piątek, 4 lipca 2008

No Smoking Please!



Pisałam ostatnio o nadmiarze pracy. Czas ponarzekać na jej niedomiar.

Dziś od 8.30 czytałam stare raporty na temat rynku tytoniowego w Turcji. Nie ma to jak prawdziwe wyzwania.

Od tego wszystkiego sama zaraz zapalę.

Połączę w takim razie przyjemne z pożytecznym i napiszę kilka slow na temat palenia oraz niepalenia w Turcji, koncentrując się na tym ostatnim, bowiem teraz w Turcji palić już wszędzie NIE WOLNO.

Dymna historia bez happy endu.

Podobno jeszcze jakieś 15 lat temu można było w Turcji palić nawet w autobusach na długodystansowych trasach. A podroż z takiego Stambułu do Van zajmuje – a jak! – ponad dobę.

W tureckich autokarach niepalącym podróżnym krzywda się już nie dzieje. Nie było jednak dotąd regulacji prawnych dotyczących palenia w miejscach publicznych. Dotąd, czyli do pamiętnej daty 19 maja 2008 roku.

Wprowadzony zakaz palenia dotyczy wszystkich:

- placówek edukacyjnych,

- placówek zdrowotnych,

- miejsc handlu,

- centrów kulturalnych, rozrywkowych, społecznych, sportowych...

włączając korytarze tychże budynków i inne przylegające budynki/tereny [nie można palić w firmowym ogródku albo w kącie przylegającym do szkolnej bramy, jeśli ów kąt znajduje się NA, a nie POZA terenem placówki. Ale można za ta bramę wyjść, nikt nie broni].

Dymić nie można również we wszystkich publicznych środkach transportu.

Można za to w specjalnie do tego wyznaczonych strefach w schroniskach, więzieniach, etc.

Jest też oczywiście mnóstwo szczegółowych regulacji dotyczących sposobu oddzielania miejsc dla palących w budynkach, których zakaz nie dotyczy. Ale w to nie będziemy już wnikać…

Prawo jest podobno bardzo surowe wobec sprzedaży tytoniu nieletnim. Nie mówiąc już o braku emisji reklam tytoniu w telewizji. Co ciekawe, publiczne media mają nawet emitować specjalne programy edukacyjne na temat szkodliwości palenia. Półtorej godziny miesięcznie!

Najbardziej zaskakujące (i kontrowersyjne) jest moim zdaniem to, że od lipca przyszłego roku zakaz BĘDZIE obowiązywać także w... restauracjach, kawiarniach, etc. !!!

Nie, żeby cieszyły mnie opary dymu podczas konsumpcji. Jak mam jednak uwierzyć w to, że społeczeństwo, w którym jest tylu palaczy, z dnia na dzień palić po prostu przestanie?

Będą dymić masowo na ulicach przed knajpami

Będą palić przed drzwiami budynków, w których palić nie można. I wyrzucać pety (o tym zaraz).

Trzeba się będzie przebijać przez podenerwowane grupki zaciągające się w pośpiechu.

A w ogóle to wszyscy będą bardziej agresywni. I stłuczek będzie więcej. O!

Nie można wydzielić miejsc dla palaczy w knajpach? Mniejsza już o pozostałe budynki – popieram. Ale w knajpach?! Porąbało?

A teraz o tych petach nieszczęsnych.

Za rzucenie niedopałka na ziemię trzeba zapłacić grzywnę w wysokości 20 lira (około 40 złotych).

Któregoś dnia zabawiłam się w strażnika porządku społecznego i postanowiłam ogarnąć oczyma mymi krótkowidzącymi, czy petów mniej czy więcej na ulicach. Kilka panów rzuciło i mandatu nie dostało. Trzeba było zareagować, co? :) Taki ze mnie strażnik porządku. A na panu ochroniarzowi wieszałam psy wczoraj.

środa, 2 lipca 2008

Sezon Ogórkowy


Tulipan w Tunel(u). Lato abstrakcyjne.

Zjadłam dziś w miejscu pracy śniadanie, obiad i kolację.

Śniadanio-obiado-kolacja dobra. Nie narzekam.

Nie w tym rzecz.

Pomyśleć, że jeszcze do niedawna wymykałam się z pracy nie tak poźnym/raczej wczesnym popołudniem. Teraz wychodzę po ponad dwunastu godzinach.

Widać w moim życiu nadal miejsce na same skrajności.

A wracając do tego, co dzieje się w Turcji…

W Turcji dzieje się dużo i robi się coraz cieplej.

[zaletą pracy jest klima – nigdy nie byłam zwolenniczką, ale przy prawie 40 stopniach na plusie: doceniam!]

W Turcji było futbolowe szaleństwo. Miałam z tej okazji wyżyć się na blogu, ale – jak mawiają – było, minęło. Nie ma co odgrzewać… Jako zapalona NIEfanka Futbolowa obejrzałam w knajpie ów nieszczęsny (bo przegrany) mecz z Niemcami (że też oni zawsze…). Byłam wniebowzięta. Udało mi się nawet rozlać z wrażenia trochę piwa. Tłumy wracające po północy z placu Taksim (tysiące, tysiące ludzi oglądających mecz na wielkim telebimie w centrum miasta) wyglądały jak snujące się, przygnębione duchy.

W Stambule sporo festiwali i koncertów. Długie, gorące wieczory (którymi nie delektuję się JESZCZE na moim tarasie/w moim soczyście zielonym ogródku, a staram się doceniać w położonej w centrum miasta kawalerce). Długie, bardzo gorące dni (zachody słońca po 21) – weekendy na plaży obowiązkowe.

Byłam ostatnio na śniadaniu w Ihlamur. Dziewiętnastowieczny, osmański pawilon i piękny ogród. Śniadanie za 20 lira – nieograniczona herbata i niezliczone minuty. A właściwie godziny.

Lipcowe upały sprzyjają porywczości. Wczoraj po raz pierwszy dane mi było ujrzeć kłótnię (a właściwie walkę) w miejscu publicznym. Mam chyba sporo szczęścia, albo jestem bardzo ostrożna (a może Stambuł to po prostu spokojne miasto) – do tej pory widywałam chyba tylko sporadycznie stłuczki (w dodatku z bezpiecznej odległości nie-kierowcy i nie-poszkodowanego-pieszego). Tym razem stanęłam między walecznym staruszkiem a wybuchową kombinatorką, która przepchała się z zakupami do kasy przed tymże staruszkiem. Darli się porządnie, a staruszek poszturchiwał nawet oszustkę, która wyzywała go od „psów” i innych zwierząt. Ja oberwałam tylko kilkakrotnie. Ochroniarz, który urósł w moich oczach, gdy udało mu się zdobyć upragniony przeze mnie towar, położony na najwyższej półce (wysoki był), zmalał przez niniejszy incydent – nie zajął żadnego stanowiska podczas supermarketowej (prawie krwawej) jatki. Taaak. Kogo to do pracy teraz przyjmują? Sezon ogórkowy się zaczął.

I tą oto, ogórkową historią, kończę dzisiejszy wpis do tureckiego pamiętniczka.