poniedziałek, 19 lutego 2007

Eyup Sultan Heights - niedziela turystyczna


Alez ze mnie ignorantka.

Mieszkam niedaleko samego Eyup Sultan Camii. "Jest to trzecie z kolei najswietsze miejsce swiata muzulmanskiego, po Mekce i Jerozolimie" [jak w moim malym przewodniczku wyczytalam].

Dopiero kilka dni temu zainteresowalam sie historia "mojego regionu".
Natchnal mnie artykul w Turkish Daily News.

Dowiedzialam sie mianowicie, ze burmistrz Eyup'u (rejonu Eyup? jaki jest podzial administracyjny Stambulu? mieszkam w "okregu"/"rejonie" Gazi Osman Pasa, a Eyup nieopodal - w TDN Eyup nazwano "conservative district") zglosil propozycje zmiany nazwy Pierre Loti Heights na "Eyup Sultan Heights". Co nam tam bedzie jakis francuski poeta przeszkadzal, skoro "Eyup Sultan, a holy man and disciple of Prophet Mohammed, was buried near the site in 1458 and his remains are in the mausoleum there known as a 'Turbe' " i mozna okoliczne wzorza przemianowac...?

Ale nie przemianowano. W wieczor walentynkowy przeglosowano propozycje burmistrza i pomysl upadl. Zostanie Pierre Loti.

Dreczona wyrzutami sumienia (ta wspomniana ignorancja) postanowilam zobaczyc w niedziele slynny meczet i pokrecic sie po Eyupie. Odwiedzilam Turbe tuz przed namasem. Pierwszy raz mialam okazje zobaczyc, jak wierni gromadza sie przed modlitwa. Niesamowity widok. Zawsze staralam sie unikac godzin namasu i wchodzic do meczetu, kiedy jest tam jak najmniej ludzi (zebym mogla swobodnie sie pokrecic i nikomu nie przeszkadzac). Tym razem wtopilam sie w tlum i pol godzinki pokrecilam wokol, obserwujac ludzi i czekajac, az ostatni modlacy sie opuszcza meczet.

Wygladalam chyba na niezla sierote, bo mily mlodzian sprzedajacy ksiazki postanowil przyjsc mi z pomoca. Zaprowadzil mnie do srodka, gdyz szedl akurat sie pomodlic (tlumaczylam, ze wiem, gdzie, tylko czekam, az wszyscy wyjda... ale mnie zaciagnal). Grupka mezczyzn jeszcze sie modlila. Pan od ksiazek pomachal w moja strone, dajac do zrozumienia, zebym sie nie stresowala i pozwiedzala. Ale jak ja moge tak lazic ludziom przed nosem, kiedy sie modla? Usiadlam wiec w kaciku i tak spedzilam kwadrans.

Pan od ksiazek zyczyl mi milego zwiedzania i wrocil do stoiska.

Ja pokrecilam sie jeszcze po centrum Eyup'u, spedzilam pol godziny w kawiarni (wypilam visne suyu, sahlep, a po tym makabrycznym zaslodzeniu gorzka herbate). Cos tam sobie poczytalam, popisalam (pan kelner poproszony o czysta kartke przyniosl mi cala ryze papieru.

Zapomnialam dodac, jak dotarlam do meczetu. Wiedzialam gdzie wysiasc, ale zeby sie upewnic (jako ze musze byc zawsze w 101% pewna) zapytalam kierowce, czy to na tym przystanku mam wysiasc, zeby dotrzec tu i tu... Mezczyzna siedzacy obok kierowcy powiedzial, ze i owszem. I ze tez tu wysiada.

Wysiadl i zaczal zadawac standardowe pytania, a po minucie (prowadzac mnie boczbymi uliczkami, tak, jakby nie bylo glownej) ze pojdziemy teraz na kawe do Pierre Loti (ta kawiarnia mnie chyba przesladuje). Ja na to, ze nie pojdziemy, ze ide do meczetu i ze dziekuje za pomoc. A ten, ze on ze mna meczet zobaczy, a potem pojdziemy do kawiarni. No to ja, ze do kawiarni to ja ze znajomymi pojde, a teraz do meczetu SAMA. A jemu dziekuje bardzo za pomoc - raz jeszcze. To on sie pyta, czy znajomi na mnie czekaja w meczecie. No to ja przechodze przez jezdnie. Patrze, a Pana-Przewodnika-Z-Zamilowania po drugiej stronie ulicy juz nie ma.

W urzedzie miasta (rejonu Gazi Osman Pasa?) bylo w piatek o 14 spotkanie z samym basbakanem. Mialam sie wybrac, jednak zobaczylam Erdogana tylko na szklanym ekranie, siedzac w knajpie przy Galata Kule i jedzac pide z kolezankami po naszej fryjerskiej eskapadzie. Tak... juz w Kayseri planowalam sie udac na spotkanie z premierem. Wtedy tez jakos nie wypalilo.

Zdjecie z Eyup Sultan Cami.

Brak komentarzy: