niedziela, 23 sierpnia 2009

Te wredne Turczynki


„Koleżanko! Bo koleżanka to chyba do nas nie pasuje…”



Serdeczne podobno tylko na pokaz.
Infantylne i piskliwe.
Zakłamane materialistki.


Czyżby „Europejki” uwzięły się na Turczynki?


Bo są ładne, zadbane i starannie umalowane nawet o ósmej nad ranem (a makijaż to zaiste weselny)?
Bo chadzają na bardzo wysokich obcasach po zdradliwym bruku stambulskich uliczek (a uliczki te to istny tor przeszkód)?
Bo nie litują się nad mężczyznami, tylko wymagają (i wychodzi im to zwykle na dobre)?
Bo… nie lubią „Europejek”?


Ponieważ „Europejki” zabierają im najlepsze męskie okazy? (a, że jest ich mało, zostawiają wyżelowane, egocentryczne ochłapy, które nigdy nie nauczyły się obsługiwać lodówki, nie wspominając nawet o pralce automatycznej i bardziej skomplikowanych sprzętach jak odkurzacz)?
Ponieważ są „wolne”, co z grubsza znaczy: tata nie każe im wracać do domu o określonej porze, mogą spotykać się i mieszkać z kim chcą i gdzie chcą (bo niektóre Turczynki nie mogą, dopóki nie wyjdą za mąż? a wtedy wypadałoby mieszkać z mężem, i może niekoniecznie daleko od jego rodziny…)?
Ponieważ małżeństwo nie stanowi dla nich ucieczki „do wolności” (czy też ucieczki z jednej niewoli w drugą)?

Skąd takie makabryczne wnioski? Przeczytane, zasłuchane… wyimaginowane?

Jak powiedział kiedyś znajomy znajomej: „Jak myślisz, jakim cudem one mogą was lubić? Przecież one (w domyśle: Turczynki) nie znoszą nawet samych siebie (w domyśle: Turczynek). One… one walczą o tureckich mężczyzn!”.
Seksista? A i owszem.
Zastanówmy się jednak, co chciał nam poprzez swoją złotą myśl przekazać…


I wszystko jasne

Siostra seksisty, lat 28. Bezrobotna, niezamężna, bez chłopaka. Czas wolny spędza w domu. Podobno – ucząc się angielskiego.
Faktycznie – oglądając z niepracującą mamą seriale od świtu do zmierzchu.
Siostra zajmuje się mną jako gościem. Jest uprzejma i pomocna.
Pewnego wieczoru zapraszam ją na imprezę organizowaną przez znajomych w jednym z klubów na İstiklalu (miejsce przyzwoite, a noc jeszcze młoda – dla jasności…).
Koleżanka zastanawia się, co założy na imprezę. Musi jednak najpierw zapytać o zgodę taty...

Tata zgody nie wyraża. A raczej (perfidnie) pozwala jej iść tylko w towarzystwie brata.
Brat (jak łatwo przewidzieć) na imprezę wybrać się nie planuje.
Dziewczę ze smutkiem oznajmia mi, że iść nie może i zamyka się w pokoju.
Następnego dnia rozmawia ze mną niechętnie.
Kilka dni później, gdy proponuję kolejne wyjście, odburkuje tylko, że nie i że dziękuje.
Od tego czasu już ze mną nie rozmawia.

Morał?
Tak, tak, to tureccy mężczyźni skłócają ze sobą Turczynki z cudzoziemkami, by czerpać z owych waśni korzyści!




Zakryta vs Odkryta

To, co uderzyło mnie w Turcji już dawno, to niewypowiedziana niechęć pewnej grupy kobiet „odkrytych” do noszących chusty Turczynek.
Owszem, jest wiele „mieszanych” grup przyjaciół i nie należy generalizować.
Ta specyficzna niechęć odnosi się jednak do pewnego typu stylizujących się „na zachodnią modłę” Turczynek z zamożnych domów, Turczynek mających ambicje i warunki finansowe, by należeć do tureckiej sosyete.
W dobrym tonie jest farbować się na blond, nosić torebkę Louis Vuitton i pić kawę w Starbucksie na Bağdad Caddesi (spieszę wyjaśnić, że lubię niezdrową, kaloryczną i nie-kawową kawę ze Starbucksa i uwielbiam Bağdad Caddesi – mam na myśli pewien typ idealny Turczynki przestylizowanej i prze-europeizowanej).
Takiej Turczynce wypada iść na demonstracje w obronie „wartości Tureckiej Republiki”, by zamanifestować nie tyle poglądy polityczne, co niechęć do „tej drugiej Turcji”, Turcji „zachuszczonej”. Wypada fuknąć i prychnąć na widok „zachuszczonej” Turczynki, która znalazła się w „nieodpowiedniej” dla siebie dzielnicy.
Dzielnicy, w której nie jest mile widziana.


Eksperyment Ayşe Arman

Dziennikarka gazety Hürriyet wybrała się w towarzystwie znajomej na weekendowy spacer po różnych, bardzo odmiennych dzielnicach Stambułu. Wydarzenie niby zwykłe, tyle tylko, że obie panie, na co dzień tlenione i roznegliżowane blondynki, przywdziały na ten dzień stroje Turczynek „zakrytych”. Zmieniały styl w zależności od dzielnicy. I tak, w ekskluzywnym Nişantaşı wyglądały na zamożne, religijne muzułmanki, a w mniej dostojnych miejscach ubierały się bardziej sportowo. Zawsze jednak miały na głowie chusty.

Wnioski?
Znanej dziennikarki nie rozpoznał na ulicy znajomy, a pod jej domem – członek jej własnej rodziny!
Kobiet nie chciano wpuścić do znanej ekskluzywnej dyskoteki Reina (w której bawią się często tureckie gwiazdki i gwiazdeczki), wymigując się brakiem wolnych miejsc (dziennikarki celowo zrobiły wcześniej rezerwację). Udawały cudzoziemki, rozmawiały więc po angielsku i podsłuchiwały nerwowe szepty ochroniarzy („przecież nie możemy ich wpuścić… zlinczują je!”).


P.S. do eksperymentu

Dziennikarki wybrały się po tradycyjne stroje do dzielnicy Fatih. Miały na sobie krótkie, letnie sukienki i odkryte głowy... Chyba nie muszę dodawać, jakie zrobiły w tych kusych ubrankach wrażenie na mieszkańcach tej tradycyjnej dzielnicy? (ostatnie zdjęcie ARTYKUŁU)

Morał?
Tak, tak, tureckie kobiety kłócą się również między sobą, i to także wina tureckich mężczyzn!



ps. proszę wybaczyć, ale po notce poprawnej politycznie miałam ogromną ochotę na notkę poprawną inaczej… :)

7 komentarzy:

4emkaa pisze...

Boskie :)))))))))))) Normalnie jak zosbaczyłam zdjęcia z tego artykułu to umarłam, świetny wpis :) Bardzo dobrze, że o tym napisałaś :)

Marzena pisze...

Kusi mnie bardzo, zeby naniesc kilka poprawek do tekstu :)

Po bruku to Turczynki raczej nie chadzaja, o ile nie musza, ale zawsze chetnie wezma taksowke, nawet jesli cel znajduje sie 200 metrow dalej.

Wymaganie od mezczyzn raczej nie specjalnie wychodzi im na dobre, bo zazwyczaj konczy sie nagminnym zdradzaniem (i to po obu stronach). Zreszta jakbym byla tureckim mezem (ponosi mnie fantazja jak widac) to nie tylko taka turecka zone bym zdradzala (jesli nie starczyloby mi jaj, zeby sie z nia rozwiesc), ale chyba nawet wklepalabym takiej od czasu do czasu (co wcale nie znaczy, ze cokolwiek by sie zmienilo poza tym, ze jako maz mialabym przerabane u tejze zony brata).

A najlepsze z tutejszych kobiet wychodzi zawsze wtedy, kiedy jest w Mango wyprzedaz...

Magda, Cato and Melis pisze...

:))))))))
uwielbiam Ayse, kiedys mnie z nia pomylona na Taksimie:)))
Z tego co wiem artykul ten pisala tygodniami, ukazywal sie w felietonach kazdego dnia w H.
Mojemu mezowi bardzo sie on podobal:)
dzieki Agatko ze wyszukujesz takie fajne rzeczy:)

4emkaa pisze...

O kochana faktycznie przespałaś mojego pilota :)))) Zrobiony już w marcu tego roku. Licencja jest i legitka też. Co stoi na przeszkodzie zmianie pracy? Moje zobowiązania finansowe i studia. Jak skończę to się rzucę w wir pracy, pod warunkiem, że ktoś mnie zechce jeszcze:)

Anonimowy pisze...

Super ciekawe!!!
Śledze Twojego bloga równolegle z blogiem Sylar i jeszcze nie trafiłam na tak ciekawe "studium" na temat Turczynek, jak to. Jacy ONI są - powoli układam sobie obrazek, ale jakie ONE są - niesamowite i skompllikowane. To jest naprawde mieszanka wybuchowa, z która sami Turcy (zarówno ONI i ONE) chyba nie potrafią sobie poradzić. Świadczy o tym też powoływany przez Ciebie artykuł w H.(szkoda że nie znam tureckiego :-((. Pozdrawiam

zakochana w Turcji

mor cadı pisze...

dziękuję za komentarze :)))


ps. ja tylko a propos kwestii "wymaganie od mężczyzn a wychodzenie na tym na dobre" -
miałam na myśli sprawy finansowe (zaradność życiową u mężczyzn cenią, znaczy się.. hę ;)

Anonimowy pisze...

Dowalilas im Agatko ale zgadzam sie w zupelnosci.
Jak spytalam sie Sait'a ile zon planuje to powiedzial dwie, jedna do domu a druga na wyjscia...

Sama chcialabym cos takiego wprowadzic :-)))

buziak
kasia
www.australiana.pl