poniedziałek, 4 stycznia 2010

O Rozpuszczonym Tureckim Chłopcu



(ze specjalną dedykacją dla Marzeny)



Wstęp

Odcięta od świata, czyli mojego Kochanego Internetu, korzystam ostatnio z gościnności różnych kafejek na Modzie. Podczas mojego sieciowego odwyku spędziłam jedno popołudnie w prawdziwej dekoratorskiej perełce: imitujące czerwoną skórę siedzenia, szpitalno-różowe ściany i à la kryształowe, podświetlone na fioletowo żyrandole; całości dopełnia pasująca do wystroju muzyka. Serwują tam bezsmakową nescafé ze śmietanką z proszku jako jedyną kawę (poza turecką, której akurat nie chciałam, bo w ceną wliczone było wróżenie, a ja wtedy i bez tłumacza, i bez specjalnych chęci…).

Siedzę więc w tej bezowej kawiarni, ugniatam łyżeczką stwardniałą śmietankę i z determinacją wpisuję podane mi przez obsługę hasło. Bezskutecznie – Internetu jak nie było, tak nie ma (jak dowiedziałam się wychodząc, „taaak, czasem nie działa…”).
Towarzystwa dotrzymuje mi czteroletni (na moje wprawne oko) chłopiec, który kręci się wokół stolika, wychyla spod krzesła, zagląda zza rogu. Krótko mówiąc – oczekuje uwagi. Nie odpowiada jednak na grzecznościowe pytania w stylu „jak masz na imię? ile masz lat?”, daję więc sobie spokój tak z uwagą, jak i z konwersacją i wracam do walki o Internet (za który w końcu zapłaciłam w postaci mętnego płynu z coraz bardziej podatną na dźganie śmietanką).
Dopiero gdy chłopiec zaczyna bawić się moją torebką (ostateczna próba zwrócenia na siebie uwagi, dość ryzykowna zresztą), mierzę go lodowatym spojrzeniem, jakiego nie powstydziłby się surowy turecki hodża, czyli nauczyciel (wprawa jeszcze jest, z tym jak z jazdą na rowerze widocznie). Chłopiec trochę się jeszcze kręci wokół zielonego stolika i czerwonej sofy, torebkę i inne dobra osobiste należące do mnie omija jednak szerokim łukiem.

Kawiarniany chłopiec nie tylko nie wyraża chęci kontaktu werbalnego, jest dodatkowo przyssany do butelki (w tym wieku?) i konsekwentnie ignoruje wszelkie uwagi ze strony matki, która łudzi się jeszcze, że kiedy wystęka skwaszonym głosem „synku, nie biegaj” (piłując w tym czasie paznokcie i plotkując z koleżanką), to synek biegać przestanie.
Otóż nie przestanie.

***

Ponieważ postanowiłam być w tym roku nieco bardziej złośliwa niż zwykle (próba niezbędnej adaptacji, ostatnie tureckie stracie, tonąca cudzoziemka brzytwy się chwyta, etc.), będzie dziś kolejny wredny post. Tym razem o Rozpuszczonym Tureckim Chłopcu.
Nie chciałabym uchodzić za cudzoziemkę dręczącą wyłącznie Turczynki, tak więc dziś oberwie się tylko Turkom.
Potem obiecuję zamieszczać już tylko ładne zdjęcia, komentarze odnośnie wydarzeń kulturalnych, porady podróżnicze oraz inne ogłoszenia parafialne.

Tymczasem wróćmy do Rozpuszczonego Tureckiego Chłopca.
Natchnęła mnie Perihan Mağden i jej urokliwy esej „Mężczyzna pływający motylkiem” (w oryginale: „Kelebek yüzen erkekler”), który ukazał się w listopadowym BLUSZCZU. Polecam gorąco.



Rozwinięcie

Turecki Chłopiec oraz Turecka Dziewczynka dorastają w atmosferze bezkarności i swawoli, wychowywani – nie bójmy się tego słowa – co najmniej bezstresowo. Tarmoszeni przez ciocie, kuzynki, babcie i sąsiadki za policzki (oznaka sympatii wobec dziecka, w wersji soft lub nieco sadystycznej), karmieni tureckimi potrawami pichconymi z zapałem przez mamy i babcie (które, szczęśliwie lub nie, pracować często nie muszą). Rozpieszczani przez nauczycieli (ale tylko w szkołach prywatnych – tam zdecydowanie rządzi młodzież!). Pilnuje się tych dzieci, strzeże jak oczek w głowie, nie pozwala pić letnich nawet napojów (uwaga na przeziębienie!), chroni przed przeciągami czy najlżejszym podmuchem wiatru (przeziębienie!), wozi zawsze i wszędzie (Pan Szofer dostarczy pod drzwi prywatnej podstawówki i dowiezie z powrotem do domu) – podczas spaceru można się przecież przeziębić! Szkolna pielęgniarka opatrzy każde skaleczenie i podejrzaną kropeczkę na palcu, pani dyrektor skarci wredną nauczycielkę, która śmiała próbować prowadzić lekcję lub postawić czwórkę za fatalną klasówkę.
Słowem: MA-SA-KRAAA.

Gdy Turecki Chłopiec i Turecka Dziewczynka zaczynają dojrzewać, sprawy nieco się komplikują. Obie strony muszą nauczyć się swoich ról społecznych. I tak, jak nietrudno się domyślić, Turecki Chłopiec ma być silny, a Turecka Dziewczynka – ładna (miła to nawet nie musi… chyba że dla Tureckich Chłopców i ich Tureckich Mam, i tylko w specyficznych sytuacjach).
Jak określiła to moja polska koleżanka (lepiej bym tego nie ujęła): Turecki Mężczyzna jest aktywny – WYBIERA; Turecka kobieta jest pasywna – PREZENTUJE SIĘ (w domyśle – Tureckiemu Mężczyźnie). Niby żadne to odkrycie, i nie dotyczy tylko Turcji, ale… na jaką skalę jest to prezentacja!


Życie „na wybiegu” – o Tureckiej Kobiecie

Turecka Kobieta wie, że czas nagli. Lustruje każdego poznanego mężczyznę, analizuje jego wady i zalety, podświadomie szuka w nim „przymiotów prawego męża”, sprawdza, jaki to z niego materiał na stały, dobrze rokujący (w podtekście: rokujący małżeństwem) związek. I nie chodzi tylko o pieniądze, władzę, przyzwoite stanowisko w przyzwoitej korporacji. Turecka Kobieta ma w życiu coraz bardziej pod górkę: ona nadal tylko się prezentuje. Mężczyzna wybiera, ale jest przy tym coraz bardziej wybredny. I coraz dłużej zwleka. Co prawda średnia wieku wchodzenia w związki małżeńskie to w przypadku Turków 26 lat (niecałe 23 lat dla kobiet) – statystyczny Turecki Mężczyzna nadal żeni się więc wcześnie. Jednak najbardziej pożądani kandydaci – wykształceni, zamożni, zaradni, po odbytej służbie wojskowej (tak!), nie spieszą się. Bo i nie mają do czego. Rodzina już tak bardzo nie naciska (zresztą, są to rodziny bardziej otwarte na świat i inne poglądy), do tego te cudzoziemki pchają się do Stambułu, Izmiru, Antalyi, jak szalone… A przed czterdziestką można ustatkować się z młodą turecką absolwentką nauczania początkowego. Rodzina tylko przyklaśnie (Mama w szczególności).
Turecką Kobietę rodzina będzie natomiast ku małżeństwu (raczej mocno) popychać. Znam tylko kilka Turczynek, które nie pytają koleżanek o plany zaręczyn i ślubów, które nie lustrują chłopaków znajomych, nie analizują wad i zalet potencjalnego kandydata na męża przyjaciółki. Te lustrujące i analizujące to wcale nie ogłupione, biedne dziewczęta, ale wykształcone, nieźle zarabiające Turczynki ze stambulskich rodzin. Niby wszystko gra, ale magiczne słowo MAŁŻEŃSTWO kołacze stale gdzieś w tyle głowy, do tego bardzo młodym dziewczynom. Młodym i chyba jednak niezbyt roztropnym (żeby nie powiedzieć: głupim), skoro snują wizję ŚLUBU (bo nawet nie wspólnego życia PO) z dopiero co poznanym chłopakiem, z którym od niedawna zaczęły się spotykać.
Jak (lubiana zresztą przeze mnie) koleżanka, która w taki oto sposób analizowała swój trzymiesięczny wówczas związek (cytuję): „ Jeśli X. pójdzie do wojska na pół roku, to w porządku… Ale jeśli wyślą go na rok, musimy ustalić, czy bierzemy potem ślub, bo jeśli się nie zdeklaruje, to ja w ciągu tych dwunastu miesięcy mogę znaleźć kogoś innego, zamiast tracić czas”. Dodam, że koleżanka nie skończyła jeszcze dwudziestu pięciu lat. Dodam też, że nie było w tym wywodzie krzty ironii, tylko czysta kalkulacja i pragmatyzm (oraz determinacja!).
Skrajny (i smutny) przykład pochodzi z Kayseri. Znajoma musiała po studiach wrócić do rodzinnego miasta (bo tak). Rodzina uznała, że nadszedł czas na małżeństwo (bo tak), pozwalając dziewczynie (cóż za wspaniałomyślność) wyjść za mąż za chłopaka, z którym była związana przez ponad dwa lata. Chłopak ten jednak żenić się nie chciał. Dopiero skończył studia i planował trochę „pożyć”, zwiedzać świat… Opowiadał mi przygnębiony, paląc papierosa za papierosem, że rodzina na pewno wyda jego ukochaną za kogoś innego, a on NIC na to nie może poradzić… Dwa, trzy miesiące później, miał już nową dziewczynę. Co stało się z poprzedniczką? Nie wiem, ale mam nadzieję, że historia o aranżowanym małżeństwie była lekko podkoloryzowana na potrzeby dramaturgii rozstania. Albo że rodzina dziewczyny ma dobry gust, i wydała ją za mniejszego kretyna niż jej były.


Żyć nie umierać, tylko przebierać – o Tureckim Chłopcu

Wiemy już, że Turecki Chłopiec wybiera, a raczej przebiera, że nie marzy o ustatkowaniu się za wszelką cenę, jak jego tureckie koleżanki (mało tego, po ustatkowaniu się PODOBNO zdradza – wynika tak z badań, jakich, nie pamiętam, dlatego pominę ten trudny temat, w który i tak nie chcę się w tej chwili zagłębiać, bo wystarczająco już namieszałam). Wiemy, że jego wybory, przynajmniej te dotyczące życia osobistego, są względnie akceptowane przez rodzinę – oczywiście pod warunkiem, że sam się utrzymuje – jest wtedy prawie panem własnego losu. Rodzinie nie zwierza się przecież ze wszystkich randek, związków i związeczków. Jest wolny, bo prowadzi po prostu żywot pracoholika i stawia na karierę – taka jest oficjalna i w miarę wiarygodna wersja. I tak już swoje przecierpiał – skończył studia, nauczył się jakoś angielskiego na poziomie elementary, poszedł do wojska, a teraz ciężko zarabia na chleb powszedni. Odczepcie się więc od Tureckiego Chłopca, z Tureckimi Kobietami też nie ma przecież łatwo!
Jeśli więc flirtuje z koleżanką, a potem z inną umawia się do kina (mówiąc swojej tureckiej dziewczynie, że ogląda w tym czasie mecz z kolegą), oznacza to tylko, że korzysta z możliwości, jakie dało mu życie. I że przyklaskuje mu przyzwalające na takie zachowania społeczeństwo. Możliwości, których nie ma (a raczej w teorii nie powinna mieć) Turecka Kobieta. Bo w praktyce, jak wiemy, bywa różnie…



Zakończenie

Wyjątkowo nie będę się na zakończenie tłumaczyć.
Ci, co mieli zrozumieć, zrozumieli.
Ci, którzy dopiero przyjechali do Turcji i zachwycają się nią aż dechu w piersi brak, i tak posądzą mnie o brak piątej klepki.

Następny post już naprawdę o wróżbach!

24 komentarze:

agata pisze...

bardzo lubie Cie czytac, tym bardziej, jak jestes taka zlosliwa :) prawda jest taka, ze sie zgadzam z wiekszoscia twoich obserwacji, szczegolnie na temat turczynek, ale sama nie mam odwagi tego upubliczniac, a zreszta wciaz staram sie zachowac poprawnosc polityczna i byc milym yabanci...
wiec wcale nie chce, zebys stepiala swoje pioro :)

agata pisze...

acha i ten artykul, o ktorym wspominasz, rozumiem, ze posiadasz? pozyczysz kiedys?

Marzena pisze...

Niech Cie usciskam Moje Dziecko (choc nie bardzo moge bom chora i ledwo stukam w klawisze) nie tylko za dedykacje, ale i za cala reszte :)

Tradycyjnie kilka chaotycznych mysli:
Sa chlopcy, ktorzy jednak zwierzaja sie mamusi ze wszytkich romansow (znam, znam), a mamusia przyklaskuje kazdej kolejnej przelecianej, bo znaczy to ze synus ma powodzenie, w swiecie nie zginie i rod szlachecki uda mu sie przedluzyc predzej czy pozniej :)

Poza tym znowu przyszla mi na mysl ta gleboko naukowa ksiazka polecona przez znajomego wloskiego antropologa, w ktorej madry i znany profesor (badz tez profesora) dowodzi, ze turecki chlopiec moze miec tylko jeden erotyczny zwiazek w zyciu (tak, tak, wlasnie ze swoja matka, po ktorej nikt juz nie bedzie tak synusia kochal jak ona sama!), a wszystkie pozostale "zwiazki" sa tylko w celu zaspokojenia potrzeb seksualnych i prokreacji.

Ja tam z naukowcami klocic sie nie bede. Skoro wydali ksiazke to chyba wiedza, co mowia :)

Joanka pisze...

Nic dodać nic ująć. Podpisuje sie pod wszystkim obiema rękami. i jeszcze nogi dorzuce...



Ja mam wrażenie, że własnie to rodzice w duzej meirze powodują, że potem ci Turcy są beznadziejnymi, zapatrzonymi w siebie facetami, którzy uważają, że wszystko im sie należy. Podac obiad, pozmywać, kapcie dać i najlepiej jeszcze na nogi założyć...
Bo przecież takiemu wszystko sie należy... kurde, ja nie wiem jak oni mogą tak egzystować, to po pierwsze, a po drugie jak te tureckie dziewczyny (i nie tylko neistety :/ ) moga sie na to godzić...

W zyciu staram sie nie ugolniac, ale w przypadku Turkow... coz Turcy to zupelnie inna sprawa - przynajmniej dla mnie. I oczywiscie zdarzaja sie wyjątki, ale pozostaja one wyjatkami niestety.

pozdrawiam serdecznie
J.

Joanka pisze...

Własnie i do artykulu - czy mozna to znależć gdzies on-line? :)

skylar pisze...

Oh, Agatko, to było genialne! Nie mogłam się oderwać! (To odnośnie formy).

A co to treści to... sama racja niestety. I teraz już rozumiem, dlaczego znajome Turczynki wciąż pytają się mnie o datę ślubu.
I zaczynam jeszcze dobitniej rozumieć, dlaczego niektórzy chłopcy wybierają jednak Yabanci.

Anonimowy pisze...

a ja zadam: marzence dania zakazu rozmawiania z naukowcami, bo mi wizje psuje, a od Ciebie zadam dopisania ostatniego zdania artykulu o perelkach, bo sie inaczej zalamie chyba...
ola

mor cadı pisze...

och, jaki odzew, kochane :)
dziękuję za komentarze!!

artykuł: mam, pożyczę, skseruję nawet;)
w necie nie mogłam znaleźć, bluszcz chyba archiwalnych nie udostępnia, chyba, że komuś chce się wgłębić w ich stronę..

Marzena: ja tej książki jeszcze nie przeczytałam, wyobraź sobie! ale mam linka od Ciebie w mailu..

Marzena pisze...

Olus,
niech lepiej o perelkach nic nie dopisywac, bo wtedy kazda panna bedzie myslala, ze ma tyle szczescia co Ty i ze znalazla perelke, a pozniej to wiadomo...tylko placz i zgrzytanie zebow :)

Joanka pisze...

temat mhy... dosc emocjonujący więc i komentarzy sporo :D

ja bym o skan prosila tego artykulu - jesli mozna na emiala - joannamech@gmail.com
byłabym wdzięczna. bardzo :D

co do ksiązki - to tez bym prosila - jak widać żadna wiedzy jestem, ale to moze dlatego, ze niedlugo pozegnam się z Turcja (ciekawe na jak dlugo...? :D) - i zostana mi tylko czytadła :D

mor cadı pisze...

skan załatwiony, ewentualnie kopia, bo może też się wybiorę do Ankary :)

Joanka pisze...

wpadaj ze Skylar, jeszcze póki jestem :D

Anonimowy pisze...

no dobrze, a ja mam trochę inne pytanie... również miałam okazję poznać kilka Turczynek, potwierdzam, z żadną zaprzyjaźnić bym się nie mogła. Zastanawia mnie tylko, skoro one są tak wredne i z pozoru(?) niedostępne, to jak funkcjonują one przy tureckich mężczyznach, którzy jak powszechnie wiadomo, do najwierniejszych nie należą? Z tego co słyszę (tu już mniejsza wiedza), Turczynki po prostu godzą się na takie traktowanie, wiedzą, że mają kochanki na boku, ale pozwalają na to, bo same by się nie utrzymały... Trochę kłóci mi się ta ich "kłotliwa, roszczeniowa" natura z tym jak zachowują się w domu... czy one nagle dla Turków stają się potulne jak baranek i bez słowa wszystko wybaczają?
Może któraś z was ma większą wiedzę na ten temat i chciałaby się podzielić?:)

Marzena pisze...

to moze ja, choc troche zlosliwie :)

Chodzi o to zeby MIEC MEZA. Jakikolwiek by on nie byl (oczywiscie najlepiej, zeby byl bogaty), samo posiadanie daje przewage nad kolezankami ktore mezow nie maja...Zdarzylo mi sie doswiadczyc bycia podrywana przez zonatego - uwaga! w obecnosci zony - ale ona sie tym specjalnie nie przejmowala, poniewaz maz byl JEJ i ostatecznie to ona "jest wygrana" bo ma nazwisko, obraczke i wesele, na ktorym byli wszysycy znajomi, z gory zakladajac, ze moim najwiekszym marzeniem, tak jak i jej, jest posiadanie meza i nieszczesliwie spedzam dnie cale na zazdroszczeniu tym kolezankom, ktore tych mezow maja.

Smutne, ale tu w zwiazkach sa inne priorytety. Wiekszosc niestety nie szuka PARTNERA na dobre i zle, ale jest w stanie wstapic w zwiazek malzenski z "byle kim" dla samego wstapienia.

I jeszcze dwa slowa o naturze roszczeniowej: te wszytkie fochy, w swietle cywilizowanych standardow, zawsze maja miejsce w sytucjach, w ktorych kazda inna nie-Turczynka, bedaca poza Turcja, a zachowujaca sie tak samo, uznana zostalaby za rozwydrzona kwoke lub zwykla chamke. Oczywiscie, ze jesli zachowanie meza takowej kwoki bedzie wskazywalo na potencjalny romans, to ona bedzie plakac, sapac, wzdychac i rozpaczac, po czym pojdzie obgadac to z kolezankami przy kawie, i na wzdychaniu niestety sie skonczy. Umilowanie dramatow kroluje, na co moga wskazywac scenariusze wiekszosci miejscowych seriali. O dramatch sie dyskutuje godzinami, ale problemu powodujacego dramat sie nie rozwiazuje, bo i po co!

-------------

Agata, moze przydalby sie teraz jakis post o hipokryzji vel nagminnym klamaniu? Latwiej byloby zrozumiec wtedy te poprzednie :))

Magda pisze...

...prawda, prawda i tylko prawda. jestem w TR niedługo, ale widzę jak trudno znaleźć jakąś normalną turecką koleżankę, która nie gada bez przerwy o ciuchach, sobie i głupotach. myślałam, że tak pechowo trafiam, ale widzę, że nie tylko ja mam takie spostrzeżenia. dla nich nie ma znaczenia czy facet ma żonę czy nie....gdzie tu jakakolwiek godność osobista?
świetny wpis :)

Anonimowy pisze...

haha. ja tylko dodam zaslyszana opowiesc o wynurzeniach tureckich mezczyzn w wojskowym baraku...otoz okazuje sie ze do rzadkosci nie naleza mamusie odwiedzajace swoich nawet 20sto (!) letnich synkow by umyc im plecy...mnie tylko ciarki po plecach przechodza!

Anonimowy pisze...

dzięki, mniej więcej trochę się rozjaśniło :) aczkolwiek dalej mnie zastanawia, kto naprawdę rządzi w tureckim związku - Turek, do którego jak wiadomo musi należeć ostatnie słowo i nie daj Boże się z nim spierać czy ta rozkapryszona Turczynka? Z tego co wiem Turcy nie wiążą się z Europejkami (a przynajmniej większość z nich - romanse owszem, ale nic więcej), bo są roszczeniowe i nie da się nimi rządzić. Skoro tak to jak żyją z owymi Turczynkami? Właśnie - mooocno wiąże mi się to z ich hipokryzją, ale zawsze myślałam, że jestem osamotniona w tym poglądzie.

mor cadı pisze...

roszczeniowe to są Turczynki, ale one doskonale wiedzą, jakie roszczenia mieć POWINNY, jakich roszczeń oczekuje (wręcz) turecki mężczyzna (który ma po części naturę masochistyczną, pewnie też naoglądał się za dużo lokalnych tasiemców;)

to ja będę kontynuować w kolejnym poście w takim razie, i podam kilka innych przykładów "z życia wziętych".
taki tasiemiec będzie;)

Anonimowy pisze...

o super! to czekamy :)

Anonimowy pisze...

Coz za wyrafinowany, pelen ironi i dowcipu jad saczy sie z tego piora (klawiatury)!!!!fantastyczne!!!!
i jak tu nie byc wdzieczna Turkiye za dostarczenie takich tematow!!!milabys to gdziekolwiek indziej?NIE!
Z jednym zgodzic sie nie moge...Tureccy mezczyzni -aktywni zdobywcy????LOL
Prezentujace sie na wybiegu tureckie kobiety sa od mezczyzn o wiele bardziej aktywne! Kosmetyczka, fryzjer, depilacja, zakupy, cwiczenie usmiechu i odgarnianai wlosow zalotnym gestem, opanowanie sztuki flirtowania i znajomosci fakltow o ulubionej druzynie pilkarskiej wybranka....zastawianie pulapek, zarzucanie sieci...
A mezczyzna, bierny widz tego spektaklu w koncu pokazuje palcem (tfu tfu zaplute zamazane) ta moja!
Nikty nie zdarzylo mi sie tutaj byc PODRYWANA. Jedyne czego doswiadczylam od tureckich mezczyzn cwiczacych sztuke uwodzenia to jakis polglosem wypowiedziany (do kolegow oczywiscie , a jakze) oblesny komplemencik pod moim adresem; karteczka z nagryzmolonym numerem telefonu, wymowne oblizanie warg, ewentualnie proba zlapania za tylek...W sposob tak infantylny, prostacki i oblesny nie podrywal mnie nikt, nigdy, nigdzie...
W takli sposon mozna sobie wybrac krowe na bayram a nie dziewczyne...
Agata

Marzena pisze...

"Kosmetyczka, fryzjer, depilacja, zakupy, cwiczenie usmiechu i odgarnianai wlosow zalotnym gestem, opanowanie sztuki flirtowania i znajomosci fakltow o ulubionej druzynie pilkarskiej wybranka....zastawianie pulapek, zarzucanie sieci..."

...i jak zwykle brakuje czasu na kapiel :P

mor cadı pisze...

"...i jak zwykle brakuje czasu na kapiel :P"

a o tym to ja Wam dziś opowiem, na forum nie będę się rozpisywać, oszczędzę ;))

agata-ortakoy pisze...

no nie opowiedzialas:(
skad sa te zdjecia?Twoje czy intenet?Rogaty chlopiec (a zreszta wiele innych tez) jest swietny.

mor cadı pisze...

moje wszystkie, ale rogaty chłopiec już stary, z 2007 chyba:) manekiny z tego lata.

no jak nie opowiedziałam, jak opowiedziałam, ale mogę jeszcze raz, może się gdzieś wtedy schowałaś. krótka to w sumie historia;)