poniedziałek, 30 kwietnia 2007

"Zolnierze" Republiki...



... to ci odpowiedzialni obywatele, ktorzy stawili sie w niedzielne popoludnie na placu Çağlayan, by bronic sekularyzmu przed islamistyczna AKP (zona kandydata na prezydenta tej partii, jak dowiadujemy sie min. z polskich portali informacyjnych, "nadal nosi chuste, choc wiekszosc Turczynek juz tego nie robi"......)

Rece opadaja.

Emerytowany nauczyciel "obudzil sie niedzielnego poranka i poczul niepokoj, poczul, ze ojczyzna go potrzebuje...". Wstal wiec jak najszybciej z lozka i udal sie na demonstracje, "w obronie demokracji" (cokolwiek mial przez to na mysli...) A podczas tejze demonstracji postanowil opowiedziec o swoim niepokoju telewizji CNN Turk. Jak rowniez o tym, ze przez cale zycie "uczyl 'swoje' dzieci poszanowania wartosci swieckiej republiki".

Jak czytamy min. w Cumhuriyet, demonstraci to nie zwolennicy armii, lecz obywatele przeciwni Turcji "rodem z Ciemnogrodu" (patrz:AKP), ale takze kolejnemu coup d'etat. To obroncy demokracji. Znaczy sie demokraci. Pieknie.

Panstwo demokratyczne = panstwo "chronione" przez armie ?

Spoleczenstwo obywatelskie = milionowy tlum manifestujacy swoje "lewicowe" poglady ubieglej niedzieli? (...ilez to "alternatywnej" mlodziezy - postrzegajacej sie zapewne jako mlodziez anarchistyczna i buntownicza, jesli dobrze odczytuje czarno - fioletowy "anarchist uniform" - widzialam wczoraj z tureckimi flagami...)

I moglabym tak godzinami, ale czas nagli, tureckie CV czas doszlifowac, zwiedzania plan czas napisac......

Jutro zdjec pare i slow kilka na temat sobotniej manifestacji ekologicznej.

piątek, 27 kwietnia 2007

www.mulksuzler.net
























Dzis w nocy wielkie wydarzenie. Polska audycja muzyczna w tureckiej radiostacji internetowej. 22 czasu tureckiego. Radio dla znajomych i znajomych znajomych.


Wczoraj w nocy wielkie wydarzenie. Kolejna wrozka. Tym razem spotkanie w stylu prywatny-sabat-czarownic. Karty i turecka kawa. A dla dodania otuchy kirmizi sarap, czyli czerwone wino.


(......nie bede rozpisywac sie na temat przepowiedni, spisalam wszystko w punktach na kartce. Podziele sie tylko wiadomoscia, ze podobno nie mam wyboru - zostane w Stambule. No trudno. Jak mus to mus. Na wstepie uslyszalam bowiem, ze "w ciagu ostatnich dni jestem strasznie zestresowana z powodu zmiany pracy i ewentualnego miejsca zamieszkania, ale... mam sie juz nie stresowac, bo znajde nowe zatrudnienie, a moje wszystkie dotychczasowe decyzje, ktore mogly wydawac sie szalone, okaza sie sluszne - bo jestem konsekwentna i daze to tego, na czym mi zalezy. Ach te tureckie wrozki, potrafia poprawic humor)


(na zdjeciu kolejna kryptoreklama: jedno z moich ulubionych miejsc, na Atif Yilmaz Sokak przy Istiklalu; muzyke puszcza ten sam chlopiec, ktory jest wspolzalozycielem mulksuzler radia)


(zjadlam wlasnie opakowanie zelek firmy Kent - ludzaco podobne do Haribo - i Coco Star firmy Ulker - ludzaco przypominajace Bounty - i mi slabo)

(tyle na dzis kryptoreklamy)

wtorek, 24 kwietnia 2007

Burdello

Ges w centrum Kadikoy











































Kot z ADHD w Limonlu Bahce

(= Cytrynowym Ogrodzie)

























A to to ja nie wiem co to w ogole jest no. Gapiaca sie mewa. Kadikoy (Moda)





Zachcialo mi sie dlugiego weekendu. No to mialam. Wiosna pelna para, a ja... w lozku.
Szalone wichury znad Bosforu chyba mi nie sprzyjaja. Zmienna aura sprawia, ze od trzech tygodni nie moge sie doprowadzic do porzadku. Cos wisi w powietrzu...

A moze po prostu powinnam cieplej sie ubierac (choc i tak nie przebije turystow - widzialam dzis conajmniej kilka rozneglizowanych kobiet w sandalkach, przemykalam obok nich w... moim zimowym obuwiu)

Turecki dzien dziecka z goraczka... Umilano mi go czekolada i truskawkami, ale... ja chcialam gdzies sie w koncu ruszyc. Na przyklad:

1. przeplynac sie do Anadolu Kavagi. Promem
2. zobaczyc w koncu Dolmabahce
3. zobaczyc w koncu Muzeum Archeologiczne
4. wejsc wreszcie na Galate (ktora mijam codziennie)
5. wejsc do conajmniej 5-ciu meczetow (ktorych nazw nie chce mi sie teraz wymieniac)
6. wybrac sie na nargile do Topkapi
7. wybrac sie do kiku synagog i kosciolow
8. wybrac sie raz jeszcze do Ortakoy (tym razem w milym towarzystwie), zobaczyc ten piekny meczet, obejrzec zachod slonca i zrobic sobie podrabiany tatuaz z henny
9. zaryzykowac zycie w hamamie
10. no i zjesc ... gofry w Bebek (nie ma co, bez tych gofrow nie wyjezdzam ze Stambulu. na razie byly gofry w Modzie).

A czasu brak...

czwartek, 19 kwietnia 2007

H2O




















Moda (Azja) Zachod slonca przy herbatce


























Prom ponownie





















Besiktas. Przystan



Musze mieszkac nad morzem. Potrzebuje wody.


W poniedzialek Cocuk Bayrami, czyli turecki Dzien Dziecka. Trzydniowy weekend zobowiazuje. Marzy(l) mi sie jakis kiczowaty wypoczynek w Antalyi, ale na wodne eskapady jest jeszcze chyba za wczesnie. Poczekamy na upaly i pierwsze tlumy turystow.

Poza tym Angielce stuknie w sobote 30-tka. Trzeba hucznie uczcic to wydarzenie. Kolejna okazja do ucztowania beda wtorkowe urodziny Niemki. Kilka dni pozniej pozegnanie Angielki. Pare chwil potem POZEGNANIE AGATY.

Ciag dalszy wodnego watku.
Wydalo sie, ze dawno, dawno temu zrobilam patent zeglarski. Kolezanka Turczynka podchwycila temat i planuje juz niemal rejs wokol Turcji. Zaczelo sie od polowu ryb - Sevil wspomniala, ze jej znajomi planuja wkrotce wedkarski weekend (ten sto lat temu zlowiony szczupaczek, ktorego wrzucilam od razu z powrotem do wody, nie moze byc chyba powodem do dumy i chwalenia sie...), a skonczylo na moich marzeniach odnosnie zycia na statku. Kupie stary jacht, odkurze, postawie nad Bosforem i otworze polska pierogarnie. A co.


Moje poniedzialkowe "zawodowe postanowienie" ("dwie aplikacje dziennie, a znajdziesz prace w Stambule") nie moze byc zrealizowane - po prostu nie ma gdzie.

W weekend testuje swoje umiejetnosci kulinarne. W roli glownej moja ulubiona turecka potrawa: YAGLAMA......

poniedziałek, 16 kwietnia 2007

Turystyczny Raj


Nie ma dla mnie pracy.


Nie ma dla mnie ratunku.



Raatuunkuu...!



To znaczy... bede w tym tygodniu aplikowac do Brukseli, Genewy i Amsterdamu (brzmi dumnie, nieprawdaz?) Troche to inny kierunek. Troche jestem nieszczesliwa.
Z powodow prywatno-zawodowych zaniedbalam bloga i bede zaniedbywac go coraz bardziej. Bo teraz za sprawy zawodowe czas zabrac sie ambitniej (sprawy prywatne zzarly mi caly ubiegly tydzien... maja sie dobrze, ale... no wlasnie, ale... nic mi po nich, jesli sprawy zawodowe kulec beda...)
Konczac ten enigmatyczny watek napisze dwa slowa na temat TURYSTOW w Stambule.
Otoz turysci zaczynaja przybywac do Stambulu MASOWO i zaczyna byc to irytujace.
1. Chodza wolno.
2. Rozgladaja sie niepewnie.
3. Potykaja sie.
4. Smieja sie w dziwnych momentach z rzeczy, z ktorych smiac sie naprawde nie musza.
5. Dlubia w zebach wykalaczkami zadowoleni, ze sobie moga pofolgowac, bo w Turcji to taki zwyczaj (i przesadzaja z tym "zwyczajem"...)
4. Prawie gina na ulicach pod kolami samochodow (glownie taksowek)
5. Zajmuja miejsca w Guney (knajpa, w ktorej jemy lunch)
6. Swiezy sok z pomaranczy przez nich podrozal (z 1,5 do 2 lira)
7. Ubieraja sie jak to turysci, czyli nie za estetycznie.
!!! Nie lubie turystow w Stambule, bo przypominaja mi, ze jestem POL-TURYSTA i ze za chwile bede FULL-TURYSTA i ze tak juz moze zostac !!!

wtorek, 10 kwietnia 2007

Dziwne tesknoty


Prawie typowa prawie swieconka


A po sniadaniu deserek

Kayseri zabytkowe

Kayseri w wersji modern



Jestem szalona. Wrocilam do Stambulu, a tesknie za Kayseri. Litosci.
Oczywiscie nie zrealizowalam zadnego ze swoich ambitnych planow (poza tym dotyczacym malowania pisanek) Zadnych spotkan. A juz tymbardziej dywanow.
Mam oferte pracy tymczasowej - lato w Antalyi. Nie tylko nie szukalam, ale tez napisalam kumplowi, ze nie jestem zainteresowana, a wlasciciel knajpy i tak wyslal mi milego maila zapraszajacego do wspolpracy. W sumie... socjolog powinien sprobowac w zyciu wszystkiego... A praca za barem zawsze wydawala mi sie najcudowniejszym sposobem na zarobek... Oczywiscie sie nie podejme. Ale pofantazjowac zawsze mozna...

piątek, 6 kwietnia 2007

Wielkanoc w muzulmanskim kraju/stylu


Nie zebym tesknila jakos za katolickim, tak mi sie napisalo...
Ech, fajny ten chlebek na obrazku, prawda? Cieplutki, swiezutki, napompowany, mniam mniam. Do tego ayran. Kurdyjska knajpa, wlascieciel z miasta Batman. Wlasciwie nie wiem, po co to pisze, mialam po prostu zyczyc wszystkim

* Wesolych Swiat *

(moze pisze to dlatego, ze nie potrafie skladac zyczen i zmieniam temat)

A Wielkanoc kojarzy mi sie z dobrym jedzonkiem (no, nie tylko, oczywiscie! - podkresle, zanim ktos zwroci mi uwage, ze ja znow tylko o jedzeniu) Stad zdjecie. W tym roku (podobnie jak w ubieglym) nie bedzie typical polish kielbaska. Za to pastirma lub socuk (cudne pikantne wedlinki, ponoc "tradycyjne" mieska Kayseri) Rok temu z Giulia i Kristine mialysmy "niedzielne sniadanie wegetarianskie", zamiast kielbasek - faszerowane ryzem papryczki. I duzo oliwek. Trzeba sobie jakos radzic w tych trudnych okolicznosciach...
W nocy jade do Kayseri. Jak dobrze, ze mam tylko kilkoro dobrych znajomych stamtad, z ktorymi bede chciala sie spotkac - w przeciwnym razie bylabym sfrustrowana - to przeciez tylko dwa dni... Pytanie brzmi...
- czy uda mi sie odwiedzic Kapadocje (odpowiedz prawdopodobnie brzmi - NIE);
- czy bede miec czas na zakup dywanu (to juz kolejne pytanie; w tym przypadku odpowiedz MOZE byc twierdzaca);
ale najwazniejsze pytanie brzmi:
- czy jednak butelka Zubrowki wystarczy?

I tym optymistycznym akcentem zakoncze.

WESOLYCH SWIAT Kochani Moi......

czwartek, 5 kwietnia 2007

Spie pod niemiecka koldra


Malo sympatyczna, prawda...?
Postanowilam jednak nie wchodzic w konflikt z Camembertem (ma na imie Kamber, tak mi bylo latwiej zapamietac), wiec nie bede sie czepiac.










Lozko, szafa, cztery puste biale sciany, stolik, a na stoliku... param param!!! Ksiazka o islamie. Jakas aluzja??? Nie... Okazuje sie, ze to lektura Wlocha, ktory wroci za dwa miesiace (ale zaraz, zaraz... pokoj byl Niemca - stad moze koldra - o co chodzi? o co chodzi?).


Ranek sie zbliza (jest po 1-szej) wstaje o swicie (7-ma to dla mnie swit), ale mialo byc o mieszkaniu, dlatego wstawiam te dwa zdjecia (mieszkanie PRZED METAMORFOZA). Mieszkanie PO METAMORFOZIE po zakupie niezbednych akcesoriow - zapewne w przyszlym tygodniu.

Weekend, a zatem tez Wielkanoc, w Kayseri - polska kolezanka zaprosila na pisankowe spotkanie. Kolega ma zdecydowac, czy jedzie ze mna - razniej, szczegolnie, gdy podroz trwa okolo 12 godzin...

Krotka przygoda tuz przed przeprowadzka...
Spakowana i gotowa do wyjscia... A tu nagle dzwonek. Jakas romska rodzina probowala zmusic mnie do otworzenia drzwi. Pukali, stukali, dzwonili, gadali, krzyczeli. Pomyslalam, ze moze naprawde cos sie stalo (acha...) otworzylam wiec drzwi (byla jeszcze zasuwka, tak ze wejsc nikt nie mogl...) - mmm coz, okazali sie srednio sympatyczni. Drzwi zamknelam, probowalam medytowac w pokoju czekajac, az sobie pojda. A potem z nadbagazem udalam sie na poszukiwanie taksowki.

Wspominalam juz, ze zdazaja mi sie problemy z taksowkarzami? Ten bardzo problematyczny nie byl, po prostu nie wiedzial, gdzie chce dojechac (norma) a ze jechalismy troche naokolo (inna trasa niz ta, ktora poprzednio cwiczylam), musielismy zgubic sie w gaszczu waskich, kretych uliczek. Musialo zrobic mu sie glupio (albo mial mnie dosc) bo wzial 10 lira nie czekajac na drobne, ktore wyskrobie z portfela (mialo byc chyba jeszcze ze 2...).

wtorek, 3 kwietnia 2007

Busty Woman


Noca... do Azji
Rankiem... do Europy




From: sophisticated@surimail.com
Date: Friday, March 16, 2007
Category: Jobs Offered
Region: Istanbul
Description: CEO requires the services of a busty, mature woman with good english skills for a cocktail party in Istanbul on 6-7 April.
Please address your replies to sophisticated@surimail.com
Good remuneration.
This is not for sex.

Siedzimy z Angielka w biurze. Szukamy pracy w Stambule. Wlasnie wyslala mi tego linka. To by bylo na tyle, jesli chodzi o adekwatne oferty.

Bylam wykonczona. W czwartek sie rozchorowalam. Mily wieczor w Araf, w piatek rano mial byc hamam. Tymczasem zamiast hamamu goraczka (kolejna wspaniala wymowka, zeby nie isc do hamamu...). Przyjaciolka oddana w rece Volcana (uspokajam - organizator szkolenia, nie sprzedalam jej nikomu). Planowalam wrocic do domu, wziac prysznic, 289374 aspiryn i spedzic weekend w lozku (to podpowiadal rozsadek i przyjaciolka). Co tymczasem zrobilam?

Pojechalam nocnym autobusem na szkolenie do Ankary. Zamiast spac smialam sie cala droge, spalam moze godzine (z przerwami). Przy metrze czekal na mnie kolega, u ktorego mialam zatrzymac sie na sobotnia noc. Pogadalismy pol godziny w kuchni pijac-palac-chwalac sie swoimi osiagnieciami z ostatnich miesiecy (czy tez starajac sie ukryc brak tychze osiagniec). Czas naglil, szkolenie zaczynalo sie przed 10, zbieralam sie do wyjascia, a kolega do snu (poprzedniej nocy spal dwie godziny).

Dzien pierwszy szkolenia cudownie profesjonalny i interesujacy (niech zyja inteligentne-zdolne-mlode-polskie-socjogirls). Skonczylismy po 20... Wieczor w Nefes (pamietalam, pamietalam !!! bylam tam ze znajomymi w kwietniu ubieglego roku, gdy czekalismy na pare moich przyjaciol przyjezdzajacych do Stambulu... zreszta ta sama przyjaciolka, ktora przyjechala w ten czwartek do Stambulu, by dalej udac sie na szkolenie... ach, nostalgia ogarnia...). Wpadl i kolega, ktory jak zwykle po kilku piwach wszedl w odmienny stan swiadomosci. Jako ostatni zostalismy: ja, przyjaciolka i Pan Narcyz. Bylo o Islamie. Tradycyjnie. A takze o kosmitach. Nietradycyjnie.

Po 1-szej bylismy w domu (tzn w mieszkaniu kolegi), ale zamiast udac sie na spoczynek (co podpowiadal rozsadek - nie po raz pierwszy zreszta), postanowilismy kupic kilka piw (to znaczy, kolega postanowil, gdy wspomnialam, ze mam ze soba Zubrowke... no tak, mile polaczenie, faktycznie). Do trzeciej siedzielismy zatem z bratem kolegi i kolega brata kolegi, dyskutujac na temat "nieusprawiedliwionego uprzywilejowania Stambulu" (kolega mieszkajacy w Ankarze) "bolszewickich pomyslach kolegi z Ankary (ze kazdemu miastu "po rowno")" (kolega brata mieszkajacy w Stambule; napisal prace magisterska o bolszewikach... nie wnikalismy niestety w szczegoly pracy) i "co by bylo, gdyby w Turcji byl komunizm" (a w zasadzie, co by bylo, gdyby w Stambule byl komunizm - kolega z Ankary drazacy temat "stambulski").

Cos (nie wiem, czy rozsadek, ktorego ostatnio nie slucham) kazalo mi polozyc sie po 3-ciej. Poniewaz masochistka zdaza mi sie ostatnio byc rzadko (chyba, ze uznamy, iz caly moj pobyt w Turcji to masochizm - niektorzy moga tak wlasnie stwierdzic, rozpatrujac chocby przypadek Kayseri), nie nastawilam budzika (drugi dzien szkolenia juz zupelnie mnie nie dotyczyl - tak uznalam) i przybylam na spotkanie po sniadaniu (czyli po 15).

Rozstania nadszedl czas, ze smutkiem udalam sie z Hakanem na dworzec (teskniac za przyjaciolka, za nikim innym - podkreslam) Mielismy niewiele czasu, dlatego...

Najpierw stalismy kwadrans na dworcu metra w kolejce do okienka, ktore okazalo sie miejscem uiszczania oplat, a nie zakupu biletow (punkt dla Hakana, ktory zorientowal sie po tym wlasnie kwadransie)......

Gdy udalo nam sie w koncu zdobyc upragnione bilety, przeszlismy dwukrotnie przez bramki, wychodzac tam, gdzie wychodzic nie powinnismy... Czyli poza rejon metra/peronow... Niezrazeni, probowalismy dostac sie do metra ponownie... Po kolejnym zakupie biletow bylismy juz bardzo ostrozni i ustalalismy wspolnie, czy wybrany przez nas kierunek jest na pewno odpowiedni... Udalo nam sie w koncu dostac do wagonu, a metro dowiozlo nas na dworzec autobusowy (dobrze, ze wsiadalismy na stacji koncowej, zawsze moglismy przeciez pojechac w odwrotnym kierunku...) Zdajac sobie sprawe z tego, ze czasu nie mamy, poszlismy na obiad i zdazylismy na autobus w ostatniej chwili.

Bylismy w Stambule przed 1, nocowalam wiec u Hakana, zeby nie wracac "po nocy" do domu (jak wiemy od zamieszkalych na ulicy Bagdad, na Capie normalnie morduja... za dnia pewnie tez) O godzinie drugiej ustalilismy, ze jestesmy glodni, zjedlismy wiec manti (ha ha... wiecie, co to manti? nie wiecie? takie male tortellini polane jogurtem i - powiedzmy - pomidorowym sosem, choleeeernie ciezkostrawne) Pobudka przed 7, lekki zoladek (juz sie przyzwyczail do tureckiej kuchni... niestety) i... wyprawa na europejska strone - PROMEM...


Poniedzialkowe postanowienie:

SZUKAM PRACY W STAMBULE

(juz w lutym zrezygnowalam uznajac, ze:
- to za trudne
- to jeszcze bardziej trudne, gdy chce sie pracowac w ngo
- to wrecz niemozliwe, jesli chce sie pracowac w ngo i przyzwoicie zarabiac
- to miasto mnie wykonczy (choc je kocham)

i postanowilam dostac sie na staz w Brukseli/Londynie/innym cywilizowanym europejskim miescie lub znalezc "dobra" prace w W-wie).