piątek, 10 sierpnia 2007

Barwnie

Dobra turecka krowa ochroni Cię przed złym spojrzeniem zazdrosnej koleżanki

Mały harem w centrum handlowym



Ważąca (jak na moje mało wprawne oko) około 55 kg turecka koleżanka oznajmiła dziś w swoim MSN-owym okienku całemu światu/znajomym (cytuję z błędem): „I have started diet :( Do you have suggest for me?”

Poznany na wczorajszym pożegnalnym wieczorze Leny 21-letni chłopiec poinformował mnie i koleżanki, że (cytuję z głowy): „ci wszyscy źli mężczyźni, których spotykamy w Turcji, to Kurdowie”.

Ponadto podczas wczorajszego wieczoru (a właściwie poranka) dowiedziałam się, że jestem purpurową wiedźmą (były też głosy za czerwienią, ale ja ostatnio gustuję bardziej w różach i fioletach, więc zaakceptowałam pierwszą wersję).

Po kilkugodzinnej dyskusji na temat tego, kto ze znajomych wiedźmą jest, a kto nie (nie miałyśmy co do wspomnianego podziału żadnych wątpliwości – jesteśmy więc wiedźmami zdecydowanymi i profesjonalnymi), postanowiłyśmy udać się dziś do wróżki.


A z rzeczy mniej poważnych.

Robię teraz mały research (nazwijmy to tak) na temat przemocy wobec kobiet w Turcji. W ciągu najbliższych dwóch tygodni znienawidzę męską część populacji tego kraju i nabawię się depresji. Takie mam plany. Następnie, w ramach zasłużonego i niezbędnego odstresowywania, udam się na wakacje do Safranbolu, Amasyi, Amasry, lub – nieco mniej oryginalnie – Antalyi albo Alanyi. Proszę trzymać kciuki za wytrwałość w zgłębianiu ‘trudnej prawdy’.

(a propos: czy podobał Wam się artykuł z Wysokich Obcasów na temat tureckich prostytutek kandydujących do parlamentu?)

Koleżanka wróciła właśnie z dwutygodniowej podróży po wschodniej Turcji. Swoimi wczorajszymi opowieściami podsyciła tylko moją małą obsesję dotyczącą podróży ogólnie, podróży po wschodniej Turcji szczególnie, że nie wspomnę nawet o… Kars (bo mi się łezka w oku kręci).

Owa koleżanka, która zwiedziła pół świata, ze zdecydowaniem oznajmiła bowiem, że okolice Kars i Ani to jedno z najciekawszych (jeśli nie najciekawsze) miejsc, jakie widziała. Podobnego zdania jest jej chłopak (były archeolog). Co daje do myślenia... Uff yaaa. Mam nadzieję, że ją też spaczyła książka, i że aż tak wiele nie tracę.

(a może jednak wakacje w Kars…?)

6 komentarzy:

Anonimowy pisze...

czyli mor cadı?czy jak? czy kocakarı?

çok mutlu pisze...

mor cadı kojarze, a kocakarı? mmm... bilmiyorum

çok mutlu pisze...

a wiesz... tak mi sie spodobalo, ze sie chyba przechrzcze

Anonimowy pisze...

elo sista!

cowparade tureckie zupelnie inne niz polskie... pewnie maja innego guru od dizajnu;p ta z wasem jest genialna...prosze o wiecej zdjec! a my za to mamy nowe krakowskie przedmiescie i szczote klozetowa zamiast palmy! w warszawie jest na co popatrzec;0

mor cadı pisze...

szczota powiadasz... ale szczota to chyba byla juz jakis czas temu, bezliscie takie. chyba ze nowe ulistowienie tez przypomina szczote.

cos nie moga sobie z ta palma poradzic... prawdziwe wyzwanie (dla architektow krajobrazu:p)

Anonimowy pisze...

cieszę się, mor cadi się spodobało :)
ja to mam głowę!
dokus