środa, 6 lutego 2008

inglisz nejtiw


Zamglony İstiklal.


Pomyślałam, że będę dziś praktyczna. Do bólu.

Jak najłatwiej znaleźć pracę w Turcji? Oto pytanie numer jeden.

Czy wystarczy do tego angielski? Oto pytanie numer dwa.

Te bowiem pytania zadają mi zwykle osoby [głównie płci żeńskiej] zainteresowane Turcją. Przede wszystkim te, które w Turcji chcą [przynajmniej przez czas jakiś] pomieszkać.

[postaram się nie wylewać przy tym żali i pominąć osobiste frustracje. mam tu oczywiście na myśli fakt, że ja pracy, takiej, JAKIEJ CHCĘ, w Turcji znaleźć NIE POTRAFIĘ]

Najszybciej zatrudni nas szkoła językowa.

Wchodzimy na www.yenibiris.com – skarbnica ofert dla osób spragnionych nauczania angielskiego.

Berlitz, Gökdil, Dilko, English Time… ciągle kogoś szukają.

Akcent trzeba mieć „prawie-jak-native” [wystarczy „nie-turecki”…]. Certyfikat mile widziany. Przede wszystkim jednak – pewność siebie i autoprezentacja [w Turcji, bardziej niż w Polsce, trzeba umieć się sprzedać – a bycie CUDOZIEMCEM bywa nie lada atutem. podkreślam - BYWA].

To byłaby odpowiedź na pytanie numer jeden i numer dwa zarazem.

Teraz trochę narzekania.

Zatrudnią nas oczywiście nielegalnie. Nie liczyłabym tu na cuda.

Jeśli znamy francuski lub niemiecki, zarobimy pewnie więcej, szczególnie we francusko- oraz niemieckojęzycznych szkołach. Głównie liceach [jeśli ktoś ma ochotę pchać się w paszczę lwa…].

Pozwolenie na pobyt można załatwić bez problemu w wydziale dla cudzoziemców na głównym posterunku policji w dzielnicy Aksaray. Wystarczy kasa. Określona suma na koncie przeliczona na miesiące = ikamet nawet na rok. Jeśli mnie pamięć nie myli, 300 dolarów na miesiąc. Lepsze to niż comiesięczna podróż do Bułgarii [tudzież Grecji] w celu uzyskania kolejnej wizy turystycznej.

Zapraszam zatem wszystkich znudzonych chałturzeniem w Londynie. Ekstremalne emocje gratis!

ps. jeśli znamy turecki, w ofertach przebieramy oczywiście bardziej wybiórczo. z jednym małym ale: pracodawca będzie musiał załatwić nam pozwolenie o pracę. może mu się niestety nie chcieć. chyba, że zatrudni nas nielegalnie [tak pracuje ponoć 90% cudzoziemców zatrudnionych w Stambule].

ps2. a właśnie, że miałam ochotę wylać żale i wykorzystałam do tego tą biedną notkę. Tarkan nie starczył na długo. ale jutro Leb-i-derya, więc po-wa-la-ją-ce na kolana widoki i wykwintne jedzonko. to sobie odbiję.

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

L'ambassadeur, ale przyspieszylas z tym pisaniem... chyba musze sobie wziac wolne od mojego nicnierobienia i nadrobic zalegle w czytaniu wpisy

Anonimowy pisze...

A ja wczoraj siedzialam i nadrabialam zaleglosci w czytaniu, bo na Twoj blog trafilam niedawno poprzez inne forum i juz nie moge sie doczekac kolejnego wpisu :)
Pozdrawiam serdecznie

mor cadı pisze...

no to faktycznie musze przyspieszyc!
nowa notka juz ...
wieczorowa pora ;)

agrafka pisze...

Czesc Aga! Jaki sliczny blog! Znalazlam zupelnie przypadkiem...Swietne zdjecia!
Czekam na liste bollywoodowych filmikow i do zobaczenia wkrotce,
Agata.