wtorek, 3 kwietnia 2007

Busty Woman


Noca... do Azji
Rankiem... do Europy




From: sophisticated@surimail.com
Date: Friday, March 16, 2007
Category: Jobs Offered
Region: Istanbul
Description: CEO requires the services of a busty, mature woman with good english skills for a cocktail party in Istanbul on 6-7 April.
Please address your replies to sophisticated@surimail.com
Good remuneration.
This is not for sex.

Siedzimy z Angielka w biurze. Szukamy pracy w Stambule. Wlasnie wyslala mi tego linka. To by bylo na tyle, jesli chodzi o adekwatne oferty.

Bylam wykonczona. W czwartek sie rozchorowalam. Mily wieczor w Araf, w piatek rano mial byc hamam. Tymczasem zamiast hamamu goraczka (kolejna wspaniala wymowka, zeby nie isc do hamamu...). Przyjaciolka oddana w rece Volcana (uspokajam - organizator szkolenia, nie sprzedalam jej nikomu). Planowalam wrocic do domu, wziac prysznic, 289374 aspiryn i spedzic weekend w lozku (to podpowiadal rozsadek i przyjaciolka). Co tymczasem zrobilam?

Pojechalam nocnym autobusem na szkolenie do Ankary. Zamiast spac smialam sie cala droge, spalam moze godzine (z przerwami). Przy metrze czekal na mnie kolega, u ktorego mialam zatrzymac sie na sobotnia noc. Pogadalismy pol godziny w kuchni pijac-palac-chwalac sie swoimi osiagnieciami z ostatnich miesiecy (czy tez starajac sie ukryc brak tychze osiagniec). Czas naglil, szkolenie zaczynalo sie przed 10, zbieralam sie do wyjascia, a kolega do snu (poprzedniej nocy spal dwie godziny).

Dzien pierwszy szkolenia cudownie profesjonalny i interesujacy (niech zyja inteligentne-zdolne-mlode-polskie-socjogirls). Skonczylismy po 20... Wieczor w Nefes (pamietalam, pamietalam !!! bylam tam ze znajomymi w kwietniu ubieglego roku, gdy czekalismy na pare moich przyjaciol przyjezdzajacych do Stambulu... zreszta ta sama przyjaciolka, ktora przyjechala w ten czwartek do Stambulu, by dalej udac sie na szkolenie... ach, nostalgia ogarnia...). Wpadl i kolega, ktory jak zwykle po kilku piwach wszedl w odmienny stan swiadomosci. Jako ostatni zostalismy: ja, przyjaciolka i Pan Narcyz. Bylo o Islamie. Tradycyjnie. A takze o kosmitach. Nietradycyjnie.

Po 1-szej bylismy w domu (tzn w mieszkaniu kolegi), ale zamiast udac sie na spoczynek (co podpowiadal rozsadek - nie po raz pierwszy zreszta), postanowilismy kupic kilka piw (to znaczy, kolega postanowil, gdy wspomnialam, ze mam ze soba Zubrowke... no tak, mile polaczenie, faktycznie). Do trzeciej siedzielismy zatem z bratem kolegi i kolega brata kolegi, dyskutujac na temat "nieusprawiedliwionego uprzywilejowania Stambulu" (kolega mieszkajacy w Ankarze) "bolszewickich pomyslach kolegi z Ankary (ze kazdemu miastu "po rowno")" (kolega brata mieszkajacy w Stambule; napisal prace magisterska o bolszewikach... nie wnikalismy niestety w szczegoly pracy) i "co by bylo, gdyby w Turcji byl komunizm" (a w zasadzie, co by bylo, gdyby w Stambule byl komunizm - kolega z Ankary drazacy temat "stambulski").

Cos (nie wiem, czy rozsadek, ktorego ostatnio nie slucham) kazalo mi polozyc sie po 3-ciej. Poniewaz masochistka zdaza mi sie ostatnio byc rzadko (chyba, ze uznamy, iz caly moj pobyt w Turcji to masochizm - niektorzy moga tak wlasnie stwierdzic, rozpatrujac chocby przypadek Kayseri), nie nastawilam budzika (drugi dzien szkolenia juz zupelnie mnie nie dotyczyl - tak uznalam) i przybylam na spotkanie po sniadaniu (czyli po 15).

Rozstania nadszedl czas, ze smutkiem udalam sie z Hakanem na dworzec (teskniac za przyjaciolka, za nikim innym - podkreslam) Mielismy niewiele czasu, dlatego...

Najpierw stalismy kwadrans na dworcu metra w kolejce do okienka, ktore okazalo sie miejscem uiszczania oplat, a nie zakupu biletow (punkt dla Hakana, ktory zorientowal sie po tym wlasnie kwadransie)......

Gdy udalo nam sie w koncu zdobyc upragnione bilety, przeszlismy dwukrotnie przez bramki, wychodzac tam, gdzie wychodzic nie powinnismy... Czyli poza rejon metra/peronow... Niezrazeni, probowalismy dostac sie do metra ponownie... Po kolejnym zakupie biletow bylismy juz bardzo ostrozni i ustalalismy wspolnie, czy wybrany przez nas kierunek jest na pewno odpowiedni... Udalo nam sie w koncu dostac do wagonu, a metro dowiozlo nas na dworzec autobusowy (dobrze, ze wsiadalismy na stacji koncowej, zawsze moglismy przeciez pojechac w odwrotnym kierunku...) Zdajac sobie sprawe z tego, ze czasu nie mamy, poszlismy na obiad i zdazylismy na autobus w ostatniej chwili.

Bylismy w Stambule przed 1, nocowalam wiec u Hakana, zeby nie wracac "po nocy" do domu (jak wiemy od zamieszkalych na ulicy Bagdad, na Capie normalnie morduja... za dnia pewnie tez) O godzinie drugiej ustalilismy, ze jestesmy glodni, zjedlismy wiec manti (ha ha... wiecie, co to manti? nie wiecie? takie male tortellini polane jogurtem i - powiedzmy - pomidorowym sosem, choleeeernie ciezkostrawne) Pobudka przed 7, lekki zoladek (juz sie przyzwyczail do tureckiej kuchni... niestety) i... wyprawa na europejska strone - PROMEM...


Poniedzialkowe postanowienie:

SZUKAM PRACY W STAMBULE

(juz w lutym zrezygnowalam uznajac, ze:
- to za trudne
- to jeszcze bardziej trudne, gdy chce sie pracowac w ngo
- to wrecz niemozliwe, jesli chce sie pracowac w ngo i przyzwoicie zarabiac
- to miasto mnie wykonczy (choc je kocham)

i postanowilam dostac sie na staz w Brukseli/Londynie/innym cywilizowanym europejskim miescie lub znalezc "dobra" prace w W-wie).

Brak komentarzy: