poniedziałek, 19 marca 2007

Telefony w mojej glowie






Wypelnilam jedna aplikacje, zrobilam plan dzialania na najblizszy tydzien, porzadek w papierach, a potem pranie. Czynnosci te pochlonely mnie do tego stopnia (zwlaszcza wspomniane pranie, dla niewtajemniczonych dodam - RECZNE), ze spoznilam sie na spotkanie ze stazystka z Ankary dobre 20 minut (i tak bylam pierwsza).

Spotkanie w sprawie kooperacji Stambul-Ankara przedluzylo sie i trwalo okolo 24 godzin. Stazystka z Ankary co prawda w nim nie uczestniczyla, poszla z siostra do teatru, a my ze znajomymi na kilka piw... i tak jakos wyszlo.

Dramatyczny niedzielny poranek...

Wracam rano (po 15) z kolega na Taksim... Pierwszy telefon... Seyda (znajoma z Kayseri) poklocila sie z mezem i chce natychmiast spotkac sie w Stambule. Tlumacze (po turecku, po srednio przespanej nocy, wiedzac, ze mam 2 godziny na powrot do domu, prysznic i kwadrans drzemki przed kolejnym wyjsciem), ze nie dam rady. Bezskutecznie. Seyda mnie nie rozumie (kolega smieje sie z mojego tureckiego. Potem smieje sie z tego, ze jestem juz jak tureckie dziewcze, bo nie potrafie powiedziec wprost, ze nie chce sie spotkac, tylko manewruje, kombinuje, gmatwam...).

Minuta pozniej telefon. Z Niemiec.

Chlopak Turczynki pyta, "Czy widzialam ja ubieglej nocy" (?!!!*&#*!!!)

Kombinuje i zmieniam nieco temat (nie wiem, na ile chlopak jest wtajemniczony, ile w nim % stereotypowego tureckiego macho). Wiem tez, ze odkad kolezanka jest w Stambule, nie uklada sie miedzy nimi najlepiej. Chlopak po dwoch latach zwiazku pokazal swa druga nature - chorobliwego zazdrosnika. Pytam, czy cos sie stalo, jaki jest problem... Okazuje sie, ze kombinuje dobrze, bo chlopak zaskoczony pytaniem odpowiada, ze nie moze sie z dziewczyna skontaktowac, ta nie odbiera telefonu... Po czym drazy, kiedy DOKLADNIE widzialam ja ostatnio. Ale ja mam juz pretekst, zeby zakonczyc ta milutka rozmowe - mowie, ze przestraszyl mnie bardzo i musze teraz natychmiast sprawdzic, czy kolezanka odbierze telefon (udajac zaniepokojona ignoruje kolejne pytania). Rozlaczam sie. Straszczam rozmowe koledze (ktory nie przestaje sie smiac). Dzwonie do Turczynki.

Trafia ja szlag. Rozmawiala z chlopakiem. Powiedziala, ze nocowalysmy u kolegi. Chlopak oczywiscie wsciekl sie. Oczywiscie ona tez. Oczywiscie sie poklocili. Oczywiscie postanowil do mnie zadzwonic i "wybadac sytuacje". Nie wierze, ze nie domyslal sie, ze poinformuje o tym kolezanki. Oczywiscie.

Chlopak zadzwonil do mnie zaraz ponownie... Przejezdzamy przez most laczacy azjatycka strone z europejska, nie slysze go naprawde, krzycze tylko, ze dzwonilam do jego dziewczyny i wszystko jest w porzadku, i ze ma sie nie martwic.

Po chwili telefon. Seyda. No bo obiecalam wczesniej, ze jak Seyda przyjedzie do Stambulu, to sie mozemy spotkac... Nie wnikam w dyskusje na temat organizacji czasu, planowania, umawiania sie wczesniej i szacunku w stosunku do innych ludzi, ich zycia i planow na weekend... Mowie, ze niewiele slysze i jeszcze mniej rozumiem (jest w tym wiele prawdy). Obiecuje wyslac wiadomosc. Rozlaczam sie.

Telefon. Kolezanka. Chlopak zarzuca jej, ze nocowala u jakichs nieznanych mezczyzn, a do tego JEJ KOLEZANKA KLAMIE (no wiem, wiem, tragedia, zaden ze mnie pozytek... Pocieszam sie, ze podstawowym problemem jest dla niego kwestia noclegu u tureckich mezczyzn (o mon dieu!) a nie mojego niewinnego klamstwa... ktore tylko nieznacznie pogorszylo i tak juz fatalna sytuacje). Przepraszam kolezanke za swoja glupote, ta przeprasza mnie za chamstwo swojego chlopaka, przepraszamy sie przez dobrych kilka minut.

Seyda pisze krotko, acz tresciwie, do tego po angielsku (!!!), ze jak nie moge to w porzadku, ona jest w Cerkezkoy tak w ogole, a nie w Stambule, i gorusuruz... Chyba juz nie napisze... Zubrowka moja!

Telefon. Sevil. Przeprasza mnie za chlopaka po raz kolejny. Oznajmila mu, ze jej kolezanki musza klamac, bo je terroryzuje i sie go boja... Zaczyna plakac.

Kolega opowiada nastepnie historie zwiazku (a raczej historie wiecznych klotni) swojego wspollokatora i jego pesymistycznej, wiecznie marudzacej dziewczyny.

Na koniec spiewamy piosenke Monty Pythona. Tyle o telefonach.


ps. kolejny autobus z Taksimu, droga do domu, kolejny telefon, znow kolezanka Turczynka.

ps2. zdjecie - koty z ulicy Nevizade.

Brak komentarzy: