tak łatwo jednak o książęta i księżniczki, a nawet o choćby ich namiastki. Tak to już niestety bywa, że w przypadku relacji damsko-męskich sprawy lubią się komplikować. Szczególnie, gdy dotyczą one związków tureckich. O związkach mieszanych nawet nie wspominając.


Widmo EX-a krąży nad Anatolią

Znajoma Turczynka sprawdzała jak zahipnotyzowana telefon i pocztę swojego chłopaka. Z braku zaufania do ukochanego? Bynajmniej. Z braku zaufania do Byłej!
Związek z Byłą rozpadł się dobry rok temu, ta jednak pojawiała się co jakiś czas w życiu chłopaka – materialnie lub duchowo. A to na spotkaniu absolwentów uczelni (studiowali na tym samym kierunku), a to na fejsbuku (świeżo otagowana na bardzo przeterminowanym i bardzo niestosownym zdjęciu z chłopakiem mojej koleżanki, kiedy był wówczas jeszcze boyfriendem Byłej), a to w rozmowach w gronie wspólnych znajomych. Czasami nawet esemesowo (w końcu życzenia urodzinowe lub bajramowe złożyć wypada, prawda? Turecka uprzejmość zobowiązuje…). Od święta również telefonicznie. Koleżanka obsesyjnie wyczuwała, kiedy Była napisze, kiedy zadzwoni. Suma summarum, związek znajomej rozpadł się przez Byłą właśnie, w co wnikać nie zamierzam, bo nie jest moim celem promowanie zachowań paranoidalnych. Chciałabym tylko podkreślić, jak ważnym elementem w tureckiej kulturze jest postać EX-a. Choćby tego najbardziej nieznośnego.
A może właśnie tego nieznośnego szczególnie…


Jak pies ogrodnika

Rozmawiałam niedawno ze znajomą Holenderką na temat Byłej jej tureckiego chłopaka. Dziewczyna jak nieproszona zjawa pojawia się i znika. W regularnych odstępach czasowych pisze, dzwoni, nagabuje. Krótko mówiąc: systematycznie, z uporem maniaka o sobie przypomina. Znajomą śmieszy zaistniała sytuacja, choć fakt, że jej chłopak rozstał się z Byłą ponad dwa lata temu… trochę przeraża.
Jak turecki boyfriend koleżanki podsumował obsesyjne zagrywki Byłej? Trzeźwo i z przymrużeniem oka. „Moja droga, doskonale wiesz, że ona wcale nie chce do mnie wrócić. Nie układało nam się, a jej wcale nie zależy na tym, aby mnie odzyskać. Ona po prostu chce poczuć, że nadal jest dla mnie ważna – aby podłechtać swoje ego. Poza tym, chce cię rozzłościć. Tak, zdecydowanie, najbardziej zależy jej na tym, abyś dostała szału, zmęczyła się sytuacją, i najlepiej mnie rzuciła. Nie daj jej więc powodu do satysfakcji”.


Fatalizm, trudna miłość, przeznaczenie…

Swoisty fatalizm uczuciowy można zaobserwować w wielu tureckich produkcjach, wliczając w to zarówno kino ambitne, filmy lżejsze, jak i pełne dramaturgii miłosne historie z tureckich telenoweli (bardzo zresztą popularnych i produkowanych na masową wręcz skalę).
On, ona, i ten trzeci. Ona, on, i jego była. Silna wiara w moc uczucia zakazanego, miłości niespełnionej, często tej najwspanialszej i najwznioślejszej, czyli… od pierwszego wejrzenia.
Filmem nawiązującym do tego swoistego fatalizmu, a do tego wartym obejrzenia, jest KADER (tur.: przeznaczenie) (2006, reżyseria: Zeki Demirkubuz). Historia miłości obsesyjnej, niesamowitego zdeterminowania i sadomasochistycznego cierpienia, czy wręcz obłąkania. Mężczyzna podąża za wybraną kobietą jak ćma leci za światłem. Traci fortunę, zapomina o rodzinie, stacza się, upadla. A wszystko to w imię miłości przez wielkie M. Takiej, której nie może mu dać wybrana przez rodzinę, kochająca żona. Miłości ekstremalnej.
Kiedy więc podcina sobie żyły DLA ukochanej, jest tak naprawdę szczęśliwy. Bo, jak powie wybrance, przeznaczeniu uciec przecież nie można...


Na temat PRZEZNACZENIA więcej przy innej okazji.


PS. powyższy opis filmu nie zdradza wcale całej fabuły – polecam obejrzeć KADER w senny, huzunowy wieczór – zimowa aura sprzyja!

4 komentarze:

cebulka44 pisze...

Święta racja...
Ostatnio zauważyłam, a nawet doświadczyłam jak bardzo Turczynki są zazdrosne [i nieufne!]. Po dodaniu do znajomych kolegi na facebooku jego żona zrobiła mu taką awanturę w domu, że lepiej nie pytać... a to tylko przecież błahostka, ale jak widać nie dla wszystkich.
Pozdrowienia znad morza ;)
Niestety cholernie zimnego! ;[

Anonimowy pisze...

Agata, felietony sa wspaniale! musze przyznac, ze niektore sa idealnym odzwierciedleniem moich odczuc/wrazen. czyli, nie jestem sama - mile :)
pozdrawiam goraco i z niecierpliwoscia czekam na ksiazke.
Monika

Filip pisze...

dziś jest huzunowy dzień wiec zabieram się do ściągania :)

Anonimowy pisze...

Zgadza się co do EX-ów, zgadza, yła mojego chłopaka pisała do niego dwa lata po rozstaniu, chciała do niego wrócić, a co ciekawsze, dalej chce. Pisała do niego namiętnie smsy z Turcji do Polski. Wkońcu po jego naleganiu przestała (także i mi się to nie podobało, to wariatka). Mimo tego oświadczyła przyjacielowi mojeju chłopaka żeby mu przekazał, że ona z nim stanie na ślubnym kobiercu chodźby skały srały i się dwie niedziele do kupy zeszły. Ale ja jej te plany zepsuję, bo zrobię to pierwsza, co ona planuje :)