sobota, 24 lutego 2007

Ostatnie wynurzenia przed lotem

I myslala, ze widzi sie z inna Agata.


Selcen zna jeszcze jedna Agate. Z Warszawy. Ktora zna turecki. I ktora poznala podczas konferencji.

Ciekawy zbieg okolicznosci.

Slusznie przewidywalam, ze szykuje sie interesujacy wieczor.


Selcen opowiadala o swoich badaniach w Brukseli. I przyjazni z zamoznym Marokanczykiem. Ja bylam dosyc nudna. Mowilam o pracy. No i rozczarowalam ja chyba brakiem romansow.

Ma mnie oprowadzic po uniwersytecie i zapoznac z polskimi erazmusowcami.

Nie wiedziala, ze Amnesty ma oddzial w Stambule. No, niezle sie promuja chlopaki. Ale to juz wiemy.

Selcen przekonywala mnie, ze musze koniecznie spotkac sie z Mevlude. Ze to bardzo przydatny kontakt. Zachwyca mnie ten wszechobecny turecki entuzjazm.


A jak spedzilam piatkowy wieczor?

Otoz wybralam sie na koncert zespolu grajacego covery Korna do Bronxu. Teraz mam juz lat 14, a nie 16.

Podobno Duman zaczynal od Bronxu. I Replikas. I ponoc to miejsce jest zawsze wypelnione po brzegi. Po kilku milych imprezach musialam jednak trafic na cos "takiego".

Wokalistka byla KOBIETA, w tle lecialy teledyski Rammstaina (pewnie z bledem... NIENAWIDZE Rammstaina czy jak to tam zwal), sala byla wypelniona w 10%, a za wstep trzeba bylo zaplacic 10 lira. No dobra, piwo bylo w cenie. Ale mialam tak dobry humor, ze nic nie bylo w stanie mnie dobic. A caloksztalt przedstawial sie na tyle interesujaco, ze mialam ubaw przez kilka godzin.


Sasiedzi.

Orzneli mnie.

A raczej nie sasiedzi, a mili ludzie, ktorzy udostepnili mi swoje zasyfiale, opustoszale od pol roku mieszkanie, w ktorym marzlam i ktorego staralam sie unikac (no, nocowalam tam) ze wzgledu na temperature i warunki higieniczne. A narzekam, bo......

Lubie jasne sytuacje. Jesli mam placic tylko za rachunki, a nie za wynajem, jestem przygotowana na to, ze zaplace sume, ktora pojawi sie na rachunku wlasnie. A nie na to, ze "sasiad powiedzial wczoraj, ze chce 250 lira". Dodam, ze 250 lira to nie majatek (okolo 500 zlotych) ale chodzi mi o "zasady" (taka sie robie zasadnicza na stare lata).

Amerykanka placi 300 lira za mieszkanie na Taksimie - wynajem plus wszystkie oplaty (no dobrze, mieszka z dwojka Wlochow, ale wszyscy maja osobne pokoje i sa "niewidzialni"). Turczynka, do ktorej mam sie niebawem wprowadzic, placi 450 za wynajem i... mniej niz 100 za oplaty (co bedziemy dzielic na pol), a mieszka w duzo przyjemniejszej okolicy (samo mieszkanie jest tak samo "czyste" - nie oczekiwalam cudu - ale okolica przyjazniejsza, i, przede wszystkim, maksimum pol godziny do pracy).

Czepiam sie, wiem. Ale marzlam przez 3 tygodnie (nawet niecaly miesiac) i po prostu chcialabym zobaczyc rachunek. Ale nie. No to nie.

Agresja zaczela we mnie powoli narastac juz wczoraj w nocy. Po smiesznym koncercie trafilam na NAPRAWDE SZALONEGO TAKSOWKARZA, ktory nie mogl scierpiec tego, ze padal deszcz i sa korki. Jechal jak wariat, puszczal laz müzik - podkreslajac z duma, ze pochodzi z rejonu Morza Czarnego. Potem nie mogl trafic na moja uliczke (mimo, ze instruowalam go dokladnie... pozostali dziwni taksowkarze jakos mogli sie ze mna porozumiec), pedzil, kluczyl, az sie w koncu zgubilismy. Do akcji wkroczyli lokalni taksowkarze i wszyscy razem dotarlismy szczesliwie do domu.

Happy end.

A do tego mowil (krzyczal) z - przyznaje ze wstydem - niezrozumialym dla mnie akcentem.

Ale juz jest dobrze. Nie marudze. Siedze sobie w kafejce. Nic sie dzis nie dzieje. To znaczy dzieje sie pewnie bardzo duzo, ale ja w niczym nie uczestnicze. Moja Angielka idzie na jakies party z tymi angielskimi kobitkami po 40-ce. Ja tez teoretycznie jestem zaproszona, ale jakos nie moge po tym Kornie... Za duza roznica wieku. Przepasc niemal.

Wroce grzecznie do domu i poucze sie rozmowek.

A jutro to, co tak bardzo lubie... Samolot.

Zdjecie: widok z okna pewnego klubu.

Brak komentarzy: