poniedziałek, 25 czerwca 2007

Grzeje


Zgodnie z obietnicą zabieram się za odgrzewanie kotletów.


Lot LOTem

Lotnisko na Okęciu przeżywa chyba swe najlepsze lata. Takich tłumów nie widziałam tu jeszcze nigdy (wiem, wiem, za rzadko latam). Przez lot do Chicago nie wyrabiano z odprawą pasażerów. Byłam 1 godzinę 40 minut przed planowanym wylotem, do kontroli paszportu dotarłam jednak dopiero na 35 minut przed. Ponad godzinę stałam bowiem w kolejce, czekając na pozbycie się bagażu. Bagażu chciało pozbyć się sporo osób (sporo lotów), jednak na wyloty do miast europejskich (i azjatyckich, chyba to jakoś razem mają) przeznaczono początkowo… dwa stanowiska (mimo wyświetlanej informacji, że jest takowych kilkanaście…). Jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, ktoś chciał wcisnąć się bliżej początku kolejki, ktoś inny udawał, że o istnieniu kolejki w ogóle nie wie... A ja znów powoli zaczynałam nienawidzić ludzkość. Kiedy zbliżały się niebezpiecznie godziny poszczególnych lotów, taka miła pani (jedna, sama biegała, zrelaksowana jakaś, musiała się czegoś napić) wzywała pasażerów, żeby się na początek kolejki przesuwali i na te loty właśnie meldowali. Burdel niezły.

Spisek afrykańskich upałów

Upały to mało powiedziane. Upał to występuje, kiedy jest gorąco. A jak się robi tak gorąco, że funkcjonować się nie da i oddechu złapać, to jakaś masakra, a nie upał. Dobrze, że dodali teraz w wiadomościach, że to upały afrykańskie. 41 stopni w Stambule i w Antalyi. Co to ma być, że w Stambule taki sam upał jak w Antalyi? To w Antalyi mają być upały, do Antalyi się jeździ na upały, taki jest plan. Co mają zrobić ci biedni turyści teraz, tutejsi, stambulscy, co chcą zwiedzać, spacerować, podziwiać? Dużo to oni sobie nie pochodzą. Turystów mi oczywiście średnio szkoda, siebie żałuję. Przyleciałam do Polski na tydzień, w który się akurat ochłodziło (w Polsce, mam na myśli…) i tu też się miało – zgodnie z moim planem – ochłodzić. A tu patrzę w telewizor (nie wychodzę dziś przed 18 z domu, więc telewizor sobie przynajmniej włączyłam – turecki poćwiczę… hi hi) – mówią, że w Ankarze chłodniej nawet, niż w Stambule (chyba jeden stopień, może nawet dwa). Jak to możliwe, pytam, skoro w Ankarze zimy są chłodniejsze, a lata gorętsze, bo tam betonu więcej i wody brak? Spisek.

Przeszła mi przez głowę myśl, że sobie kupię wachlarz (zapomniałam zabrać z domu) i taki letni, biały, płócienny parasol chroniący przed słońcem. Coś mi jednak mówi, że to nie tutejszy wynalazek. Może będą mnie brać za wrażliwego japońskiego turystę.

Brak komentarzy: