wtorek, 11 marca 2008

coś nie na temat


Sariyer / Istinye / Yeniköy (gdzieś tam właśnie)



Zadowalać się zaczęłam małą butelką [buteleczką] piwa, rozmiar: 0,33. Wypijaną od święta lub rzadziej. W warunkach lokalnych [i lokalowych] jest to butelka rozmiarowo-standardowa.

Jest mi coraz wygodniej i coraz spokojniej mi. Brak wyzwań w postaci pilnych wypadów do Bułgarii [w celu pozostania legalnym „bezrobotnym” Republiki] lub poszukiwań pracy, która pozwoli przetrwać w kilkunastomilionowej metropolii, Nowym Jorku wschodu [to już nawet nie przesada, tu już po prostu świadomie bredzę], ofiarował mi w prezencie niewygodny bonus w postaci Świętego Spokoju.

Powiercić by się chciało, podrążyć i namieszać.

Niniejszym ogłaszam, że zostaję w Republice najpóźniej do lata 2009 roku. A potem to ja sobie pojadę precz. Kanada wizy zniosła. W Meksyku jeszcze nie byłam. W Tokyo podobno dużo ludzi. W Anglii chyba nadal potrzebują rąk do pracy, hę? [he he].

Biorę zatem w garść [rękę, dłoń] lekturę [mojego terapeutę Baumana] i przekonuję się do rutyny, która wyciągnie mnie, wygrzebie, z tej płynnej nowoczesności [wmawiając sobie nieudolnie, że o to właśnie Baumanowi chodziło].

ps. zaraz będzie coś na temat.

poniedziałek, 10 marca 2008

Raport Bałwanka


... czyli: podsumowanie lutego


1. Były Walentynki (nie tylko w centrum handlowym)


2. Był kreatywny protest (pozbawionej placyku do jazdy na deskorolce) tureckiej młodzieży


3. Był śnieg, a zatem...


4. ... ludność na ulicach marzła...




5. ... zwierzęta cierpiały...


6. ... palmy prezentowały się gorzej niż warszawska sztuczna siostra...

... po całych dwóch dniach śnieg stopniał, zima odeszła i tak oto... nastał miesiąc marzec