środa, 26 grudnia 2007

2007 [rok pod znakiem tureckiej flagi]


Pod specjalnym nadzorem

Trzydziesta rocznica krwawych zamieszek z 1977 roku.

Pierwszego maja tego roku, po raz pierwszy od trzydziestu lat, miała miejsce nielegalna demonstracja na placu Taksim.




Impreza patriotyczna

Turecka flaga występuje niemal w każdej postaci. Są kalendarze, długopisy, naklejki. Bywają koszulki i szaliki. Tutaj, Drodzy Państwo, mamy do czynienia z flagą balonową.




Przyjaźń polsko-turecka

… w Adampolu – polskiej wsi na obrzeżach Stambułu





Na sprzedaż

Turecką flagę można również kupić od ulicznego sprzedawcy.

Napięta sytuacja polityczna powoduje wzrost popytu na patriotyzm.

Na zdjęciu patriotyzm konsumpcyjny po azjatyckiej stronie miasta – flaga do nabycia za jedyne kilka lira. Dzielnica Kadıköy.

***

Tureckich akcentów w roku 2008 wszystkim z Małą Turecką Obsesją (i tym, którzy czytają, bo mnie lubią)

[do zobaczenia w Stambule]

wtorek, 11 grudnia 2007

küçük bir ZOO


Dżin konsumpcyjny - spełnia życzenia przed centrum handlowym


Siedziałam dziś zahipnotyzowana, wpatrując się w zdesperowanego żółwia.

Żółwia, który chciał wydostać się z plastikowego raju: mikro terrarium z wysepką i plastikową palemką pośrodku. Plastikowymi kamyczkami i nie plastikową wodą.

Smerfy dostały „do opieki” żółwie i króliki. Żółwie dla najmłodszych Trochę starsze awansowały i w prezencie mają gryzonie (tak wynika z moich, zakrojonych na szeroką skalę, obserwacji).

Króliki (naprawdę miniaturowe) siedzą jak skamieniałe. Żółwie (wielkości orzecha włoskiego) przebierają żwawo nóżkami (jak na żółwie przystało).

Komentarz kolegi z pracy, Irlandczyka: „Widzę tego królika codziennie, ani drgnie; rozgląda się tylko podejrzliwie na boki. Przyjrzałem mu się w piątek po południu, po lekcjach – ależ był zrelaksowany!”

Kolega dostrzegł także niesprawiedliwy przydział „pupili klasowych”.

Kolega: Króliki żyją krótko, prawda?

Ja: Aha.

Kolega: Umierają często przedwcześnie na zawał serca, prawda?

Ja: Aha.

(po kilkuminutowej przerwie)

Kolega: Żółwie to żyją strasznie długo, nie?

Ja: Aha.

piątek, 7 grudnia 2007

Lost in Istanbul



…czyli dwie krótkie opowieści z serii „Ruch Uliczny”

Było wczoraj o korkach i taksówkach w statystykach.

Czas na piątkowe doświadczenia własne.

A jak…!

Opowieść numer 1

Godzina 10. Jadę do pracy, jak co dzień, tym samym autobusem numer X. (proszę bez paniki, to sytuacja wyjątkowa, sytuacja wręcz ekstremalna – zazwyczaj jestem w tym autobusie już o 8.30). Pada. Co oznacza deszcz w Stambule? Paraliż miasta. Przesadzam. Po prostu korki (moim zdaniem – korki, i tak mniejsze od warszawskich; według tureckich znajomych – paraliż miasta).

Kreatywny kierowca postanawia zmienić trasę i trzy przystanki przed miejscem, do którego zmierzam, odbija w lewo. Pruje nieźle. Zanim docieram na dół autobusu, by zapytać o powód zmiany, jesteśmy już trzy przystanki dalej (przyznaję, że przez pierwszą minutę wykazałam się biernością – uznałam, że kierowca chce ominąć korki, pokręci się bocznymi uliczkami, by wrócić na główną drogę i dowieźć mnie szczęśliwie na upragniony przystanek – tak to czasem w Stambule bywa).

Primo – kierowca oznajmia mi, że jesteśmy już w innym rejonie miasta.

Secundo – chichocze sobie pod wąsem, czym doprowadza mnie do szału.

Po trzecie wreszcie – pruje z prędkością światła i zatrzymuje się na następnym przystanku. Hen, hen. Hen.

Bez pieniędzy na taksówkę (z dolarami do wymiany, dwiema lirami na akbilu i jedną w kieszeni) główkuję, kombinuję i docieram do pracy na 11. (w autobusie starszy mężczyzna ustępuje mi miejsca – mówi, że źle wyglądam…)

Opowieść numer 2

Godzina 21. Wsiadam w taksówkę przy Galatasaray Lisesi (liceum na topie i na poziomie – wykładowy francuski i światli absolwenci). Kierowca, zamiast zawieść mnie górą, przez Taksim, pruje dołem. „Bo korki” – tego jednak nie raczy mi początkowo wyjaśniać, jedzie za to w dół i powtarza: „wszystko dobrze”. Kręcimy się po szemranej okolicy (mniemam, że słynne Tarlabaşı). Mijamy jakieś garaże. Baraki. Ogromny płomień palonych śmieci i grupki młodzieńców przy nich się kręcące. Gazi Osman Paşa to przy tych okolicach dzielnica willowa. Zjazd dołem w kolejną, jeszcze węższą i jeszcze ciemniejszą uliczkę. Zaczynam się wiercić. Ranny? chory? koleś leżący na środku uliczki w otoczeniu grupki przyjaciół? wrogów? którzy wymachują złowrogo w stronę naszej taksówki. Humor psuje mi się na dobre. Wyjmuję telefon i chcę gdzieś zadzwonić. Na policję? Ręce mi się trzęsą. Zaczynam stłumionym głosem przekonywać kierowcę, że w tych okolicach to ja jednak nie mieszkam…

A on – hop, siup, prawo, lewo, lewo, prawo, tralala, i do góry. Z radością pokazuje mi, jaki makabryczny korek na głównej ulicy ominęliśmy.

Bo pada.

Bo paraliż miasta.

Wysiadając z taksówki bardzo mu podziękowałam.

Za ominięcie korków.

Bo deszcz.

Bo leje.

On na odchodnym powiada, że dobrze być ostrożnym, tak jak ja – bo z kierowcami w Stambule nigdy nic nie wiadomo.

Dziwne – słyszę to prawie od każdego taksówkarza, a wracam zawsze bezpiecznie do domu.

Do tego – w jakim tempie!

Nawet, kiedy pada.

I paraliż miasta jest.


A jak.

czwartek, 6 grudnia 2007

Istanbul



Za turecką zasłoną. Ukryty Beşiktaş







Liczba osób przeprowadzających się do Stambułu każdego dnia: 500.

(zauważalne...)

Liczba osób, które popełniły w ubiegłym roku w Stambule samobójstwo: 430.

(przez to miasto można postradać zmysły... kończy się to dobrze lub bardzo źle)


Liczba samochodów na 1000 mieszkańców miasta: 137.

(współczuję kierowcom: korków, wąskich i krętych uliczek oraz braku miejsc parkingowych - powiedziała starająca się unikać oparów samochodowych spalin wielbicielka promowych zanieczyszczeń)

Liczba taksówek w mieście: 17 406.

(żółte, z szalonymi kierowcami... zawsze. wszędzie. niezawodne. historie o porwaniach włóżmy między bajki)

Wysokość przeciętnego rocznego wynagrodzenia netto mieszkańca Stambułu: 5 000 USD.

(ech...)