niedziela, 23 listopada 2008

cztery strony Turcji

Odkurzone stare pliki z baaardzo starymi zdjęciami.
W ramach rozmyślań o tym, jak bardzo Turcja jest różnorodna.


Antalya. Nie jest źle


Baglama & Adana. Cóż to była za wieczór. Adana kebap w roli głównej


Rejs wzdłuż Cypru. Raj dla duszy. Wyzwanie dla żołądka


Miejsce Wodza. Mauzoleum Ataturka w Ankarze


Knajpa w Gaziantep, "Stambule Wschodu"


Sanli Urfa. Miasto natchnione...


... a w nim simitki...


...i Pan-Samowar


Wzgórze Nemrut o wschodzie słońca


Wioska niedaleko Adiyaman


Kahta


Kapadocja zimą najlepsza


Prawdziwe manti. Wykonane przez turecką specjalistkę. Kayseri


Konya. Grobowiec Mevlany


Trabzon - miasto


Trabzon - okolice. TEN meczet nad TYM jeziorem. Klimat jak z ponurej baśni


I Stambuł...
Centrum Kadikoy, strona azjatycka


ps. straszyli od kilku dni, że dziś do Stambułu zawita ŚNIEG (ostatni tydzień pod znakiem deszczu, niestety...). Oznajmiłam więc w pracy, że w niedzielę PEŁNE słońce (było, było!) ku uciesze i powątpiewaniu wszystkich. Trzeba było się założyć! O dodatkowy tydzień wolnego na przykład...

sobota, 22 listopada 2008

piekło_niebo

Piekło czy Niebo? Oto jest pytanie




Natchnięta lekturą forum dla Polonii tureckiej, a konkretnie pewnym wątkiem, postanowiłam wspomnieć dwa słowa na temat radości i/lub męki przebywania w kraju dwóch kontynentów – Turcji.

Co jakiś czas pojawia się na wspomnianym forum wątek lub wypowiedź autorstwa skrajnie niezadowolonej z mieszkania w tym kraju polskiej niewiasty. Polek piszących na forum jest spore grono. Czasem ktoś zapyta o przepis na baklawę. Innym razem o tanie połączenia do Polski, załatwianie wiz i pozwoleń na pracę, czy pogodę w Antalyi w miesiącu styczniu. Tematy z serii bardziej „prywatnych” poruszane są również i tu dyskusja może potoczyć się w dowolnym kierunku… Zwykle są to pytania/rady dotyczące związków mieszanych, trudności z aklimatyzacją w Turcji, przyjaźni z Turczynkami (możliwa czy niemożliwa? oto jest pytanie. również).

Ostatnio niektóre z Pań zaszalały i wylały trochę żółci. Przy tej okazji naiwne młode dziewczęta zafascynowane słoneczną Antalyą (celowo piszę z przekąsem, a dlaczego, o tym zaraz) miały okazję dowiedzieć się, że w Turcji:
- trzepie się dywany na balkonach syfiąc w ten sposób przybytek sąsiadów z niższych pięter;
- wylewa pomyje z okien;
- odwiedza znajomych i rodzinę bez zapowiedzi, siedzi do oporu w oparach papierosowego dymu i plotkuje, plotkuje, plotkuje.

I te de i te pe.

Pytam ja tylko – GDZIE ?

Jestem za pisaniem o WSZYSTKIM, jednak na PEWNYM poziomie, dlatego nie podoba mi się nie to, jakim dyskusja poszła torem, ale w jaki sposób niektóre osoby zaczęły na siebie bezpardonowo najeżdżać (zazwyczaj miło czyta się to forum, bo jego uczestniczki przeczą stereotypowi skłóconej polskiej emigracji).
Mniejsza jednak o to.
To, do jakiego stopnia pewne osoby są w tym kraju nieszczęśliwe, sprawiło, że zadałam sobie pytanie, jak to z tą turecką polonią jest naprawdę? Że właściwie nic o Polkach w Turcji nie wiem.

Poznałam tylko te, które są tu z wyboru (nie tylko dlatego, że z tego kraju pochodzi ich mąż, także dlatego, że lubią tu mieszkać, a nawet te niezamężne, które mają jakiegoś dziwnego tureckiego świra, znalazły tu pracę i sobie przyjemnie egzystują – może na krócej, może na dłużej, może na stałe…). Poznałam tylko Polki za Stambułu. Przez ostatnie (prawie) dwa lata nie wyściubiłam nosa z tego miasta.
Ile Polek żyje na wschodzie Turcji? W małych tureckich wioskach? Co tam robią? Jak się tam czują? Nic a nic nie wiem. To znaczy wiem trochę, z polonijnego forum…

W Stambule można żyć bardzo wygodnie, można też dostawać codziennie palpitacji serca.
Kiedy znudziło mi się w końcu mieszkanie parę metrów od Taksimu, przeniosłam się w bardziej zieloną/spokojną, jakby to Turcy powiedzieli „rodzinną okolicę”. Starość nie radość, imprezy sporadyczne, a okolice Taksimu bardzo, bardzo specyficzne. Kilkaset metrów od głównej ulicy placu – Tarlabasi, ulice raczej nieciekawe, spacer wieczorową porą gorąco nie polecany. Moja praca – pięć minut od centrum handlowego i jednego z setek stambulskich Starbucksów (sieć Starbucks w Turcji to osobny temat…) – zupełnie inny świat. W ciągu dnia jest tylko MAKABRYCZNIE BRZYDKO, nocą już pewnie trochę ładniej (zbawienna ciemność), na pewno nie niebezpiecznie, ale zupełnie inaczej niż w zatłoczonym, tętniącym życiem centrum.
Slumsy oddalone zaledwie o parę ulic od ekskluzywnych restauracji – to zdecydowanie odróżnia Turcję od o niebo mniej zróżnicowanej Polski. O niebooo.
Można więc sobie niemałe piekło zafundować, jeśli się w nieciekawe okolice „wżeni”/trafi/skręci. Stąd ta ironiczna uwaga o „naiwnych niewiastach zauroczonych gorącą Antalyą” (wątek przewijający się co jakiś czas w dyskusjach na forum).

Zresztą, trzeba forum poczytać, żeby zrozumieć, co ja sobie tu dziś wypisuję.
Bo po co – sama nie wiem.
Chyba cieszy mnie weekend, czas wolny i świeżo odmalowane mieszkanie. Mogę wreszcie odkurzyć zaniedbanego bloga! Bo domek dawno już odkurzony.