środa, 2 maja 2007

......gaz na ulicach......





































Bezpiecznie i wygodnie (z okna tureckiego fast food'u - widok na plac Taksim). Policja przygotowuje sie do kolejnej walki z demonstrantami


6.00
Pobudka. Jedyny prom z Kadikoy odplywa o 7.15. Potem strona azjatycka ma byc odcieta od Europy. Poza tym ma nie dzialac metro, burmistrz miasta zarzadzil tez zamkniecie wielu ulic. Legalna manifestacja w Kadikoy (strona azjatycka) kontrolowana przez policje, nielegalna demonstracja na placu Taksim (w 30 rocznice krwawych zamieszek z 1977 roku, gdy policja zastrzelila 34 osoby). Spotkanie nielegalne okazja do manifestacji niezadowolenia z ostatnich wydarzen w kraju.

7.35
Poczatek spaceru z Karakoy na Taksim. Grupki policjantow na kazdym rogu. Podsluchujemy rozmowe dwoch z nich - planuja posadzic cywilnych w kazdej knajpie na Galipdede Caddesi (tam jest biuro Amnesty) i nie wpuszczac turystow. Mijamy Tunel. Kontrola. Rozmawiamy po angielsku, udajemy turystow (pijemy swiezy sok z pomaranczy i rozgladamy sie wokol radosnie - "ooo, jaki ladny budynek...") Jeden z policjantow mowi, ze chyba jestesmy turystami, drugi odpowiada, ze to bez znaczenia, i przeszukuje nasze torby. Sa bardzo uprzejmi, nie zabieraja mi aparatu.

8.00
Siadamy na drugim pietrze Simit Saray. W knajpie sami policjanci. Jedza sniadanko i zartuja radosnie. Dzien jak co dzien. Specyficzna, ale mila atmosfera. Wyszlyby cudne zdjecia, ale nie mam odwagi wyciagnac aparatu, zeby im tak po oczach... Na drugim pietrze policji brak. Siadamy przy oknie. Piekny widok na Taksim. Policja. Policja. Policja. Ma byc ich w koncu 17 tys. Robi wrazenie, prawda?

8.00-12.00
Czekanie. Dzwoni znajoma Amerykanka, ktorej szkola odwolala wlasnie zajecia. Mowi, ze chetnie do nas dolaczy. Po kilku minutach pijemy juz we trojke herbatke.
Na placu zjawia sie grupa legalna, ktora uzgodnila z policja, ze zlozy wieniec przy pomniku i sobie pojdzie. Zlozyli wieniec i sobie poszli.
Po jakims czasie zjawia sie pierwsza grupa nielegalnych (DISK - konfederacja zwiazkow zawodowych). Wychodzimy na plac, kolo hotelu Marmara. Przemawia prezydent DISK. Chca pokojowej manifestacji, by uczcic ofiary zamieszek z 1977 roku. Trzymaja kwiatki.
Gromadzi sie coraz wiecej policji. Podjezdza czolg z armatkami wodnymi. Policja spycha nas z placu w kierunku Istiklalu, dajac wyraznie do zrozumienia, ze musimy w tej chwili zdecydowac sie, ktora strone wybieramy, bo potem nie bedzie juz odwrotu. Poniewaz nie chcemy byc deportowane (i poniewaz boimy sie policji), wycofujemy sie. Powolutku. Zaczyna to irytowac policjantow. Szczegolnie ciagle pstrykanie zdjec. Postanawiamy wrocic do Simit Saray.
Zaczynaja pojawiac sie kolejne male grupki. I pierwsza wieksza grupa, ktorej udalo sie przedrzec przez policyjna barykade przy Dolmabahce (fatalna organizacja sprawila, ze policji udalo sie systematycznie zgarniac male grupki z Dolmabahce do radiowozow. Ci, ktorzy pechowo stawili sie tam za wczesnie, byli automatycznie zabierani. Moj szef, ktory byl tam z zona i tesciowa, powiedzial, ze policja nie zalowala gazu, mimo, ze demonstranci nie zaczynali zadnych bojek).
Znajomy Turek wychodzi do tlumu. Po kilku minutach dzwoni i mowi, ze policja nie chce wpusic go z powrotem do Simit Saray. Utworzyla barykade tuz pod naszymi drzwiami. (...jak dowiaduje sie od niego duzo pozniej - nie chcial mnie w tamtym momencie stresowac - na pytanie, czy nie moze wejsc na chwile do srodka, bo sa tam jego zagraniczni znajomi, komputer i kurtka, policjant odpowiada uderzeniem palki, a inny go popycha). Po chwili spotyka na szczescie znajomych prawnikow (jeden z nich ma biuro w alei Istiklal, beda wiec bezpieczni, jesli sytuacja sie pogorszy)
Po poludniu widac juz tlumy zblizajace sie do Taksimu z kazdej strony placu. W pewnym momencie najwieksza grupa policjantow gromadzi sie na poczatku alei Istiklal. Tlum demonstrantow siega (wedlug relacji znajomych) Galatasaray Lisesi (czego zobaczyc niestety nie moge). Robie zdjecia i kilka krotkich filmow. Podjezdza samochod (ciezarowka?) z armatkami wodnymi i gazem. Pracownik Simit Saray zamyka wszyskie okna. Policja puszcza gaz. Centralnie pod naszymi oknami. No, faktycznie, wygodne miejsce sobie wybralysmy. Robie ostatnie zdjecia, biegniemy na tyl budynku. Dziwne uczucie. Chyba glownie zaskoczenia. Nie spodziewalam sie, ze moge ucierpiec siedzac na drugim pietrze budynku z zamknietymi (fakt, nieszczelnie) oknami.

Po 15, 20 minutach, policja kaze nam wyjsc. Istiklal jest pusty. Na ulicy sami dziennikarze. Robia zdjecia pozostawionym butom, porozrzucanym ulotkom i flagom. Idziemy wolno w glab ulicy. W zaistnialej niekomfortowej sytuacji planuje skrecic jak najszybciej w lewo lub w prawo i udac sie bocznymi uliczkami do swojego mieszkania. Powoli zaczynam jednak watpic, czy jest to dobry pomysl. Z Istiklalu biegnie w nasza strone spora grupa policjantow. Strzelaja. Wbiegamy do najbliszej rastauracji. Przestraszeni pracownicy wymachuja rekami, krzyczac: kapali! - czyli: zamkniete! Chyba nie sadza, ze nas stad wyrzuca... Wbiegamy na pierwsze pietro. Tym razem mniej sie nam dostalo. Pracownicy restauracji daja nam cytryny (neutralizacja gazu). Solidarnosc gora.
Wychodzimy na zewnatrz. Amerykanka spotyka dziennikarza z Turkish Daily News, rozmawiamy chwile. Podchodzi chlopak, ktorego widzialam w sobote na manifestacji w Kadikoy (rzuca sie w oczy: ma dlugie blond dready, rzadki to widok na tureckich ulicach). Dowiaduje sie, ze jest z Norwegii. Chlopaki biegna dalej, ja i kolezanka podejmujemy decyzje o udaniu sie do mieszkania znajomej (w celu zdania relacji i wypicia szklanki wody).

Wybieramy rownolegla do Istiklalu Tarlabasi Bulvari. Po drodze kolejna grupa policji, kolejna gazowa strzelanina, ale juz znacznie dalej. Kupujemy lody. Wygladamy jak dwie slodkie idiotki, gdy mijamy grupe policjantow pytajac, czy jest juz bezpiecznie i mozemy wrocic do domu. Ci z politowaniem kiwaja glowami i nas przepuszczaja. Po drodze mijamy grupy turystow relaksujace sie przy kawie niedaleko Tunelu, tuz obok rozsianych po katach malych grupek policjantow.

Znajoma zgodnie z planem daje nam wode. Podekscytowane, nie mozemy jednak dlugo usiedziec w miejscu. Idziemy do biura podlaczyc sie do internetu i nawiazac kontakt ze swiatem.

ps. cala noc snila mi sie policja.

5 komentarzy:

Anonimowy pisze...

!!!!!!!!
Mo

çok mutlu agatka pisze...

no.................

skylar pisze...

niezle, niezle
a tak poza tym to fajna relacja ;)

Anonimowy pisze...

Wielgo, czytałam w dzienniku Twój artykulik-brawo! :)
Uważaj na siebie - zet

Anonimowy pisze...

tez chcialabym dostapic zaszczytu i przeczytac, ale nie chca mi sie otwierac podstrony....
dzis mamy wielka wizyte - moze sie poskarze, ze mi internet nie dziala dobrze ;)))