niedziela, 19 sierpnia 2007

Güle güle...


Tunel Art Galata

Balkon Art Beyoğlu



Street Art Harbiye
Czas pożegnań jak miał nadejść, tak nadszedł. Piątkowy i sobotni wieczór spędziłam na żegnaniu tych, co ze Stambułu się eksmitują. Co ciekawe, nie byli to wcale moi znajomi.

W piątek zadzwoniła ex-EVS z Holandii (Antalya), że przyjeżdża ex-EVS z Belgii (Izmit) ze swoją koleżanką Francuzką, już także ex-EVS (to właśnie ona się żegnała), również z Izmitu.

(* EVS = European Voluntary Service – trzymać się z daleka: rozleniwia, spacza i podnosi nieodwracalnie poziom niezbędnej do życia adrenaliny)


Wieczór w Tunel Art (zdjęcie) – otwarcie reklamuję – przy wieży Galata. Trzeba wyszukać w bocznej uliczce i zadryndać do garażowej bramy – otworzą. Cudownie zagospodarowana przestrzeń, za niewielkie chyba pieniądze, za to w ciekawie niechlujno nonszalanckim stylu. Widok na rozświetloną wieżę Galata. I gwiazdy. Wokół ruiny, jedna ze ścian „filmowa”. Jeśli nie ma filmu, ktoś gra i śpiewa (po koncercie kelnerka chodzi z kapeluszem i zbiera pieniądze dla zespołu). Dobre jedzenie, w tym świeżo wypiekany chlebek. Właściciel (Niemiec) zawsze w kapeluszu. Czasem gra. Czasem tańczy.


Wczoraj koleżanka z ex-pracy zabrała mnie na pożegnalny wieczór Kanadyjki, która robiła staż w jednym z lokalnych kobiecych NGO. Zastanawiałam się, z jakiej racji dwie Kanadyjki, Angielka, Amerykanka i Niemka, dowiedziały się o tej małej organizacji, i dlaczego postanowiły poświęcić swój czas na pracę właśnie tu, właśnie w Turcji…

Amerykanka studiuje filmoznawstwo, tudzież produkcję filmową, wywiało ją do Stambułu tylko na miesiąc – pomagała w produkcji jakiegoś dokumentu. Dziewczyny studiują w Toronto na uniwersytecie, który ma podpisaną umowę z tym właśnie NGO. Niemka uczyła się wcześniej przez półtora roku tureckiego (domyślam się, że w związku ze studiami) – uznała w końcu, że warto byłoby do tej Turcji w końcu przyjechać. Ciekawostka – dziewczyna jest cały czas na pierwszym poziomie w Tomerze. Nie chce mi się wierzyć, że z powodu braku zdolności językowych, bo po angielsku mówi płynnie. Brak pewności siebie, czy nie chce jej się gadać po turecku? (nie tylko jej…) Stażyści dostają mieszkanie na jednej z bocznej uliczek odchodzącej od Istiklalu – z re-we-la-cyj-nym balkonem. I stertą krzeseł na tymże balkonie (zdjęcie).


Belgijka oznajmiła mi, że przyjeżdża jutro na trzy dni. I że w środę płyniemy na wyspę.

Postanowiłam też nadrobić zaległości towarzyskie i zaprosić na wino kilka czarownic (jedna z nich pisze pracę o Niemkach mieszkających w Stambule. Konkluzja, do jakiej doszła: wszystkie, z którymi rozmawiała – z wyjątkiem jednej – są nieszczęśliwe. PRZECIWIEŃSTWO POLEK. Chyba za bardzo generalizujemy. To moja konkluzja)

Brak komentarzy: