czwartek, 29 marca 2007

Karisiklik, czyli bajzel

























Wiem, ze pisze za duzo i nikt juz nie czyta tych moich wywodow. Powinnam sie powstrzymac, ale nie moge sie powstrzymac.

Przede mna szalony "piatek-sobota-niedziela-poniedzialek".

W ciagu tych dni bede prawdopodobnie milczec, dlatego teraz ostatnie slowko.

Dzis odwiedziny przyjaciolki, zaraz lotnisko, wieczorem pozegnalne przyjecie kolegi (wojsko wzywa), rano prawdopodobnie hamam (jesli starczy mi sil i odwagi), po poludniu wyjazd do Ankary, w Ankarze kolejna przyjaciolka (i szkolenie przyjaciolki, bo przyjaciolka szkolic bedzie lobbistki-stazystki... i mnie przy okazji), niedziela wieczorowa pora powrot do Stambulu, bo w poniedzialek... pierwszy dzien kursu w TOMERku (4 godziny), praca (4 godziny, teraz bedzie tak juz caly kwiecien: opcja 4+4), a wieczorem... przeprowadzka do nowego mieszkania.
W duzym skrocie.


Replikas CU-DO. Nie bylo dzikich tlumow, jak podczas koncertu Baba Zuli, ale grupa mlodocianych Amerykanow robila za cale stado ... (i tu powstrzymam sie od zlosliwych komentarzy).


Zdjecie: widok z okna biura na Galate.

7 komentarzy:

Anonimowy pisze...

http://wiadomosci.onet.pl/1510976,69,item.html
do poczytania i przemyslenia
l'ambasadeur:)

çok mutlu agatka pisze...

ja wlasnie mialam dzis sen a propos turcji, a dokladnie tureckich ciasteczek...

Anonimowy pisze...

jeszcze ja czytam! co do topoli, zawsze jeszcze mozna utopić sie we wlasnych lzach :) do od mo

Anonimowy pisze...

oj coś się obijasz i nie piszesz. A ja czekam na barwne wieści od Ciebie...zet

çok mutlu agatka pisze...

no... na to czekalam... na
ODZEW :-D

to tej nocy popisze...

Anonimowy pisze...

narcyzka ;)
zet.

çok mutlu agatka pisze...

a gdziez tam, skromne dziewcze... ;)