wtorek, 12 stycznia 2010

Wszyscy tacy sami, planowo zwariowani…


(…że zacytuję jeden z ulubionych zespołów dziecięcych lat, szacowne Farben Lehre…)





Człowiek zalicza się podobno do zwierząt stadnych. Jako jednostka aspołeczna miewam co do tego wątpliwości. Po kilkuletnim pobycie w Turcji nawet ja przyznaję jednak, że… nie ma to jak wejść między wrony i krakać, tak jak one!



Indywidualizm vs Kolektywizm

Stosując wyświechtany schemat, możemy umieścić Turcję oraz państwa europejskie na dwóch przeciwległych biegunach (im bardziej na północny-zachód od Turcji, tym mniej podobieństw, ma się rozumieć…).
Chłodny Szwed
W dużym uproszczeniu: mieszkaniec Skandynawii bardziej ceni sobie wolność osobistą (nie podaje dziewczynie haseł do swojego konta na Facebook’u lub MSN, nie pozwala jej też dzwonić do siebie co kwadrans i wypytywać: „A co TERAZ robisz, canım benim?”), prawo do własnych sądów i przekonań (nie pozwala rodzinie robić mu prania mózgu) oraz swobodę ich wyrażania (jeśli mamie nie spodoba się jego nowa dziewczyna, zamiast potulnie przytaknąć, tupnie stanowczo nogą i powie, co o maminych komentarzach myśli).
Jeśli jednak wpadnie w tarapaty, znajomi (nieliczni zresztą; w końcu, zajęty karierą i pielęgnowaniem swojego indywidualizmu, nie ma czasu na przyjaźnie) nie pospieszą mu tak chętnie z pomocą (a radź sobie człowieku sam, każdy kowalem swojego losu przecież!). Rodzina nie wesprze, mama nie otoczy opieką – toksyczne rodzinne relacje łatwo zerwał, pępowina już dawno przecięta, spod klosza udało się, ku radości i z przyklaskiem familii, uciec.
Siądzie więc taki Skandynaw samotnie w pokoju, z Finlandią pod pachą. Dobrze, jeśli nie zaczną mu po głowie krążyć myśli samobójcze (wszyscy słyszeliśmy przecież o wskaźnikach samobójstw w krajach skandynawskich, z Finlandią na czele).
Przynajmniej państwo czuje się jeszcze w obowiązku wesprzeć naszego biednego (dajmy na to) Szweda socjalnie…
Wylewny Turek
Turek z kolei czuje się może nieco emocjonalnie i fizycznie osaczony (dziewczyna nie tylko śledzi każdy jego ruch na Facebook’u, sprawdza sms-y, pilnuje poczty przychodzącej i wychodzącej, ale właściwie wchodzi już zupełnie na głowę, zmuszając – o zgrozo! – do wspólnych zakupów w outlecie sieci odzieżowej Mango*), zbyt mocno skrępowany więzami z rodziną (o szorowaniu pleców tureckim żołnierzom przez ich mamy pisała w komentarzu do jednego z poprzednich postów koleżanka) lub przyduszony od nadmiaru okazywanych mu uczuć i zainteresowania (gdzie nie spojrzy, nowa wiadomość, czaty wariują, telefon bez przerwy drynda; gdzie się nie odwróci, znajomy znajomego na każdym rogu, za każdym zakrętem – a weź tu schowaj się albo zignoruj – społeczna banicja gwarantowana!).
Jeśli jednak trafi mu się gorszy dzień (a ostatnimi czasy trafia się często – podrożało w Turcji niemal wszystko, z papierosami na czele), smutek znów zagości w sercu (przypomni się była dziewczyna, która zostawiła naście lat temu, przygnębi odcinek depresyjnej – jakżeby inaczej – tureckiej opery mydlanej) – przyjaciele nie zostawią w potrzebie! Wyciągną na çay, rakı, wspólne oglądanie rzewnej telenoweli, siedzenie, gadanie, plotkowanie, tańce, śpiewy i inne hulanki…
A turecka mama jak nikt inny pocieszy i doradzi.



Unifikacja – Standaryzacja – Manipulacja

Wiemy już, jakie korzyści płyną z bycia członkiem społeczeństwa, w którym (nieco) wyżej ceni się zbiorowość niż jednostkę.
Jakie mogą być natomiast (potencjalne) zagrożenia wynikające z życia „w stadzie”?

W Turcji bardziej niż w Polsce ceni się (użyjmy w tym miejscu eufemizmu) jednomyślność. Za poglądy odbiegające (bardziej niż jest to dopuszczalne) od tak zwanej normy, można, jeśli nie oberwać, to przynajmniej zostać wyśmianym lub zignorowanym (z wariatami się przecież nie dyskutuje).
Turcy to naród dumny, patriotyzm to słowo wytrych. Istnieje szereg tematów, o których się po prostu nie dyskutuje (a raczej dyskutuje w stopniu ograniczonym), przydzielona przez społeczeństwo „pula” możliwych do posiadania na te dane tematy opinii, pewnego rodzaju kalki i gotowce. Coś w rodzaju: „turecka kuchnia jest najlepsza, a XY Wielkim Poetą był”. W tematy polityczno-religijno-wojskowe nie mam zamiaru się tutaj wgłębiać (a chciałabym, chciała...).
Jednostką zunifikowaną łatwiej się oczywiście manipuluje i z radością się ją kontroluje...

Ponieważ kontrola społeczna jest w Turcji znacząca, zachowania, które w nastawionych na jednostkę społeczeństwach mieściłyby się „w granicach przyzwoitości i rozsądku”, w Turcji mogą już być uznane za dewiację.



Krótka opowieść o tym, jak trzy zagraniczne dziewczęta chciały się popisać przed kolegami z Kayseri, a zasiały tylko zgorszenie – ku przestrodze!

Taką niewinną dewiacją było przygotowanie przeze mnie i moje koleżanki potrawy sigara böreği** w wersji słodkiej, z miodem jako nadzieniem. Przystaweczka wyszła z tego przepyszna, choć tureccy koledzy nie zachwycali się wcale, a wcale. Konsumpcja odbyła się prawie ze łzami w oczach, a z gardeł wyrywało się powtarzane w kółko pytanie „dlaczego… ale dlaczego?”. Dobrze, że przezornie (zapewne po wcześniejszym szkoleniu dla wolontariuszy na temat różnic kulturowych) upichciłyśmy też sigarety w wersji standard, z nadzieniem serowo-pietruszkowym.
A może koledzy płakali, bo kiepskie z nas po prostu kucharki?

Jedno jest pewne – błędu dewiacji, także tej kulinarnej, starałyśmy się już potem nie popełniać.
Inaczej sprawy się mają w Stambule – wszak wszyscy tureccy „dewianci” ukrywają się (jeśli nie uciekli wcześniej poza granice kraju) właśnie tutaj.
Kolorowy i tolerancyjny nasz Stambuł zachęca wręcz do zachowań anormalnych!

O tym jednak kiedy indziej.



PS. podziękowania dla tureckiego kolektywu inżynierów-naprawiaczy pralek i innych urządzeń, sprzętów oraz mechanizmów, których humanistyczny mój umysł pojąć jak nie mógł, tak nie może;)
PS 2. na zdjęciu meczet w Kayseri



* outlet sieci odzieżowej Mango – ukochane przez Turczynki miejsce zakupów (i moje, i moje!); zakupy w outlecie sieci odzieżowej Mango – ulubione zajęcie części Turczynek w czasie wolnym; zakupy w outlecie sieci odzieżowej Mango w towarzystwie boyfrienda, który stęka, poci się i mdleje, w tym samym czasie doradzając i zachwalając – ulubiona sadystyczna rozrywka niektórych Turczynek, sprawdzian zaangażowania tureckiego mężczyzny w związek partnerski.
** sigara böreği – przystawka podawana na ciepło, składająca się ze zwiniętego w rulonik ciasta yufka oraz nadzienia serowo-pietruszkowego, pod żadnym (!!!) pozorem nie może być to nadzienie słodkie lub jeszcze bardziej szalone, dziwaczne i zwariowane (na przykład… słodko-kwaśne?!).

5 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Taaa, tacy sami a sciana miedzy nami :)
A boyfriend w mango musi jeszcze co chwila powtarzac "çok seksi"... niezaleznie od wygladu girlfriend :)
ola

Anonimowy pisze...

a czekałam na notkę o tych tureckich szyfrach ;)
co do tematu. taka unifikacja jest bardzo bezpieczna, a z moich obserwacji wynika, że Turcy jak ognia boją się problemów czy rozmów o rzeczach trudnych. tak jak Amerykanie pytają ciebie 'how r u' i w domyśle oczekują pozytywnej odpowiedzi. z pewnością nie są specjalistami od rozwiązywania problemów...

skylar pisze...

fajny temat, mam mnóstwo obserwacji różnych w tej kwestii...
TR boją sie tematów trudnych, ale na szczęście niektórych można tego nauczyć... zdziwieni są, ale potem bardzo się relaksują, jak wreszcie odpuszczą ten konformizm. od razu tak się fajnie rozmawia przecież ;)


ps. mnie jakoś Mango nie kręci, zastanawiam się dlaczego - może za dużo Turczynek właśnie...

ps.2 Agatko jak zwykle świetna notka :)

Anonimowy pisze...

sorry,ale wydaje mi sie, ze twoje widzenie stambulskiego spoleczenstwa przez pryzmat tureckiego chlopca i tureckiej dziewczyny jest troche powierzchowne, tzn jakby kazdy byl takim chodzacym szablonem zachowujacym sie tak i tak a nigdy nie inaczej. Przeciez tak samo generalizowac mozna o kazdej nacji, ale nie znaczy ze jest to prawda. Poza tym, te ciagle frazesy o Turczynkach i tureckich mamach......come on...to jak czytanie forum polonia w turcji (tylko brak porodow).Mieszkam tu juz dosc dlugi czas, spotykam roznych ludzi i moje obserwacje sa dosc inne. Widze tutaj ludzi roznie myslacych, ciekawych nie tylko wedrujacych do mamy na obiadki ı do mango. poza tym Istambul jest b. wielokulturowy. Sa tutaj Zydzi, Armenczycy, Grecy, Romowie. I to oni i praca tworza specyficzny flavour tego miasta. Nie tylko tureckie pary i ich tesciowe. Szkoda, ze jeszcze nie doswiadczylas takiego Istambulu
czego zycze

mor cadı pisze...

drogi Anonimie:)

doswiadczylam i nadal doswiadczam. gdyby bylo inaczej, juz dawno bym stad zwiala (albo powiesila sie na najblizszym stambulskim drzewie;)

zywie szczera nadzieje, ze z moich wczesniejszych postow wynika, jakimi uczuciami darze turcje, turkow, turczynki, a stambul w szczegolnosci. o tesciowych, "off ya" tureckich dziewczynkach i innych tematach soap operowych i obyczajowych napisalam ostatnio kilka postow - fakt, stereotypizujacych ostro, z duza doza ironii, ale mimo wszystko (co chyba widac, a przynajmniej mialo tak byc w zalozeniu) zdecydowanie z przymruzeniem oka.. mysle, ze osoby czytajace bloga od poczatku znaja tez wczesniejsze (bardzo zroznicowane) wpisy o tematyce wszelakiej (takze o tym, jak stambul jest wielokulturowy, o czym sama wspomnialas..). przykro mi, ze porownalas moj wpis do 'tematow porodowych' na polonijnym forum (tez za nimi nie przepadam, mowiac delikatnie;) - konstruktywna krytyka cenną jest;)

faktycznie pojechalam ostatnio ostro po turkach, turczynkach (taki juz mam charakter, poza tym socjologiczne zboczenie zawodowe - sklonnosc do uogolniania) - po prostu wczesniej o tym nie pisalam i tak sie uzbieralo..

swoja droga, mysle, ze moi tureccy znajomi sa rownie (a moze bardziej) sarkastyczni odnosnie pewnych cech tureckiego spoleczenstwa..

tak czy inaczej - koncze, bo ile mozna:)
chetnie sie spotkam na kawe i rozmowe na temat:)

pozdrawiam