środa, 2 lipca 2008

Sezon Ogórkowy


Tulipan w Tunel(u). Lato abstrakcyjne.

Zjadłam dziś w miejscu pracy śniadanie, obiad i kolację.

Śniadanio-obiado-kolacja dobra. Nie narzekam.

Nie w tym rzecz.

Pomyśleć, że jeszcze do niedawna wymykałam się z pracy nie tak poźnym/raczej wczesnym popołudniem. Teraz wychodzę po ponad dwunastu godzinach.

Widać w moim życiu nadal miejsce na same skrajności.

A wracając do tego, co dzieje się w Turcji…

W Turcji dzieje się dużo i robi się coraz cieplej.

[zaletą pracy jest klima – nigdy nie byłam zwolenniczką, ale przy prawie 40 stopniach na plusie: doceniam!]

W Turcji było futbolowe szaleństwo. Miałam z tej okazji wyżyć się na blogu, ale – jak mawiają – było, minęło. Nie ma co odgrzewać… Jako zapalona NIEfanka Futbolowa obejrzałam w knajpie ów nieszczęsny (bo przegrany) mecz z Niemcami (że też oni zawsze…). Byłam wniebowzięta. Udało mi się nawet rozlać z wrażenia trochę piwa. Tłumy wracające po północy z placu Taksim (tysiące, tysiące ludzi oglądających mecz na wielkim telebimie w centrum miasta) wyglądały jak snujące się, przygnębione duchy.

W Stambule sporo festiwali i koncertów. Długie, gorące wieczory (którymi nie delektuję się JESZCZE na moim tarasie/w moim soczyście zielonym ogródku, a staram się doceniać w położonej w centrum miasta kawalerce). Długie, bardzo gorące dni (zachody słońca po 21) – weekendy na plaży obowiązkowe.

Byłam ostatnio na śniadaniu w Ihlamur. Dziewiętnastowieczny, osmański pawilon i piękny ogród. Śniadanie za 20 lira – nieograniczona herbata i niezliczone minuty. A właściwie godziny.

Lipcowe upały sprzyjają porywczości. Wczoraj po raz pierwszy dane mi było ujrzeć kłótnię (a właściwie walkę) w miejscu publicznym. Mam chyba sporo szczęścia, albo jestem bardzo ostrożna (a może Stambuł to po prostu spokojne miasto) – do tej pory widywałam chyba tylko sporadycznie stłuczki (w dodatku z bezpiecznej odległości nie-kierowcy i nie-poszkodowanego-pieszego). Tym razem stanęłam między walecznym staruszkiem a wybuchową kombinatorką, która przepchała się z zakupami do kasy przed tymże staruszkiem. Darli się porządnie, a staruszek poszturchiwał nawet oszustkę, która wyzywała go od „psów” i innych zwierząt. Ja oberwałam tylko kilkakrotnie. Ochroniarz, który urósł w moich oczach, gdy udało mu się zdobyć upragniony przeze mnie towar, położony na najwyższej półce (wysoki był), zmalał przez niniejszy incydent – nie zajął żadnego stanowiska podczas supermarketowej (prawie krwawej) jatki. Taaak. Kogo to do pracy teraz przyjmują? Sezon ogórkowy się zaczął.

I tą oto, ogórkową historią, kończę dzisiejszy wpis do tureckiego pamiętniczka.

1 komentarz:

agrafka pisze...

to,moje droga,szczesciara jestes.osobiscie,gdzie bym sie nie ruszyla,zaraz awantura! i to nie z mojej przyczyny,zeby nie bylo;)
Rzeczywiscie,najbardziej awanturniczy wydaja sie byc staruszkowie.Niedalej jak tydzien temu jade sobie autobusem.Na przeciwko mnie siedzi staruszek(Jak wiadomo w autobusach nie wolno uzywac tel.komorkowych).
Dzwoni telefon mezczyzny kilka siedzen przede mna.Mezczyzna odbiera.Staruszek z naprzeciwka robi sie rozowy...czerwony...purpurowy i wybucha jak mniemam na temat zabronionych rozmopw tel.Wszyscy wokol ukradkiem wylaczaja badz wyciszaja telefony.Mezczyzna przestaje rozmawiac i wysiada na najblizszym przystanku...No i takie to tureckie staruszki temperamentne!
Sciskam,pozdrawiam i przepraszam ze sie nie odzywam!Mlyn straszny!20tego wyjezdzaja :)))Zapraszam!