czwartek, 29 marca 2007

Karisiklik, czyli bajzel

























Wiem, ze pisze za duzo i nikt juz nie czyta tych moich wywodow. Powinnam sie powstrzymac, ale nie moge sie powstrzymac.

Przede mna szalony "piatek-sobota-niedziela-poniedzialek".

W ciagu tych dni bede prawdopodobnie milczec, dlatego teraz ostatnie slowko.

Dzis odwiedziny przyjaciolki, zaraz lotnisko, wieczorem pozegnalne przyjecie kolegi (wojsko wzywa), rano prawdopodobnie hamam (jesli starczy mi sil i odwagi), po poludniu wyjazd do Ankary, w Ankarze kolejna przyjaciolka (i szkolenie przyjaciolki, bo przyjaciolka szkolic bedzie lobbistki-stazystki... i mnie przy okazji), niedziela wieczorowa pora powrot do Stambulu, bo w poniedzialek... pierwszy dzien kursu w TOMERku (4 godziny), praca (4 godziny, teraz bedzie tak juz caly kwiecien: opcja 4+4), a wieczorem... przeprowadzka do nowego mieszkania.
W duzym skrocie.


Replikas CU-DO. Nie bylo dzikich tlumow, jak podczas koncertu Baba Zuli, ale grupa mlodocianych Amerykanow robila za cale stado ... (i tu powstrzymam sie od zlosliwych komentarzy).


Zdjecie: widok z okna biura na Galate.

środa, 28 marca 2007

Ujec kilka...


... dla spragnionych wrazen wzrokowych...



(nieco obrzydliwych)

Moj i kolezanki lunch na uniwersytecie Bahcesehir (jak stwierdzila Sevil - odzwierciedlajacy stan naszej psychiki)





(juz nie-obrzydliwych)
Bea w Kaffehaus z kotem zadomowionym (wlasciciel po chwili kota przegonil, bo "drapie")
(a potem bardzo sie z nami integrowal - wlasciciel)



(i cudownych)
Baba Zula w Babylon
CU DO WNA kobieta



Pan-W-Smiesznej-Czapce




Media interns




niedziela, 25 marca 2007

Smak zycia

























Przezylam wlasnie najbardziej stresujacy posilek w swoim zyciu.

Nie chcialo mi sie szukac knajpy, a potrzebowalam pilnie pozywienia (BIG SUPPER LUNCH AND BREAKFAST IN ONE) wpadlam wiec do pierwszego lepszego miejsca z köfte (takie mielone, ale dobre - pisze ALE, bo ja za mielonymi nie przepadam). Coz za paskudny-kolorowy-plastikowy-opostoszaly lokal wybralam, wstyd! Po tylu miesiacach spedzonych w Turcji...! Nie zniechecilo mnie nawet to, ze bylam jedynym klientem (po mnie wpadla jeszcze taka mila smieszna starsza pani, ktora popijala swoje mielone fanta). Zaplacilam 9,50 i jestem glodna. A stresujaca byla nadgorliwa uprzejmosc kelnerow (moze dlatego knajpa nie cieszy sie popularnoscia).


(......oj, dlugo to ja tu nie popisze - wlasciciel kafejki lazi z odswiezaczem powietrza i intensywnie spryskuje... ekh, ekh... nie latwiej byloby otworzyc okna?)


Na swoje usprawiedliwienie moge jedynie powiedziec (napisac raczej), ze to wszystko (ten glod i nierozwazny wybor restauracji) przez wczorajsza impreze.

Bylam na pozegnalnym przyjeciu Niemca (zajmuje jego pokoj - oczywiscie musialam mu o tym wspomniec na imprezie, zeby mu sie jeszcze bardziej przykro zrobilo, ze wyjezdza). Moi nowi wspollokatorzy, ich znajomi, znajomi znajomych.


Nie bede rozpisywac sie na temat tego, jak wielki blad popelnili wszyscy ci (w tym ja), ktorzy nie skorzystali z cudownych mozliwosci, jakie niesie ze soba program Socrates Erasmus.


Zdjecie: na zakonczenie zimy.

piątek, 23 marca 2007

Baba Zula i japonska kaczka























Angielka przeczytala mi wlasnie maila od przyjaciolki...


Nie ma dzis atmosfery do pracy.

Kolezanka Bea byla wczoraj na pogrzebie dziadka swojego chlopaka. Rodzice chlopca sa rozwiedzeni. Ojciec przyprowadzil na pogrzeb swoja ostatnia eks dziewczyne-Greczynke i obecna dziewczyne-Chinke. Obie mlode-piekne-seksowne (jak to bywa). Eks zona, matka chlopaka kolezanki, przyniosla na pogrzeb... wielka grillowana kaczke. Atmosfera raczej weird, pani od kaczki zapytala, czy przyrzadzaja w ten sposob drob takze w Chinach, Chinka zdegustowana odparla, ze "tak to na pewno nie" wykrzywiajac sie zniesmaczona, byly maz przytaknal mowiac, ze, faktycznie, u nich w Japonii tak sie drobiu nie przyrzadza, Chinka zdrowo wsciekla podkreslila, ze Japonka nie jest bynajmniej, na co pan - bynajmniej nie skruszony - odparl, ze jak dla niego to nie ma zadnej roznicy ("i tak wygladacie wszyscy tak samo").



Koncert Baba Zula BO-SKI.


Psychodeliczna baglama. Chyba wszyscy kojarzycie z Crossing the Bridge, taki pan w smiesznej czapce.


Do tego tancerki (taniec brzucha i inne ekscesy... zakochalam sie w trzech paniach jednoczesnie, co chwile zmieniala sie moja faworytka, stanelo chyba na ostatniej, ktora podczas jednego z utworow udawala ptaka, GE-NIA-LNA).


Plus FAN-TA-STY-CZNE obrazki rzucane na sciane, ciekawe symbole.


Mam ochote wybrac sie jeszcze raz, juz podczas bardziej zaawansowanej wiosny (doszly mnie sluchy, ze w Babylon to oni raz na miesiac koncertuja...), choc martwi mnie nieco wizja koncertow podczas bardziej zaawansowanej wiosny. Mam na mysli turystow. Bardziej zaawansowana wiosna jest i tak mniej przerazajaca niz zaawansowane lato, kiedy Istiklalem nie da sie isc... (z tego, co pamietam z zeszlego roku, podczas mojego krotkiego spaceru od Taksimu w dol, dnia 14 czerwca roku 2006. Sroda to byla).

środa, 21 marca 2007

Dab czy topola? Oto jest pytanie


Rozwazam wlasnie, na czym sie powiesze, kiedy wroce do Ojczyzny i w ciagu kilku miesiecy nie bedzie mi dane znalezienie pracy (pracy = pracy ciekawej i dobrze platnej).

Spotkalam sie wczoraj (spotkanie przypadkowe) z koordynator ds mlodziezy (vel Mimoza) ktora...
- nie zrobila tego, o co prosilam ja w poprzednich mailach (bez wnikania w szczegoly - to naprawde nie bylo trudne/uciazliwe/czasochlonne... poza tym obiecala, ze mi pomoze)
- nie przeczytala mojego ostatniego maila
- nie miala ZADNYCH pomyslow i po raz kolejny pytalam o moje (odpowiedzialam, ze moze poczytac zalegle maile, ktore jej wyslalam...)
- na koniec uznala, ze moge napisac wiadomosc powitalna dla nowych czlonkow, bo ona nie ma im nic do powiedzenia (dodam - tak beztrosko rzucila, bez sarkazmu, ona naprawde NIE MA NIC DO POWIEDZENIA)

Tyle o pracy.

Mieszkanie obecne.

Poklocilam sie w poniedzialkowy wieczor z chlopakiem wspollokatorki. Apo (tak sie mlodzian zwie, wreszcie zapamietalam) ochrzanil mnie za to, ze wlaczam do gniazdka zasilacz komputera w momencie, gdy jego dziewczyna bierze prysznic (korki poszly; jakos nie podejrzewalam, ze komputer az tyle energii zzera - zawsze przestrzegam zasady NIE SZALEJ Z ELEKTRYCZNOSCIA W TYM MIESZKANIU, ale nie podejrzewalam, ze i tym razem bedzie male bum i iskierki w powietrzu).

Rozumiem, ze Apo chcial dobrze (martwil sie w koncu losem mojego kochanego laptopa - szanujemy takich ludzi), ale nie musial drzec sie, do tego w tej swojej pizamie, do tego - wlazac do mojego pokoju bez pytania. A ze mam chlopaka dosyc od poczatku (nie lubilam go jeszcze chyba zanim sie pojawil) - nie wytrzymalam i oznajmilam, ze problem yok, ze poszukam innego mieszkania.

Duma Apo zostala urazona. Zaczal podniesionym glosem wyjasniac mi zasady elektryki (po kazdym zdaniu powtarzalam spokojnym glosem jak mantre, ze rozumiem) Po wykladzie "elektryka dla opornych" dodal jeszcze: "Anlamiyorsun" = nie rozumiesz i wyszedl z MOJEGO POKOJU (w ktorym przechowuja SWOJA POSCIEL na MOIM LOZKU), zamykajac za soba drzwi... (CO MU SIE CHWALI).

Wczoraj rano zawarlismy porozumienie pokojowe.
Spieszylam sie do pracy (10.30... zaszalalam... obudzilam sie po 10 godzinach i chcialam spac dalej... wiosna mnie odurzyla) Zakladalam wlasnie buty, gdy Apo znienacka wychylil sie zza drzwi sypialni i chcial od nowa tlumaczyc mi wydarzenia poniedzialkowego wieczoru. Podalam mu tylko reke na zgode, tlumaczac, ze sie spiesze.

Mieszkania potencjalne.

Obejrzalam wczoraj mieszkanie erazmusowcow na Tophane (blisko do pracy... maksymalnie 10-cio minuowy spacerek). Wszyscy tacy sliczni i mili, a jakie kolacje robia... i szarlotka co jakis czas... Ufff! Juz mam fantazje, powinnam sie zastanowic, czy jest to wszystko warte przeprowadzki i 500 lira...

Plusy
- bezprzewodowy internet (i to jest du....zy.... pluuuus dla uzaleznionej...!)
- lokalizacja (wszedzie spacerkiem)
- zdrowa, bezkonfliktowa atmosfera (porowniuje z Apo...)
- mieszkanie nowe i przyjemne
- pralka (co prawda na wszystkich)
- nawiazujac do atmosfery - fantazje na temat mieszkania z erazmusowcami (odmlodze sie, etc...)

Minusy
- cena (plus 200 lira...)
- potencjalny halas (? pokoj na dole blisko kuchni, do 10 osob w dwupoziomowym mieszkaniu?)
- dwie lazienki na mieszkanie


Zdjecie: one zawsze spia kolo knajpy Guney przy Galacie.

poniedziałek, 19 marca 2007

Istanbulu Seviyorum

Kocham Stambul.


Wiem, ze nie wylecze sie z tego nigdy. I ze wkrotce czeka mnie minimum polroczna depresja. Szczerze mowiac, zaczynam odczuwac ja juz teraz. Szczerze mowiac, bylo to do przewidzenia...

W zwiazku z tym postanowilam umilac sobie moje jakze smutne zycie (a dokladniej, smutne zycie, ktore czeka mnie w jednym z osrodkow badania opinii publicznej i mieszkaniu wynajmowanym na Bielanach... tak sobie jakos musialam to wszystko zwizualizowac - przepraszam pracujacych w osrodkach badania opinii publicznej, jak rowniez tych zwiazanych w jakis sposob z Bielanami).

A umilam sobie to smutne zycie poprzez...


Koncerty...

W czwartek Baba Zula, w weekend Mor ve Otesi, w przyszla srode Replikas. Po drodze jakos umknal mi Mercan Dede. I Teoman. To plan marcowy.


Knajpy...

Co wieczor. Akdeniz, Gizli Bahce, ukochana ksiegarnia/kawiarnia Mephisto, Ara, koncerty w Babylon, ulubiony pub na Mis Sokak i kilka w okolicy Tunelu, wielu nazw - przyznaje - nie pamietam.


Ryby i owoce morza...

Midye yarim ekmek, hamsi... I czosnek... I rukola... (i piwo).


Arkadaslarim...

Czyli moi nowi znajomi.


Muzyka...

Bylo juz o koncertach. O plytach - mam w planach powazne zakupy.


Uwielbiam...

... codzienna podroz autobusem z jednego brzegu na drugi

kiedy slucham muzyki, mijam te same meczety, tych samych wedkarzy, te same wszechobecne zolte taksowki, a slonce swieci mi w twarz (no to zaszalalam z barwnoscia opisu).


Niespodzianki

Zawsze i wszedzie, ostatnio coraz czesciej i coraz milsze.



...... (kolejnym punktem powinny byc Podroze, ale nie da sie, no tym razem niestety nie da) ......

Telefony w mojej glowie






Wypelnilam jedna aplikacje, zrobilam plan dzialania na najblizszy tydzien, porzadek w papierach, a potem pranie. Czynnosci te pochlonely mnie do tego stopnia (zwlaszcza wspomniane pranie, dla niewtajemniczonych dodam - RECZNE), ze spoznilam sie na spotkanie ze stazystka z Ankary dobre 20 minut (i tak bylam pierwsza).

Spotkanie w sprawie kooperacji Stambul-Ankara przedluzylo sie i trwalo okolo 24 godzin. Stazystka z Ankary co prawda w nim nie uczestniczyla, poszla z siostra do teatru, a my ze znajomymi na kilka piw... i tak jakos wyszlo.

Dramatyczny niedzielny poranek...

Wracam rano (po 15) z kolega na Taksim... Pierwszy telefon... Seyda (znajoma z Kayseri) poklocila sie z mezem i chce natychmiast spotkac sie w Stambule. Tlumacze (po turecku, po srednio przespanej nocy, wiedzac, ze mam 2 godziny na powrot do domu, prysznic i kwadrans drzemki przed kolejnym wyjsciem), ze nie dam rady. Bezskutecznie. Seyda mnie nie rozumie (kolega smieje sie z mojego tureckiego. Potem smieje sie z tego, ze jestem juz jak tureckie dziewcze, bo nie potrafie powiedziec wprost, ze nie chce sie spotkac, tylko manewruje, kombinuje, gmatwam...).

Minuta pozniej telefon. Z Niemiec.

Chlopak Turczynki pyta, "Czy widzialam ja ubieglej nocy" (?!!!*&#*!!!)

Kombinuje i zmieniam nieco temat (nie wiem, na ile chlopak jest wtajemniczony, ile w nim % stereotypowego tureckiego macho). Wiem tez, ze odkad kolezanka jest w Stambule, nie uklada sie miedzy nimi najlepiej. Chlopak po dwoch latach zwiazku pokazal swa druga nature - chorobliwego zazdrosnika. Pytam, czy cos sie stalo, jaki jest problem... Okazuje sie, ze kombinuje dobrze, bo chlopak zaskoczony pytaniem odpowiada, ze nie moze sie z dziewczyna skontaktowac, ta nie odbiera telefonu... Po czym drazy, kiedy DOKLADNIE widzialam ja ostatnio. Ale ja mam juz pretekst, zeby zakonczyc ta milutka rozmowe - mowie, ze przestraszyl mnie bardzo i musze teraz natychmiast sprawdzic, czy kolezanka odbierze telefon (udajac zaniepokojona ignoruje kolejne pytania). Rozlaczam sie. Straszczam rozmowe koledze (ktory nie przestaje sie smiac). Dzwonie do Turczynki.

Trafia ja szlag. Rozmawiala z chlopakiem. Powiedziala, ze nocowalysmy u kolegi. Chlopak oczywiscie wsciekl sie. Oczywiscie ona tez. Oczywiscie sie poklocili. Oczywiscie postanowil do mnie zadzwonic i "wybadac sytuacje". Nie wierze, ze nie domyslal sie, ze poinformuje o tym kolezanki. Oczywiscie.

Chlopak zadzwonil do mnie zaraz ponownie... Przejezdzamy przez most laczacy azjatycka strone z europejska, nie slysze go naprawde, krzycze tylko, ze dzwonilam do jego dziewczyny i wszystko jest w porzadku, i ze ma sie nie martwic.

Po chwili telefon. Seyda. No bo obiecalam wczesniej, ze jak Seyda przyjedzie do Stambulu, to sie mozemy spotkac... Nie wnikam w dyskusje na temat organizacji czasu, planowania, umawiania sie wczesniej i szacunku w stosunku do innych ludzi, ich zycia i planow na weekend... Mowie, ze niewiele slysze i jeszcze mniej rozumiem (jest w tym wiele prawdy). Obiecuje wyslac wiadomosc. Rozlaczam sie.

Telefon. Kolezanka. Chlopak zarzuca jej, ze nocowala u jakichs nieznanych mezczyzn, a do tego JEJ KOLEZANKA KLAMIE (no wiem, wiem, tragedia, zaden ze mnie pozytek... Pocieszam sie, ze podstawowym problemem jest dla niego kwestia noclegu u tureckich mezczyzn (o mon dieu!) a nie mojego niewinnego klamstwa... ktore tylko nieznacznie pogorszylo i tak juz fatalna sytuacje). Przepraszam kolezanke za swoja glupote, ta przeprasza mnie za chamstwo swojego chlopaka, przepraszamy sie przez dobrych kilka minut.

Seyda pisze krotko, acz tresciwie, do tego po angielsku (!!!), ze jak nie moge to w porzadku, ona jest w Cerkezkoy tak w ogole, a nie w Stambule, i gorusuruz... Chyba juz nie napisze... Zubrowka moja!

Telefon. Sevil. Przeprasza mnie za chlopaka po raz kolejny. Oznajmila mu, ze jej kolezanki musza klamac, bo je terroryzuje i sie go boja... Zaczyna plakac.

Kolega opowiada nastepnie historie zwiazku (a raczej historie wiecznych klotni) swojego wspollokatora i jego pesymistycznej, wiecznie marudzacej dziewczyny.

Na koniec spiewamy piosenke Monty Pythona. Tyle o telefonach.


ps. kolejny autobus z Taksimu, droga do domu, kolejny telefon, znow kolezanka Turczynka.

ps2. zdjecie - koty z ulicy Nevizade.

piątek, 16 marca 2007

Czarów ciąg dalszy

Namus = honor

Owszem, festiwal trwa miesiac, ale po tym weekendzie "przemieszcza sie" do innych miast. Nie doczytalam (w zeszlym roku planowalysmy nasza wycieczke do Trabzonu, zeby "zahaczyc" o Samsun - gdzie w tym czasie mialy byc festiwalowe filmy... jakos w koncu niespecjalnie ten plan zrealizowalysmy).

W zwiazku z tym, ze czas nagli, idziemy zaraz na "İsmi Güzide".

Wczorajszy dzien nie do opisania.

Spotkalam sie ze wspomniana Mevlude (znak zodiaku: Baran), ktora zawziela sie, ze znajdzie mi w Turcji prace (turecka uprzejmosc, poza tym mamy dopiero marzec, do maja jeszcze szmat czasu... Chociaz...chociaz... M jak Marzec, M jak Maj).

Mialysmy isc na piwo do jakiejs knajpy, w ostatniej chwili cos mnie tknelo... i poszlysmy do takiej jednej z moich ulubionych.
Okazalo sie, ze wybor miejsca "nie byl przypadkiem" (jak okreslila to potem Mevlude, ktorej jedno z pierwszych pytan skierowanych do mnie brzmialo "jaki jest Twoj znak zodiaku?"...). Spedzilysmy dwie godziny na rozmowie z wlascicielem, ktory zwierzal sie ze swej powiklanej historii z polskim dziewczatkiem. Byly lzy wzruszenia. I kilka wypalonych papierosow (wlasciciela lzy i papierosy).

A cale wczorajsze popoludnie na uniwersytecie Bahcesehir z Turczynka. Zaczniemy chyba kariere akadamicka. Niemal.

środa, 14 marca 2007

Kariera, a raczej jej brak















Prosze zachwycac sie moim niesymetrycznym zdjeciem Yerebatan... (w przewodniku straszyli, ze jest slisko, a wiec niebezpiecznie, w zwiazku z tym "nalezy zwracac szczegolna uwage na dzieci i osoby starsze" - bardzo staralam sie slizgac, ale nie wyszlo...)

5 miedzynarodowy festiwal praw kobiet trwa caly miesiac. Jest tyle filmow... najchetniej obejrzalabym wszystkie. Dokument o morderstwach honorowych rozpoczynajacy festiwal zrobil na mnie niesamowite wrazenie, do tej pory mam ciarki... Byl tez cudowny koncert i pare slow z okazji otwarcia (okazalo sie, ze zrozumialych nawet dla mnie).

W niedziele Yerebatan i palac Topkapi. W kolejce do Haremu spotkalam szalonych Amerykanow. Super-cool-przystojnego Erika z L.A., ktory jest w trzymiesiecznej podrozy od Fidzi po Amsterdam (!) i pare emerytow, ktorzy podrozuja sobie... od dwoch lat (!!!). Milo byloby, gdyby polscy emeryci mogli sobie pozwolic na takie finansowe szalenstwo. A do tego, gdyby mieli taka kondycje, jak ta parka (mi to chyba niestety nie grozi).

Siedze w biurze do 22, szukam pracy, wysylam aplikacje... Uwielbiam to...!


Spedzam jutro caly dzien na uniwersytecie Bahcesehir. Potem spotykam sie z "tajemnicza" Mevlude z Ankary. Nie pamietam nawet, gdzie ta kobieta pracuje.

sobota, 10 marca 2007

Czary mary w Melekler Kahvesi...


No i stalo sie.
Musialam pojsc do wrozki.


Przesadzam, moze nie tak szumnie... Poszlysmy z kolezankami do kafejki, w ktorej w cenie tureckiej kawy (7,5 lira) byla usluga wrozenia z fusow.

Bylam bardzo sceptyczna i rozczarowana na wstepie. Zadnej starej Cyganki z bielmem na oku, siedzacej w swej malej chatynce z czterdziestoma kotami... Tylko jakas komercyjna knajpa i malolata-niby-wrozka.

A tu mila niespodzianka...

Niemka ma powazny problem sercowy, ja watpliwosci dotyczace "kariery" (a raczej jej braku), a Turczynka smiala sie, ze ostatnio uslyszala podczas wrozby z fusow "wkrotce wyjdziesz za maz...". I ze wrozki czesto mowia jej o malzenstwie...
Tak sobie dyskutowalysmy po pracy w drodze do Melekler Kahvesi... (nie ma to jak ciekawy sposob na relaks na poczatek weekendu).

A zatem...


Niemka dowiedziala sie od "wrozki", ze ma powazny problem z mezczyzna, z ktorym miala dotad dobry kontakt, a teraz stale sie kloca (PRAWDA). Uslyszala dokladne informacje, jak i kiedy problem zostanie rozwiazany.

Ja dowiedzialam sie, ze mam nie martwic sie tyle swoja kariera, bo to, o czym marze - praca za granica w jakims kraju (no, ciekawe, w jakim) - wkrotce sie spelni i zaowocuje finansowo. Wroce jednak przedtem do ojczyzny, a w rozwoju kariery pomoze mi bardzo w maju osoba spod znaku Barana (uwaga... uwaga... Barany, prosze sie zglaszac do konca maja, nie pozniej !!!)

Turczynka natomiast "ma powazny problem z siostra" (PRAWDA) ktory niedlugo zostanie rozwiazany i... wkrotce wyjdzie za maz!


(zeby nie bylo, ze jestem bezduszna, bez serca i mysle tylko o pracy - z prywatnych spraw - ktore zostaly skomentowane przez wrozke tylko jednym zdaniem: zwiaze sie z mezczyzna "z mojej przeszlosci", ktory "przywiazuje niesamowita wage do szczegolow, ale dla mnie bedzie to dobre"... Juz sie boje...
A, i o pieniadzach znow - ze mam ich teraz tak szybko nie wydawac, bo ostatnio stracilam nad tym kontrole).


Poza tym wszystko u mnie w porzadku.
Jestem zdrowa fizycznie i w miare zdrowa na umysle.


W Ankarze juz mnie pewnie nie chca. Nie odpisuje od dwoch tygodni, tak srednio dyplomatycznie, prawda? To chyba znak, ze naprawde nie chcialam tam stazowac.


Koncert Incubusa cudny. Nie bylo juz niestety miejsc stojacych (moj plan dotarcia do sceny i kradziezy jakiegos elementu ubrania nie wypalil...).

W marcu jeszcze Baba Zula, Replikas i koncert muzyki kurdyjskiej (ze tak enigmatycznie napisze o ostatnim, bo nie wiem wiecej, kolega Hasan - ten od morelowego sadu - nas zaprasza).

Amerykanki nie ma od ponad tygodnia. Miala udac sie do Bulgarii, bo skonczyla jej sie wiza turystyczna (moze sie dziewczynie w Warnie spodobalo, bo jakos sie nie spieszy z powrotem). Turczynka wscieka sie na cale Amnesty. Niemka przyznala, ze ma gdzies to, ze nie ma dla niej pracy, bo jej priorytetem jest zostanie jak najdluzej w Stambule, a teraz zaprzata jej glowe przede wszystkim "kolega" wspollokator...

Ide z Turczynka do Atatürk Kultur Merkezi na film (festiwal filmowy, prawa kobiet... oczywiscie po turecku, ale jest szansa, ze cos zrozumiem).

czary-mary-zdjecie-z-knajpy (www.meleklerkahvesi.com)

środa, 7 marca 2007

Architekcie - kolay gelsin !!!

To znaczy, ze trzymam kciuki i zycze, zeby wszystko gladko poszlo (a takie tureckie zaklecie na pewno pomoze...). Wypije jutro za Twe zdrowie z kolegami z pracy nasza polska Zubrowke...

A wracajac do tematow naukowych...


Blondyna nie taka zla... Musiala dopelnic formalnosci. No coz, taka praca... Bronie jej teraz, bo pogratulowala mi wyniku testu. Bede na tym poziomie, na ktorym chcialam sie znalezc.

W TÖMER'ku zaczne jednak dopiero od kwietnia, a kurs tylko miesieczny, bo... 20 godzin w tygodniu (kierowana intuicja i przeczytawszy rady specjalisty postanowilam zafundowac sobie lingwistyczny hardcore).

Nie ide na koncert z Niemka. Turczynka przenosi sie dzis do niej na troche (klopoty ze wspollokatorka... i mieszkaniem ogolnie...). A ja mam chyba mega goraczke (ale staram sie o tym nie myslec... moze przejdzie). Moj pokoj jest NIEOGRZEWANY. Mam mala farelke, ktora moze byc wlaczona pod warunkiem, ze:
- nikt nie robi w tym samym czasie herbaty;
- nikt sie w tym samym czasie nie prysznicuje;
- pewnie jeszcze kika innych kombinacji, ktorych nie mialam dotad okazji przetestowac (jako ze to dopiero moj drugi dzien w nowym mieszkaniu...).

Jesli powyzsze warunki nie sa spelnione:
KORKI WYSIADAJA

Co prawda wysiadly tez w nocy, gdy probowalam ogrzac troche mieszkanie przed udaniem sie na krotki spoczynek (farelka nie moze chodzic w nocy, wiec budze sie 2-3 razy z zimna... wczesniej zazwyczaj sni mi sie, ze jestem w gorach i jezdze na nartach). A nocy nikt raczej nie robi sobie juz herbaty.

Gdy pisze NIKT albo KTOS w tym wypadku, mam na mysli nie tylko moja wspollokatorke, ale rowniez jej chlopaka, ktory "bedzie CZASEM u nas nocowal". Z tego, co sie orientuje, nocowal juz dwie noce na dwie, ktore spedzilam w nowym mieszkaniu. Pierwszy raz nie bylo nam dane sie spotkac (juz spali), ale wczoraj... Uwaga... Uwaga...

Szperalam kluczem w zamku, a tu nagle drzwi otwiera mi polnagi mezczyzna (chlopak współlokatorki we wlasnej osobie). Myslalam nawet przez chwile, ze pomylilam mieszkania (zdziwil sie na moj widok) i chcialam czmyhac, ale po chwili wpuscil mnie chlopak do srodka. Zrobilam herbatke (mietowo-cytrynowa) i grzecznie zanioslam mu do pokoju, udajac sie z wlasnym kubkiem do swojej sypialni.

Po ktoryms zaproszeniu do salonu (tam spi teraz kolezanka po oddaniu mi swojego pokoju) uleglam i udalam sie z ksiazka do tureckiego (i herbatka) na konsultacje lingwistyczne (nieopatrznie zdradzilam, ze mam jutro egzamin).

Wspollokatorka wparowala do pokoju widzac jak ? (nie zapamietalam imienia chlopca) uczy mnie czytanki w bokserkach w rozkopanym lozku (ja siedzialam w fotelu obok).



Odkrylam dzis z Angielka swietny sklep z dziwnymi ciuchami. Ceny na szczescie niezbyt dziwne, ale kreacje sprawiaja wrazenie troche przykurzonych. Wybiore sie kiedys, odkurze cos i kupie.

Ide do domu (naszego otwartego, przyjaznego, goscinnego domu) lyknac aspirynke.


(zdjecie z www.eximo.nl/content/incentive.asp widoki rozowo-pocztowkowe)

wtorek, 6 marca 2007

Trudna aklimatyzacja




Pogoda piekna. Slonce swieci. Jutro koncert. Pojutrze koncert.

Teraz moge swoim starym zwyczajem troche ponarzekac...


Sekratarka z TÖMER'a kazala mi zdawac jutro egzamin, zamiast zapisac mnie od razu na 4-ty poziom. No bo moge sie dostac na nizszy albo wyzszy... Nie przekonalo jej, ze na nizszy sie nie zapisze (zdalam rok temu egzamin i nie mam ochoty za 340 dolarow powtarzac tych samych stron z podrecznika), a na wyzszy tez nie powinnam (bo tak jakby ominie mnie nowa gramatyka... czego tez wololabym uniknac...). Nie wierze zreszta, ze tak swietnie sobie poradze na egzaminie (juz Blondyna sie postara... stwierdzila przeciez, ze przez rok na pewno "wiele zapomnialam"). Moja Niemka ostrzegala mnie dzis, ze to straszna krowa (cytuje) i przez nia zrezygnowala z kursu (wybrala Dilmer'a).

(......w kafejce leci wlasnie "Zombie" w wersji disco......)

Kristi w Turcji nie wczesniej niz 28 maja. Miniemy sie...
Giulia planuje za to dwa tygodnie w maju. To ja juz sobie zrobie wolne, po tych wszystkich traumach bede zaslugiwac na krotkie wakacje.

Poniedzialek mnie wykonczyl. 6 godzin w autobusie, 3 w Ankarze, a potem z powrotem do Stambulu... Nie bede komentowac, jak "wartosciowe" bylo to spotkanie.

A dzis odwiedzil nas jakis smieszny japonski dziennikarz. Podobno przez godzine zadawal te same trzy pytania i nie rozumial odpowiedzi (wersja kolegi, ktory mu tych odpowiedzi udzielal).


Z tej radosci, ze wrocilam do Pieknego Stambulu, kupilam dwie plyty Cema Adriana. Mam nadzieje, ze mnie chlopak nie rozczaruje.


Jutro jakis koncert w Mojo, a w czwartek Incubus.


Udaje sie do nowego mieszkania (Çapa) zeby powtorzyc troche gramatyki (pokaze Blondynie...!) a potem ewentualnie sie przespac.



Zdjecie - mauzoleum Atatürka w Ankarze.