czwartek, 20 sierpnia 2009

Poprawność polityczna a sprawa turecka

… czyli jak pisać o Turcji, aby nikogo nie urazić.




Tytułem wstępu

Kilka dni temu ukazał się w Dużym Formacie krótki reportaż, a właściwie wywiad z mieszkającą w Turcji Polką („Nie widać mnie”).

Wzbudził trochę emocji, bo ukazuje Republikę w negatywnym świetle.
Właściwie skupia się na pewnym aspekcie pobytu w Turcji.
Na tym, jak ciężko jest przyzwyczajonej do wolności osobistej oraz swobód wszelakich europejskiej niewieście żyć w kraju gapiących się czarnookich mężczyzn.
Ba, w najlepszym wypadku gapiących.
Bo nie dość, że się gapią, to myślą, że blond dziewoja równa się prostytutce z Rosji.
I na przejściu granicznym robią takiej delikwentce problemy.
To tylko niewinny przykład.


Etyka dziennikarska (?)

Polka, z którą przeprowadzono wywiad, umieszcza na swoim blogu sprostowanie, w którym wyjaśnia, że część jej wypowiedzi została zmieniona, a kilka wręcz zmyślono.
Nie dostała tekstu do autoryzacji.
Nie taki miał być jego wydźwięk.
Żeby było weselej – autorka artykułu nie miała podobno wpływu na jego ostateczny kształt – materiał został przerobiony bez jej wiedzy.


A jaki z tego morał?

Nie jestem dziennikarką, nie mam zamiaru rozpisywać się na temat etyki dziennikarskiej (coś takiego jeszcze chyba istnieje?).
Zaciskam więc zęby i przemilczam.

Zastanawia mnie tylko, czego może dowiedzieć się o Turcji z polskiej prasy przeciętny obywatel? Przeciętny, czyli – jak zakładam – wiedzący na temat Turcji niewiele.

Czytałam ostatnio o nielegalnych imigrantach udających się przez Turcję do krajów Unii, o morderstwach honorowych (temat powtarzany jak mantra), o byłych prostytutkach kandydujących w wyborach parlamentarnych (to było dawno), o AKP z Erdoğanem w roli głównej (to bardzo dawno) – większość zresztą z Wyborczej, tego samego autora.
Większość dobra (nawet, jeśli można zarzucić niektórym sensacyjny styl).

„Nie widać mnie”, artykuł pisany z innej perspektywy (Turcja oczami Polki mieszkającej tu od lat), w dodatku o tak intrygującym tytule (a każda z nas, Konstantynopoli… oraz zamieszkałych w innych tureckich zakątkach, wie dokładnie, co znaczy „nieobecny wzrok”, okulary na nos i szybki marsz przed siebie – w niektórych okolicach wręcz obowiązkowy… i bynajmniej nie twierdzę, że należy tego typu tematy przemilczać), obiecywał wiele…
Pozostał niestety niedosyt. Wzmocniony dodatkowo przez fakt przeinaczenia wypowiedzi, cięć i przeróbek tekstu…
Bo czyż nie byłoby milej przeczytać dłuższą, a przede wszystkim rzetelną relację z pięciogodzinnego aż (!) nagrania?

Mam nadzieję, że to nie ostatni tego typu artykuł.
Mam też nadzieję, że nie przesadziłam z narzekaniem na polską prasę;)

ps. Koleżance-Dziennikarce dziękujemy za cynk na temat reportażu:)

4 komentarze:

Magda, Cato and Melis pisze...

nie przesadzilas kochana, wcale nie!
ja dostalam ten artykul od znajomych z PL, i co mam im odpisac, ze juz dawno przestalam sie denerwowac na takie artykuly, zwlaszcza z GW.

Podziwiam tylke Monike (mam nadzieje, ze sie nie obrazi, ze wale do niej na TY:))za odwage i dziwiwe sie,ze dala sie tak zrobic...Mieszka tutaj szesc lat, sama na pewno naczytala sie wiele tego typu artykulow, wiec dla mnie to co jest napisane jest napisane!

Anonimowy pisze...

Dziękuję za ten komentarz. Czytałam wszystkie materiały, które wymieniasz w notce. Wczoraj wspomniałam w komentarzu do notki Skylar (którą regularnie w blogu odwiedzam)o tym ostatnim reportażu w Duzym FOrmacie i o sprostowaniu zamieszczonym w blogu osoby, której ten reportaż dotyczy. Jestem "tylko" turystką ale chcę spojrzec na Turcję nieturystycznym okiem i szukam wszędzie informacji o niej. Od dawna przeczuwałam że obraz Turcji w naszej prasie jest pełny uprzedzeń, stereotypów, rasizmu(?), szowinizmu i poczucia "bycia lepszym". Pozwole sobie na złośliwość: może wynika to z rozgoryczenia autorek po spalonych tureckich romansach ;-)? Ciesze sie, że istnieja Wasze blogi - Skylar, Twój, Filipa, Mani, Magdy Cato and Melis i - niedwano odkrytej Niki

zakochana w Turcji

4emkaa pisze...

cóż wiadomo nie od dziś, że GW nie zawsze pisze rzetelnie...pokazując dwie strony tego samego medalu...Ja już przestałam się bulwersować bo i po co? ale denerwuje mnie to, że przeinaczono słowa tej dziewczyny, spróbuję poszukać tego artykułu i zapoznać się z nim...

Marzena pisze...

Wiadomo nie od dzis, ze w Wyborczej zwyczajnie nie lubia muzulmanow...

Dla scislosci: ja Wyborcza lubie i to bardzo, muzulmanow musze lubic (choc bez przesady), bo inaczej bym tu oszalala, ale odsylacz do artykulu ze strony glownej pod tytulem "Kobieta w Islamie" oraz fantazyjne i chyba przypadkowo wybrane zdjecia czadorow to jednak lekka przesada.

Szczerze mowiac te szczegoly wkurzyly mnie bardziej niz sam artykul, ktory wlasciwie nie wkurzyl mnie w ogole :)